RMF24: Rozbieżne zeznania świadków ws. Wiplera

Prokuratorzy prowadzący śledztwo w sprawie posła Przemysława Wiplera jeszcze raz przesłuchają większość świadków. Powodem są rozbieżności między zeznaniami, a nagraniami z monitoringu przy ulicy Mazowieckiej 12 w Warszawie.

Interweniujący policjanci mieli zeznać na samym początku, że w trakcie szamotaniny przed klubem "Enklawa" Przemysław Wipler wyrwał się i ruszył w kierunku ulicy Świętokrzyskiej, nie reagując na wezwania. Monitoring tego nie potwierdza.

Reklama

Rozbieżności jest ponoć jeszcze kilka - ustalił reporter RMF FM Roman Osica. Jednak nieoficjalnie wiadomo, że nie wpływają one w znaczny sposób na obraz sytuacji, który wydaje się potwierdzać wersję policjantów o agresji posła. Do końca miesiąca ma być gotowy opis monitoringu. Wtedy zostaną wezwane jeszcze raz osoby - w tym policjanci, by mogli oglądając taśmę skonfrontować z obrazem wcześniejsze zeznania. Wygląda więc na to, że decyzja o tym, jak zakończyć sprawę posła Wiplera znów się oddala.

W październiku ubiegłego roku miało dojść do bójki posła Wiplera z policjantami. Obie strony podają sprzeczne wyjaśnienia w tej sprawie.

Wipler odpiera zarzuty, jakoby zaatakował policjantów. Zaraz po zdarzeniach, które rozegrały się na ulicy Mazowieckiej tłumaczył, że w klubie, przed którym doszło do szamotaniny, świętował z przyjaciółmi ciążę żony. Twierdził, że to nie on zaatakował policjantów, tylko oni jego. Poseł stwierdził, że został pobity. Przyznał również, że badanie alkomatem, któremu poddał się w szpitalu wykazało 1,4 promila alkoholu w jego krwi, co - według niego - wskazuje na wypicie jednej butelki wina.

Roman Osica



Dowiedz się więcej na temat: Przemysław Wipler

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL