Reklama

Reklama

Ratownik ze smartfonem w dłoni. Duch naszych czasów?

Na strzeżonych kąpieliskach, pod okiem ratowników, kąpiący powinni czuć się bezpiecznie. Wątpliwości zasiało jednak zdjęcie ze Skorzęcina w Wielkopolsce. Wpatrzeni w smartfony ratownicy nie zwracali uwagi na to, co dzieje się na ich terenie... - Przez niezwykle odpowiedzialny rodzaj pracy, jaki wykonują ratownicy, "zagapienie się w telefon" może mieć naprawdę fatalne skutki - alarmuje w rozmowie z Interią rzeczniczka krakowskiego WOPR Gabriela Rybska.

"Tak zapatrzeni w telefon, że zdążyłem obejść ich z każdej strony i zrobić zdjęcia. Żaden nawet na chwilę nie oderwał wzroku od telefonu..." - napisał autor fotografii przedstawiającej trzech ratowników podczas dyżuru na plaży nad jeziorem Niedzięgiel w Skorzęcinie obok Gniezna (woj. wielkopolskie). Zdjęcie wywołało lawinę komentarzy internautów.

"Leniwy osiłek"

Reklama

Rzeczniczka krakowskiego WOPR Gabriela Rybska podkreśla w rozmowie z Interią, że podstawowym zadaniem ratownika wodnego jest stała obserwacja danego akwenu, która umożliwi natychmiastową reakcję w momencie wystąpienia zagrożenia. - Ratownik musi być na tym zadaniu skupiony, nie może być rozpraszany zarówno przez wszelkiego rodzaju urządzenia elektroniczne, jak i zadania narzucane przez pracodawcę, nie leżące w kompetencjach ratownika wodnego - zaznacza.

- Panowie ze zdjęcia są jednymi z wielu, którzy niszczą wizerunek ratownictwa wodnego w Polsce, który i tak nie jest najlepszy. Takie zachowania sprawiają, że profesjonalni ratownicy wykonujący swój zawód narażeni są na śmieszność i brak szacunku ze strony społeczeństwa - przyznaje. Często utrudnia im to pracę, ponieważ polecenia ratowników są lekceważone, a ich troska o bezpieczeństwo odbierana jako złośliwość i wtrącanie się w prywatne sprawy innych. 

- Ratownik wodny w oczach Polaków jest leniwym osiłkiem podrywającym dziewczyny na plaży - jednoznacznie komentuje rzeczniczka krakowskiego WOPR.

Wskazuje jednocześnie, że jedynym skutecznym sposobem na walkę z tym stereotypem, są szkolenia.

- Większość podmiotów uprawnionych do ratownictwa wodnego stawia na ciągłe szkolenie ratowników i podnoszenie ich kwalifikacji, aby zwiększyć szacunek do tego zawodu. Swoim profesjonalizmem starają się przeciwdziałać krzywdzącym stereotypom oraz budować pożądany wizerunek wśród społeczeństwa, podkreślając ogromną odpowiedzialność jaka na nich spoczywa - mówi w rozmowie z Interią Gabriela Rybska z WOPR.

Inaczej na basenie, inaczej nad morzem

Jak informował w poniedziałek Polsat News, zastępca burmistrza Witkowa - gminy, której podlega kąpielisko - zapewniał, że prócz uwiecznionych na fotografii mężczyzn, na plaży przebywali również inni ratownicy.  

W rozmowie z Interią Gabriela Rybska przypomina, że liczba ratowników na wyznaczonym obszarze wodnym reguluje rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych z dnia 23 stycznia 2012 r.  "w sprawie minimalnych wymagań dotyczących liczby ratowników zapewniających stałą kontrolę wyznaczonego obszaru wodnego".  

- Na śródlądziu, na każde 100 metrów linii brzegowej przypada jeden ratownik od lustra wody (jest on wtedy na łodzi wiosłowej albo desce ratowniczej) i jeden ratownik od lądu  - mówi. Przykładem są chociażby krakowskie Bagry.

Sytuacja wygląda natomiast inaczej nad morzem, gdzie na każde 100 metrów przypada trzech ratowników, z których jeden wyznaczony jest do lustra wody. - Z kolei na basenach o długości niecek do 25 metrów wystarczy jeden ratownik, na 25-50 metrów dwóch ratowników, a powyżej 50 metrów - trzech - podkreśla rzecznik krakowskiego WOPR.

Ze smartfonem czy bez?

Wielu internautów, komentujących zdjęcie wykonane w Skorzęcinie, podkreślało, że ratownicy wodni to grupa zawodowa, która powinna mieć ograniczony dostęp do urządzeń elektronicznych w czasie wykonywania swojej pracy. Tego samego zdania jest rzeczniczka krakowskiego WOPR.  

- Telefon komórkowy rozprasza ratownika w jego pracy i na pewno nie pozwala na efektywną obserwację wody. Przez specyficzny i niezwykle odpowiedzialny rodzaj pracy, jaki wykonują, "zagapienie się w telefon" może mieć fatalne skutki - podkreśla Gabriela Rybska.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje