Reklama

Reklama

Prokuratura powołała biegłych w sprawie wypadku Cimoszewicza

Białostocka prokuratura powołała biegłych w śledztwie dotyczącym potrącenia w Hajnówce (woj. podlaskie) rowerzystki przez byłego premiera Włodzimierza Cimoszewicza. Do czasu przygotowania przez nich opinii, nie komentuje medialnych informacji na temat okoliczności i przebiegu wypadku.

Białostocka prokuratura okręgowa zastrzega, że śledztwo w sprawie wypadku trwa i z uwagi na jego dobro "nie jest obecnie możliwe ujawnienie treści zeznań świadków, albowiem będą one podlegać weryfikacji w toku dalszych czynności procesowych".

Reklama

Jej rzecznik prok. Łukasz Janyst powiedział w środę PAP, że powołani zostali biegli z zakresu medycyny sądowej oraz zajmujący się badaniem wypadków komunikacyjnych. Na ich opinie trzeba będzie poczekać kilka tygodni.

"Co do tego, jakie pojawiają się (w mediach) wersje, kto co mówi, nie możemy udzielać informacji. To będziemy też weryfikować m.in. w drodze opinii biegłych. Wtedy będzie wszystko jasne. Na razie jest na to za wczesny etap postępowania" - powiedział prokurator. Dodał, że chodzi np. o wyjaśnienie, czy rowerzystka przejeżdżała przez przejście, czy może prowadziła rower (takie spekulacje pojawiły się w środę w mediach).

Wypadek z udziałem byłego premiera

Do potrącenia rowerzystki przez byłego premiera doszło w minioną sobotę, na oznakowanym przejściu dla pieszych w Hajnówce. Jeszcze w dniu wypadku śledztwo wszczęła Prokuratura Okręgowa w Białymstoku. Prowadzone jest w sprawie, czyli nikomu nie postawiono dotąd zarzutów, a poszkodowana 70-letnia kobieta i były premier zostali przesłuchani w charakterze świadków.

Jak podała w poniedziałek prokuratura, rowerzystka ma złamaną kość podudzia oraz otarcia twarzy i dłoni. Śledczy poinformowali też wtedy w swoim komunikacie, iż z dotychczasowych ustaleń wynika, że po wypadku kobieta została przez Włodzimierza Cimoszewicza i jego znajomych odwieziona, wraz z rowerem, do własnego miejsca zamieszkania, a następnie - za namową byłego premiera i tych znajomych - do szpitala. Policja przyznała oficjalnie, że samochód, którym kierował Cimoszewicz, nie miał ważnych badań technicznych, dlatego zatrzymany został dowód rejestracyjny tego auta.

Oświadczenie Cimoszewicza

W wydanym w dniu wypadku oświadczeniu Cimoszewicz napisał m.in., że jechał z prędkością ok. 30 km/h, udzielił poszkodowanej pomocy i "po przekonaniu o konieczności poddania się badaniu lekarskiemu została ona odwieziona do szpitala".

"Wyrażam ubolewanie z powodu tego zdarzenia i szczególne współczucie poszkodowanej. Jest mi bardzo przykro z powodu tego niefortunnego wydarzenia w dniu jej urodzin. Pewnym usprawiedliwieniem był fakt jazdy pod słońce. Nie wykluczam również, że bolesna dla mnie informacja sprzed dwóch dni o wykryciu u mnie choroby nowotworowej mogła mieć wpływ na moje samopoczucie" - dodał.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje