Reklama

Reklama

Protest policji. Dariusz Nowak: Nie da się zastąpić wyspecjalizowanego policjanta innym

Od kilku dni funkcjonariusze policji masowo przechodzą na zwolnienia lekarskie. W niektórych województwach sytuacja jest bardzo trudna. Napięcie dodatkowo potęgują zbliżające się obchody 100-lecia odzyskania niepodległości, podczas których obecność policji będzie niezbędna do zapewnienia bezpieczeństwa świętującym. Jak podało w środę RMF, obecnie trwa ustalanie spotkania związków zawodowych służb mundurowych z ministrem spraw wewnętrznych i administracji.

W ostatnich dniach, trwający od lipca protest służb mundurowych, uległ zaostrzeniu. Funkcjonariusze policji, przy braku kompromisu z MSWiA, masowo zaczęli przedstawiać zwolnienia lekarskie.

Reklama

W różnych częściach kraju skala protestu jest inna i dynamicznie się zmienia. Jak wynika z ustaleń reporterów RMF, coraz trudniejszą sytuację można zaobserwować w Wielkopolsce, na Śląsku i Dolnym Śląsku oraz w Lubuskiem.

Brak wystarczającej ochrony

Sprawa komplikuje się o tyle, że wielkimi krokami zbliżają się obchody 11 listopada, czyli liczne uroczystości i marsze, w tym największy - doroczny Marsz Niepodległości w Warszawie.

Jak mówi w rozmowie z Interią były funkcjonariusz i były rzecznik małopolskiej policji Dariusz Nowak - do ochrony takiego wydarzenia, jakim jest warszawski Marsz Niepodległości potrzeba co najmniej kilku tysięcy funkcjonariuszy.

- Mecz piłkarski podwyższonego ryzyka, gdzie na stadionie przebywa około od 700 do 1000 agresywnych kibiców, ochrania około 500 policjantów. W przypadku marszu potrzeby są oczywiście dużo większe - stwierdza były rzecznik.

Prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz poinformował we wtorek po południu o wydaniu zakazu organizacji Narodowego Marszu Niepodległości.

W środę prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz również oficjalnie wycofała zgodę na organizację Marszu Niepodległości w stolicy, jednak najprawdopodobniej ulicami Warszawy i tak przejdą tłumy. Narodowcy zapowiedzieli, że odwołają się od tej decyzji do sądu, a marsz "na pewno się odbędzie".

Zdaniem byłego rzecznika małopolskiej policji, jeśli do niedzieli sytuacja związana z masowymi zwolnieniami lekarskimi w policji nie ulegnie poprawie, radykalne decyzje będą możliwe.

- Teoretycznie, gdy takiego marszu nie można zabezpieczyć, rozwiązaniem jest jego odwołanie - stwierdza.

Przeczytaj również: 

Prezydent Andrzej Duda zorganizuje marsz 11 listopada

Zamieszanie wokół Marszu Niepodległości. Narodowcy reagują

Kontrowersje wokół alarmu

Na policyjnych forach pojawiały się informacje o możliwości ogłoszenia specjalnego alarmu, który spowodowałby "skoszarowanie" funkcjonariuszy w jednym miejscu i ewentualne przewiezienie ich do ochrony Marszu Niepodległości w Warszawie. Choć rzecznik Komendanta Głównego zaprzeczył, że taka sytuacja mogłaby mieć miejsce, funkcjonariusze nie do końca uwierzyli w te zapewnienia.

Dodatkowo we wtorek rano Komendant Główny Policji Jarosław Szymczyk zaproponował po 1000 zł funkcjonariuszom, którzy zdecydują się na pozostanie w służbie 11 listopada.

- Po prostu z nas zadrwili. Jestem u kresu wytrzymałości, a pan minister życzy nam zdrowia! - mówi w rozmowie z Interią proszący o anonimowość funkcjonariusz policji z Małopolski, w odniesieniu do propozycji i wtorkowych słów szefa MSWiA Joachima Brudzińskiego, które padły podczas spotkania z funkcjonariuszami w garnizonie łódzkim.

"Wszystkim funkcjonariuszom, którzy się pochorowali - bez żadnej złośliwości, chciałbym szczerze i z całego serca życzyć szybkiego powrotu do zdrowia" - mówił minister.

- Moja znajoma pracuje co drugi dzień na kasie w markecie. Nikomu nie ujmuję, 12 godzin, też ciężka praca. Dostaje 3500 zł. A ja? Wstyd mówić. Albo pracownicy budowlani, których zdarza mi się zatrzymać. Pięć tysięcy złotych, praca od poniedziałku do piątku, święta i weekendy wolne - mówi Interii jeden z pytanych funkcjonariuszy i dodaje, że pomimo zapewnień Komendy Głównej wciąż obawia się, że przed 11 listopada specjalny alarm jednak nastąpi.

Alarm a zwolnienie lekarskie

Jak mówi Dariusz Nowak, alarm można ogłosić o każdej porze dnia i nocy.

- Tego typu alarmy odbywają się przynajmniej raz w roku. Zwykle po to, by sprawdzić mobilność jednostki. W momencie ogłoszenia stanu pogotowia każdy funkcjonariusz musi zabrać ze sobą mundur i wyposażenie.

Zdaniem byłego funkcjonariusza, opisywana na policyjnych forach i w mediach sytuacja, w której zostanie ogłoszony alarm w służbach prewencji w celu przewiezienia jednostek do ochrony marszu niepodległości w stolicy, raczej nie będzie mieć miejsca.

Komentując doniesienia o tym, że specjalny alarm obejmowałby także osoby przebywające na zwolnieniu lekarskim, Dariusz Nowak stanowczo podkreśla, że tego typu działania obejmują jedynie osoby zdrowe.  

- Kto przebywa na zwolnieniu lekarskim, nie podlega alarmom. Nikt nikogo nie "ściągnie" z L4, ponieważ to już przekroczenie uprawnień przez przełożonych - mówi Nowak i dodaje, że obecność lekarzy policyjnych w miejscu, w którym przebywaliby ewentualnie zgrupowani alarmowo policjanci, miałaby na celu jedynie zapobieganie symulowaniu choroby.

Nowak: Nie da się zastąpić wyspecjalizowanego policjanta

Jak wynika z danych przekazywanych przez rzeczników policji z różnych województw, cały czas prowadzone są starania, by zapewnić ciągłość pracy jednostek. Zdarzają się sytuacje, że na patrol wysyłane są osoby, które normalnie pracują np. w biurach.

Wiceminister MSWiA Jarosław Zieliński nie widzi w takiej sytuacji nic złego. Jak powiedział podczas uroczystości wmurowania kamienia węgielnego pod warsztaty dla samochodów podlaskiej straży granicznej, dobrze się stanie, gdy "policjanci zza biurek" wyjdą znów na ulicę.

Były funkcjonariusz Dariusz Nowak zwraca jednak uwagę przede wszystkim na to, że do ochrony wydarzeń typu Marsz Niepodległości, potrzebni są wykwalifikowani funkcjonariusze prewencji.

- Funkcjonariusz funkcjonariuszowi nie jest równy. To nie jest tak, że się da zastąpić jednego policjanta drugim o innej specjalizacji. Inaczej wyszkolony i wyposażony jest policjant pionu kryminalnego, dochodzeniowego, a inaczej funkcjonariusz prewencji.To oni walczą z chuliganami, ćwiczą konkretne układy. Każdy inny policjant, który miałby się zmierzyć z agresywnym tłumem, jest narażony na ryzyko. Jeden silny człowiek nic nie zrobi. To jest współdziałanie w grupie, a to są zupełnie inne reguły - podkreśla ekspert.

- Jak z lekarzami. Okulista nie zastąpi chirurga, choć oficjalnie każdy z nich jest lekarzem, to operacja może się nie udać - podsumowuje.

Protest funkcjonariuszy służb mundurowych

Protest funkcjonariuszy służb mundurowych trwa od lipca. Policjanci domagają się m. in. podwyżek uposażeń, odmrożenia waloryzacji płac i płatnych nadgodzin.

Zapowiadają także kolejną akcję pod hasłem "poleje się krew". 9 i 10 listopada planują honorowo oddać krew, co łączy się z dniem wolnym od pracy.

Trwa także ustalanie terminu spotkania związków zawodowych służb mundurowych z ministrem spraw wewnętrznych i administracji.

- Trwające protesty są niezwykłe na tle całej historii polskiej policji - stwierdza Dariusz Nowak.

JB

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne