Reklama

Reklama

Robert Biedroń o ataku USA w Iraku: Donald Trump ma krew na rękach

Prezydent USA Donald Trump, który zatwierdził kolejne ataki w Bagdadzie, gdzie zginęło sześć osób, ma krew na rękach - ocenił w sobotę na Twitterze lider partii Wiosna Robert Biedroń. Wcześniej podkreślił, że decyzje Trumpa są nie do przyjęcia.

W nocy z piątku na sobotę w okolicach bazy at-Tadżi w pobliżu Bagdadu lotnictwo USA ostrzelało konwój samochodów irackich Ludowych Sił Mobilizacyjnych (PMF), grupujących wspierane przez Iran szyickie milicje. W kolejnym już ataku amerykańskich sił w Iraku zginęło sześć osób, a trzy zostały ciężko ranne.

Reklama

Irackie Ludowe Siły Mobilizacyjne potwierdziły agencyjne doniesienia i poinformowały, że w ostrzelanych samochodach były materiały medyczne, natomiast nie było w nich żadnego z przywódców tej organizacji. W konwoju jechały trzy samochody, dwa z nich zostały zniszczone.

Po kilku godzinach międzynarodowa Koalicja walcząca w Iraku zaprzeczyła, że miała cokolwiek wspólnego z atakiem lotniczym przeprowadzonym w nocy z piątku na sobotę na północ od Bagdadu. 

Biedroń: Trump ma krew na rękach

Do ataku w Iraku odniósł się na Twitterze lider Wiosny Robert Biedroń. Jego zdaniem prezydent USA ma krew na rękach. "Krew na rękach ma prezydent @realDonaldTrump, który zatwierdził kolejne ataki w #Bagdad, w których zginęło 6 osób. Jak daleko jeszcze posunie się ten waszyngtoński furiat? #makelovenotwar" - napisał na Twitterze.

We wcześniejszym wpisie Biedroń ostrzegł, że eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie pogłębi kryzys pomiędzy Iranem a Stanami Zjednoczonymi. "Decyzje @realDonaldTrump są dla mnie nie do przyjęcia. Eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie pogłębi fatalną już sytuację na linii Teheran-Waszyngton. Opamiętajcie się, bo niedługo może być za późno. #Bagdad" - napisał Biedroń na Twitterze.

Amerykański atak w Bagdadzie

W piątek prezydent USA Donald Trump odnosząc się do amerykańskiego ataku w Bagdadzie, w którym zginął szef elitarnych sił irańskich Al-Kuds generał Kasem Sulejmani, oświadczył, że USA działały, by zapobiec wojnie, a nie żeby ją rozpocząć.

"Sulejmani planował bliskie oraz brutalne ataki na amerykańskich dyplomatów oraz personel wojskowy, ale złapaliśmy go w trakcie i zlikwidowaliśmy" - oświadczył Trump podczas konferencji prasowej w Mar-a-Lago na Florydzie. Prezydent USA zapewniał, również, że to irański wojskowy stał za grudniowym atakiem na amerykańską ambasadę w Iraku.

Sulejmani zginął w nocy z czwartku na piątek w Bagdadzie w rezultacie amerykańskiego precyzyjnego ataku rakietowego, zarządzonego przez Trumpa. Teheran zapowiedział już zbrojny odwet za tę akcję. Irański minister spraw zagranicznych Mohammad Dżawad Zarif zapowiedział kroki prawne, by pociągnąć USA do odpowiedzialności za zabicie szefa operacji zagranicznych irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje