​Prof. Marian Zembala apeluje: Mierzmy swoje ciśnienie

"Miałem silny ból głowy. Ja tego nie skojarzyłem, żeby zmierzyć sobie ciśnienie" - przyznaje w "Faktach" TVN słynny kardiochirurg i były minister zdrowia prof. Marian Zembala. Po tym jak doznał ciężkiego udaru, powziął misję przestrzegania Polaków przed powielaniem jego błędów.

Dyrektor Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu po udarze jest częściowo sparaliżowany i porusza się na wózku inwalidzkim.

Reklama

"Nie ma co rozdzierać szat, trzeba żyć i szukać rozwiązań" - podkreśla w materiale TVN.

"Niekontrolowane nadciśnienie, które można by regulować lekami, może doprowadzić, tak jak u mnie, do udaru. Ja starałem się kontrolować, ale nie zawsze miałem czas, szczególnie wtedy, kiedy była duża intensywna praca" - zauważa prof. Zembala.

A tak wspomina dzień, w którym doznał udaru:

"Cztery dni wcześniej był ślub mojej córki Małgosi. Zacząłem mieć silny ból głowy. Ja tego nie skojarzyłem, żeby zmierzyć sobie ciśnienie, bo żyłem atmosferą wesela córki".

Prof. Zembala uważa, że do jego udaru prawdopodobnie przyczyniło się łączenie leków przeciwkrzepliwych - aspiryny i klopidogrelu, co w kombinacji z nadciśnieniem doprowadziło do krwawienia w mózgu (udar krwotoczny).

Marian Zembala apeluje, by regularnie mierzyć sobie ciśnienie (jeśli jest za wysokie - udać się do lekarza), a ponadto ściśle stosować się do zaleceń lekarza w kwestii przyjmowania leków. Sam Zembala natomiast walczy o powrót do sprawności.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje