Reklama

Reklama

"Rodzice chcą słyszeć, że dziecko jest piękne i zdolne, bo przez to sami się tak czują"

Pierwszy krok, pierwsze wakacje, nagie dziecko na plaży - od kiedy portale społecznościowe stały się częścią codzienności, zdjęcia dzieci - zamiast do albumu - trafiają do sieci. Rodzice nie zdają sobie sprawy z tego, co może się później stać z takim zdjęciem. I nie pamiętają, że dziecko też ma prawo do prywatności, choć jeszcze nie potrafi mówić.

Skąd wśród rodziców tak silna potrzeba upubliczniania zdjęć dzieci? Ludzie od zawsze chwalili się swoimi córkami i synami, ale dopiero niedawno otrzymali kanały, które umożliwiają robienie tego na większą skalę.

Reklama

- Dziecko to przedłużenie człowieka. Różne fantazje, marzenia, plany, ludzie mają nadzieję realizować za pomocą dzieci: rodzic nie poszedł na balet, ale dziecko będzie chodziło zamiast niego. To nie jest nowe zjawisko. Nowym zjawiskiem jest natomiast to, że pojawiły się media i platformy, które umożliwiają dzielenie się zdjęciami. Przez rozwój internetu, ludzie zatracili poczucie tego, co jest prywatne, a co publiczne - tłumaczy psycholog Anna Kałuba-Korczak.

"Inwestycja" w dziecko

Zdjęcia publikują przede wszystkim ludzie młodzi, a na zamieszczanych kadrach widnieją głównie małe dzieci. - Pojawienie się dziecka w życiu pary czy małżeństwa wiąże się często z wieloma wyrzeczeniami, na jakie często muszą się zgodzić. To powoduje, że postrzegają swoje dziecko jako obiekt, w który inwestują nie tylko swój czas i emocje, ale również pieniądze. W sytuacji, kiedy bezdzietni chwalą się na portalach społecznościowych m.in. zdjęciami z egzotycznych wyjazdów, rodzice umieszczają zdjęcia swoich dzieci - wyjaśnia dr Grzegorz Ptaszek, medioznawca i psycholog z Wydziału Humanistycznego AGH.

Zdaniem specjalisty, rodzice chcą słyszeć, jakie ich dziecko jest piękne czy zdolne, bo w ten sposób pośrednio sami otrzymują informację, że też są tacy. - Utwierdza ich to w przekonaniu, że są dobrymi rodzicami i że to, co "zainwestowali" opłaciło się - mówi dr Ptaszek.

Eksperci, od dłuższego czasu, apelują o rozwagę przy publikowaniu zdjęć dzieci w internecie, ale problem wykorzystywania wizerunku najmłodszych wciąż wzbudza sporo kontrowersji. Dyskusja o tym, co pokazywać, i czy w ogóle pokazywać, co jakiś czas wybucha na nowo. Najczęściej krytykowani są blogerzy, którzy nie tylko opisują życie swoich rodzin i dzieci, ale pokazują je także na zdjęciach. Jednak wykorzystywane przez nich fotografie, zazwyczaj są starannie wyselekcjonowane. Problem niewłaściwego pokazywania dzieci dotyczy przede wszystkim portali społecznościowych.

Kto zdobędzie więcej serduszek?

Na Instagramie, po wpisaniu w wyszukiwarkę popularnych hasztagów, takich jak #instachild, #instakid czy #instababy, wyskakują tysiące zdjęć dzieci w różnym wieku, i w różnych sytuacjach. Oprócz zwyczajnych obrazków z codziennego życia, czy zdjęć wykonanych przez profesjonalnych fotografów, zdarzają się też takie, które budzą wątpliwości. Im bardziej nietypowe zdjęcie, tym większe zainteresowanie wywołuje wśród użytkowników aplikacji, o czym świadczy liczba "serduszek", będących odpowiednikami lajków na Facebooku. W efekcie, pragnienie zdobycia popularności odbywa się kosztem dziecka. Do internetu trafiają fotografie, które nie powinny w ogóle zostać wykonane, a jeśli już, to ich miejscem powinno być domowe archiwum.

Według badań, przeprowadzonych przed fundację Dzieci Niczyje w 2013 r., jedna czwarta rodziców przyznała się do publikowania zdjęć dzieci poniżej 10 roku życia nago lub w bieliźnie. Zazwyczaj są to zdjęcia zrobione podczas kąpieli, w czasie wizyty na basenie albo na plaży. Nikt nie da gwarancji, że taka fotografia nie stanie się przedmiotem zainteresowania ze strony pedofilów. - Prawdopodobieństwo, że takie zdjęcie trafi do kolekcji pedofila jest bardzo niewielkie, ale jest - uczula Łukasz Wojtasik z fundacji Dzieci Niczyje, który zajmuje się bezpieczeństwem dzieci w internecie.

Miało być zabawne, jest niebezpiecznie

Jednak Wojtasik zwraca uwagę na drugą kategorię zdjęć, często udostępnianych przez rodziców, która stanowi równie duże, a może nawet większe, zagrożenie. Chodzi o fotografie przedstawiające, jak się wydaje rodzicom, zabawne sytuacje z udziałem dziecka.

- Często są to zdjęcia specjalnie stylizowane. Mówi się tutaj nawet o zjawisku "parental trollingu". Na przykład jest na nich chłopiec z papierosem albo cygarem, czy butelką piwa, dziewczynka przebrana za prostytutkę, albo dziecko, które wpadło do toalety - takie zdjęcia zagrażają dziecku i mogą być początkiem cyberprzemocy w przyszłości - ocenia w rozmowie z Interią ekspert.

Dzieląc się kontrowersyjnym zdjęciem, rodzice nie zawsze zdają sobie sprawę, że tracą kontrolę nad tym, co stanie się z nim w przyszłości. Fotografia może zostać zapisana na dysku, przeniesiona, udostępniona w innym miejscu, albo zmodyfikowana w dowolny sposób przez obce, nieuprawnione do tego osoby. - Ktoś może zrobić memy z tego zdjęcia. Albo sięgną po nie koledzy, gdy dziecko dorośnie. Wtedy to jest, kolokwialnie mówiąc, obciach - wylicza zagrożenia Anna Kabuła-Korczak.

Lekkomyślność czy zła wola?

Niedawno głośno było o matce, która opublikowała na Facebooku zdjęcie niepełnosprawnego syna zamkniętego w pralce. Zbulwersowani internauci powiadomili policję, a sprawą zainteresowały się brytyjskie media. Sama matka nie widziała nic złego w publikacji. To oczywiście przypadek skrajny, i nie zdarza się codziennie, ale wyraźnie pokazuje, że nie wszyscy rodzice mają świadomość zagrożeń związanych z publikacją takich kadrów. Trudno zakładać, że udostępniając zdjęcia swoich dzieci, rodzice kierują się złą wolą lub zamiarem świadomego narażenia córki lub syna na niebezpieczeństwo.

- Często się o tym nie myśli, zwłaszcza gdy chodzi o młodsze dzieci. Rodzice są zachłyśnięci rodzicielstwem, i publikują takie zdjęcia, bo cały ich świat kręci się wokół dziecka. Tracą kontakt z rzeczywistością - tłumaczy Łukasz Wojtasik.

Dziecko to nie przedmiot

Nie wolno zapominać jednak, że dziecko ma takie samo prawo do prywatności i podmiotowego traktowania, jak każdy dorosły. Przysługuje mu również prawo do ochrony prywatności, w tym do ochrony wizerunku. W Polsce zostało to unormowane w Kodeksie cywilnym. Według ustawy, wizerunek jest jednym z dóbr osobistych człowieka.

- Dzieci nie posiadają pełnej zdolności do rozporządzania przysługującymi im prawami, dlatego tak ważne, aby w odpowiedni sposób, do uzyskania pełnoletności dziecka, rozporządzali nimi rodzice - mówi w rozmowie z Interią Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak. Zdaniem rzecznika, gdy dziecko jest przedstawiane w niekomfortowych sytuacjach czy pozach, dochodzi do wyraźnego naruszenia jego praw. - Chodzi o takie sytuacje, które mogą je ośmieszać, lub narażać na niezasłużoną krytykę, zarówno dziś, jak i w przyszłości - precyzuje Michalak.

Warto pamiętać także o przepisach ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, które mówią o tym, że rozpowszechnianie wizerunku z zasady wymaga zgody osoby na nim przedstawionej. W przypadku osób małoletnich, decyzję podejmuje przedstawiciel ustawowy, czyli zazwyczaj rodzic. Co więcej, gdy jeden z rodziców nie zgadza się na opublikowanie zdjęcia dziecka, nie wolno tego robić. - To jest istotne, bo zdarza się, że jeden z rodziców bardziej dostrzega zagrożenia niż drugi - podkreśla Łukasz Wojtasik.

Przed bezrefleksyjnym otwieraniem drzwi do prywatności, a nawet intymności dziecka przestrzega również Rzecznik Praw Dziecka. Zwraca uwagę na to, że prywatność przestaje być wartością. - Tworzy się moda na wystawianie na widok publiczny wszystkiego. Jeśli tego rodzaju praktyki nie będą krytykowane, w społeczeństwie może pojawić się przekonanie, że rezygnacja z prywatności własnej czy dziecka to norma, więc w internecie wolno zamieszczać wszystko. W rezultacie, gdzieś po drodze, zdeptana zostaje godność dziecka, która jest przecież źródłem jego dóbr osobistych, czyli właśnie wizerunku, czci, życia prywatnego - uczula Marek Michalak. 

Publikować czy nie publikować?

Tutaj znowu nie ma jednej właściwej odpowiedzi. Wszystko zależy od indywidualnej decyzji rodziców. Część z nich kategorycznie unika dzielenia się prywatnością swojej rodziny, w tym dzieci. Ale są też tacy, dla których umieszczanie zdjęć dziecka w sieci nie jest problemem. Jest jeszcze rozwiązanie pośrednie - zdjęcia kadrowane w ten sposób, by nie było na nich widać twarzy dziecka, lub takie, na których dziecko stoi tyłem do obiektywu.

Z tym, że publikowanie zdjęć dzieci w internecie jest niebezpieczne, nie zgadza się Monika Pryśko, autorka bloga tekstualna.pl, której czytelnicy nie raz zarzucali w komentarzach, że naraża bezpieczeństwo swojego dziecka. - Zawsze mówię, że wolę pedofila w sieci niż pod żłobkiem, więc nie stresuję się tym, kto może zobaczyć zdjęcia mojej córki. Jeśli publikuję z nią zdjęcia, to są one smaczne i ładne - przekonuje blogerka. Jednak dodaje, że teraz, gdy jej córka jest starsza, stara się już nie pokazywać zdjęć z nią. - Buzia Iny już nie zmienia się tak dynamicznie. Chodzi do żłobka, ma kontakt z innymi dziećmi , dlatego staram się tego nie robić - tłumaczy Monika Pryśko.

W przypadku starszych dzieci, warto zapytać je, czy chcą, by ich zdjęcia pojawiały się w sieci. Z tego rozwiązania skorzystała Natalia Tur, autorka bloga nishka.pl. - Gdy 2,5 roku temu zakładałam blog, spytałam córki o zgodę na cytowanie ich wypowiedzi i publikację zdjęć. Na to pierwsze zgodziły się i dziś same z chęcią "podsuwają mi" różne anegdotki i rodzinne dialogi, jednak co do zdjęć, od początku były kategorycznie na "nie". Uszanowałam to i oddycham teraz z ulgą - wspomina blogerka, która nie zdecydowała się także na publikację imion swoich córek. - Prawdę mówiąc, nie rozumiem tak ogromnej potrzeby ekshibicjonizmu, która dopada współczesnych rodziców - przyznaje.

Rozwaga przede wszystkim

Jeśli jednak rodzice zdecydują się na dzielenie zdjęciami swoich dzieci, powinni pamiętać o kilku zasadach. - Bezwzględnie nierozsądne i niebezpieczne jest publikowanie zdjęć dzieci nagich lub niekompletnie ubranych - ostrzega Rzecznik Praw Dziecka.

Zdaniem Anny Kabuły-Korczak, w sieci nie powinny znaleźć się wszelkie zdjęcia ośmieszające, oraz takie, które mogą świadczyć o tym, że wobec dziecka jest stosowana przemoc, lub takie, które sugerują, że to dziecko stosuje przemoc. - Należy pomyśleć, czy wrzuciłabym swoje zdjęcie w takiej pozie, albo w takiej sytuacji, czy wrzuciłabym zdjęcie męża, czy wrzuciłabym zdjęcie swojego szefa tak wyglądającego. Czyli próbujemy wyjść ze swojego punktu widzenia i spojrzeć z innej strony - radzi w rozmowie z Interią psycholog.

Zapatrzeni w swoje dziecko dumni rodzice, chcą pochwalić się nim całemu światu. Nie ma w tym nic dziwnego czy niestosownego. Kiedyś albumy przeglądała rodzina i znajomi, dzisiaj portale społecznościowe dają możliwość dotarcia do szerszego grona zachwyconych odbiorców. Szukając akceptacji i potwierdzenia swojego szczęścia u innych, rodzice nie powinni zapominać o samym dziecku. Rozwaga przede wszystkim.


Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne