Reklama

Reklama

Prezydencki projekt ustawy emerytalnej. "Kampanijne zagranie" czy "spełnienie obietnicy"

"Pewnie będzie brakowało woli politycznej. Zobaczymy, czy po raz kolejny koalicja PO-PSL zachowa się w sposób arogancki, czy podda pod debatę projekt prezydenta Andrzeja Dudy" – tak szef klubu PiS Mariusz Błaszczak odniósł się do pomysłu zajęcia się prezydenckim projektem ustawy emerytalnej przez Sejm. Innego zdania jest Marszałek Senatu, Bogdan Borusewicz. "To zagranie wyborcze" - mówi.

Błaszczak podkreślił w poniedziałek, że Sejm powinien jak najszybciej zająć się projektem skracającym wiek emerytalny, który złożył prezydent Andrzej Duda.

Reklama

"Mam nadzieję, że ten projekt będzie omawiany w Sejmie, że marszałek Kidawa-Błońska nie zablokuje tego projektu, nie włoży go do sejmowej zamrażarki. (...) Dlaczego ten projekt nie ma szans? Niejedna ustawa była przyjęta przez Sejm w błyskawicznym tempie. Były przypadki, że równolegle był zbierany Senat" - powiedział Błaszczak dziennikarzom w Sejmie.

Ocenił, że projekt został "skrupulatnie" przygotowany przez Kancelarię Prezydenta. "Ale pewnie będzie brakowało woli politycznej. Zobaczymy, czy po raz kolejny koalicja PO-PSL zachowa się w sposób arogancki, czy podda pod debatę projekt prezydenta Andrzeja Dudy. (...) Mam nadzieję, że koalicja PO-PSL nie będzie arogancka jak dotychczas i ten projekt zostanie przedstawiony Sejmowi, że marszałek Kidawa-Błońska nie zablokuje tego ważnego projektu" - dodał. "Uważamy, że podwyższenie wieku emerytalnego do 67. roku życia, szczególnie dla pań, jest niezwykle drastyczne i brutalne" - zaznaczył.

Szef klubu PiS zwrócił uwagę, że projekt daje możliwość wyboru osobom, które osiągnęły wiek emerytalny - czy skorzystać z tego świadczenia, czy dalej pracować. "To kwestia podstawowych praw obywatelskich" - ocenił.

Błaszczak był pytany m.in. o tych polityków, którzy nie poprą projektu. "Wyborcy ocenią polityków pod względem ich odpowiedzialności lub braku odpowiedzialności. Kiedy słyszę, że podobno państwa polskiego nie stać na to, żeby emeryci otrzymywali godziwe emerytury, przypomnę, że są eksperci, którzy mówią, że z państwa polskiego transferowane jest nawet sto miliardów złotych. Pytam: czyje interesy reprezentuje rząd PO-PSL? Czy instytucji finansowych, które traktują Polskę i Polaków jako dostarczycieli taniej siły roboczej, czy obywateli naszego kraju" - pytał.

Szef klubu PiS odpowiadał też na pytanie, czy prezydent nie powinien poczekać ze zgłaszaniem projektu do czasu, gdy zbierze się Sejm kolejnej kadencji. "Prezydent Andrzej Duda jest krytykowany przez koalicję PO-PSL, że nie spełnia swoich zobowiązań. A przecież je spełnia. Tak czy inaczej byłby krytykowany. To bardzo boli koalicję PO-PSL, że prezydentem jest odpowiedzialny polityk, który słucha ludzi" - zaznaczył Błaszczak.

Niższy wiek emerytalny - 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn - zakłada projekt ustawy, który przedstawił w poniedziałek prezydent Andrzej Duda. Chętni będą mogli pracować dłużej. Ustawa z 2012 r. wydłuża wiek emerytalny do 67 lat i stopniowo zrównuje go dla obu płci.

Bogdan Borusewicz jest "zaskoczony"

Marszałek Senatu Bogdan Borusewicz uważa natomiast, że przesłanie do Sejmu przez prezydenta Andrzeja Dudę projektu ustawy ws. obniżenia wieku emerytalnego to "zagranie wyborcze" z jego strony dowodzące, że jest przedstawicielem jednej opcji politycznej.

"Jestem zaskoczony, że prezydent chce przesłać do Sejmu tej kadencji projekt tak istotnej ustawy. To nie jest ustawa, która zmienia - załóżmy - sytuację z radarami na drogach; to nie jest ustawa, która zmienia zasady parkowania w miastach. To jest ustawa, która zmienia w ogóle system emerytalny, cofa reformę emerytalną, co musi wpłynąć negatywnie na finanse państwa, rozbiłoby to reformę emerytalną" - powiedział w poniedziałek podczas konferencji prasowej w Gdyni marszałek Senatu.

Jak dodał, nie ma wątpliwości, iż w sytuacji, kiedy do końca kadencji Sejm ma dwa, a Senat jeszcze jedno posiedzenie, przesłanie przez prezydenta tak istotnego projektu oznacza - jak mówił marszałek - "działanie wyborcze, wspierające Prawo i Sprawiedliwość". "Jest to kolejne zagranie wyborcze, zagranie na bardzo niebezpiecznym polu dla przyszłych emerytów i dla Polski" - zaznaczył.

"Jestem zaskoczony, że prezydent Andrzej Duda po raz kolejny pokazuje, że jest jednak prezydentem jednej opcji. To będzie ciążyło na całej jego pozostałej kadencji. Tą ustawą Sejm w ogóle nie będzie miał czasu się zająć. Prezydent Duda powinien chwilę poczekać, poczekać półtora miesiąca i przesłać do następnego Sejmu. I wtedy ci, którzy zwyciężą w wyborach, przejmą odpowiedzialność polityczną za to" - zaznaczył Borusewicz.

Jak mówił, chciałby, żeby Andrzej Duda był prezydentem wszystkich Polaków. "Także tych, którzy głosowali na kontrkandydata Bronisława Komorowskiego, a tak nie jest. Pokazuje to prezydent Andrzej Duda w tej chwili w sposób dla mnie jasny i jednoznaczny" - podkreślił marszałek Senatu.

Miller: Jest za mało czasu

Leszek Miller ocenił na poniedziałkowym briefingu w Sejmie, że Sejm w tej kadencji nie zajmie się prezydenckim projektem. "Jest za mało czasu. Tego rodzaju projekty wymagają bardzo długich i poważnych prac legislacyjnych, a na to nie ma czasu" - powiedział szef SLD.

Jego zdaniem, jest to "projekt na kampanię wyborczą". Według Millera dla części wyborców projekt ustawy złożony przez prezydenta będzie dowodem na spełnienie przez niego obietnicy wyborczej, ale dla tych, którzy wiedzą, jak wygląda proces legislacyjny, będzie oczywiste, że uchwalenie ustawy w tej kadencji Sejmu jest "całkowicie nierealne".

Prezydent Andrzej Duda dotrzymał słowa, to bardzo ważny moment dla Solidarności, dla wielu obywateli naszego kraju - powiedział szef NSZZ "S" Piotr Duda, komentując przedstawienie przez prezydenta projektu obniżającego wiek emerytalny.

Szef "Solidarności" jest zadowolony

"Decyzja (prezydenta) i podpis pod projektem zmiany ustawy o obniżeniu wieku emerytalnego, to wielki, milowy krok, w kierunku przywrócenia tego, co społeczeństwo uważa za swoje. Większość społeczeństwa, prawie 80 procent uważa, że wiek emerytalny nigdy nie powinien być podniesiony, a wręcz odwrotnie, dzisiaj uważa, że powinien być obniżony" - ocenił Piotr Duda na poniedziałkowej konferencji prasowej w Katowicach.

Jak dodał, decyzja prezydenta, to dla niego wielka satysfakcja. "To nowa jakość w polskiej polityce, wreszcie są politycy, którzy dotrzymują swojego słowa" - podkreślił szef Solidarności. "To bardzo ważny moment dla Solidarności, ale także dla wielu obywateli naszego kraju" - mówił Piotr Duda.

Przypomniał, że Bronisław Komorowski nie chciał rozmawiać z Solidarnością w sprawie wieku emerytalnego; zaznaczył też, że związek podpisał - po raz pierwszy - umowę programową z ówczesnym kandydatem na prezydenta Andrzejem Dudą. "I on to dzisiaj, jako prezydent Rzeczypospolitej realizuje" - wskazał.

Lider "S" zapowiedział, że związek zapozna się z projektem prezydenta. "Będziemy chcieli na pewno na kolejnych etapach (prac legislacyjnych - PAP) przedstawiać swoje propozycje, chociażby jeszcze (te) dotyczące okresu składkowego" - zaznaczył. Solidarność proponowała połączenie wieku z długością okresu składkowego - 35 lat dla kobiet i 40 lat dla mężczyzn.

"Dziś najważniejsze jest i szczególnie mówię to w tym miejscu wszystkim niedowiarkom, którzy mówili: temat zostanie skręcony, nic nie będzie... Nie, wszystko jest i każdy punkt, który podpisaliśmy z prezydentem Dudą, będzie realizowany, czyli mam tutaj na myśli wolną kwotę od podatku, płacę minimalną i tak dalej. Dzisiaj jest nowa jakość w polityce i mam nadzieję, że to będzie kontynuowane po wyborach parlamentarnych" - zaznaczył Piotr Duda.

Pytany o dotychczasowy brak konsultacji prezydenckiego projektu z Solidarnością, szef tego związku uznał, że wobec odmowy przez Senat - głosami PO i PSL - możliwości wypowiedzenia się w kwestii m.in. obniżenia wieku emerytalnego przez obywateli (w drodze referendum - PAP), prezydent konsekwentnie przygotował projekt.

Odnosząc się do pytania dziennikarzy dotyczącego perspektywy spadku wysokości wypłacanych emerytur wobec obniżenia wieku emerytalnego Piotr Duda podkreślił, że "samo wydłużenie wieku emerytalnego nie doprowadzi do tego, że będziemy mieli wyższe emerytury". "Trzeba po prostu opłacać sobie składki emerytalno-rentowe. To jest tutaj jakby podstawowa rzecz, bo możemy sobie pracować do stu lat i co z tego. Chodzi o odprowadzanie składek, a nie tylko samo wydłużenie wieku emerytalnego" - wskazał związkowiec.

"Fundusz Ubezpieczeń Społecznych jest dziurawy tylko dlatego, że większa część polskich pracowników nie ma odprowadzanych składek emerytalno-rentowych. To jest klucz do tego wszystkiego" - wyjaśnił lider Solidarności.

"To nie jest reforma systemu"

Doradczyni Forum Związków Zawodowych Anna Grabowska powiedziała, że zdaniem FZZ system emerytalny wymaga reformy, a nie prostego powrotu do wieku 60-65 lat. "Powrót do 60-65 to nie jest reforma systemu. Reforma, to zastanowienie się nad stażem, nad emeryturami pomostowymi, sposobem przechodzenia na emeryturę, relacjami z ZUS. To analiza Funduszu Rezerwy Demograficznej, a przede wszystkim zastanowienie się nad zabezpieczeniem Funduszu Ubezpieczeń Społecznych na przyszłość - w jaki sposób płacić składki, jak zmienić rynek pracy, by składki były odprowadzane od wszystkich, czy jak największej liczby umów" - powiedziała.

W ocenie Grabowskiej rozwiązanie, które pozwalałoby przejść na emeryturę po przepracowaniu odpowiedniego stażu pracy byłoby zasadne. "Dyskusyjny jest okres - czy po 35 czy 40 latach, ale taki zapis dawałby możliwość przejścia na emeryturę osobom, które pracowały długo, w relatywnie trudnych warunkach, albo przynajmniej długo" - mówiła.

Podkreśliła, że nie chodzi o sam staż pracy, tylko staż składkowy, czyli opłacania składek na emeryturę. "Wszelkie wyliczenia pokazywały, że nawet przy minimalnym wynagrodzeniu, mając te 40 lat okresów składkowych, odłoży się przynajmniej na minimalną emeryturę" - powiedziała. "Naszym zdaniem to byłoby zasadne rozwiązanie i warto o nim rozmawiać" - dodała.

Przypomniała, że Trybunał Konstytucyjny orzekł już raz, że różny wiek emerytalny dla kobiet i mężczyzn jest niezgodny z konstytucją. Zaznaczyła, że mimo tego wyroku zastrzeżenia Trybunału nie są ostre - że w żadnym przypadku nie można zróżnicować sytuacji kobiet i mężczyzn. Przypomniała, że są też wątpliwości, jak traktować ludzi, którzy zaczęli pracować i płacić składki emerytalne w poprzednim systemie, a potem utracili swe prawa - wydłużono im wiek emerytalny do 67 lat w obecnym rozwiązaniu.

"Zakładam, że jest to temat do rozmowy, ale do tego momentu z nami w tej sprawie nie było konsultacji projektu" - powiedziała Grabowska.

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację
Dowiedz się więcej na temat: Mariusz Błaszczak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje