Reklama

Reklama

Sasin: Sprawa Adama S. to próba uderzenia w PiS

"Sprawa ułaskawienia Adama S., wspólnika Marcina Dubienieckiego jest inspirowana politycznie przez PO" - mówi gość Kontrwywiadu RMF FM Jacek Sasin.

Konrad Piasecki: Polityk Prawa i Sprawiedliwości, minister w kancelarii Lecha Kaczyńskiego, Jacek Sasin, dzień dobry.

Reklama

Jacek Sasin: Dzień dobry panie redaktorze, dzień dobry państwu.

Panie ministrze, czy próba wyjaśnienia tajemniczego ułaskawienia prezydenta to obrażania jego pamięci?

Sama próba wyjaśnienia, to tutaj nie bardzo jest nawet co wyjaśniać, wydaje mi się.

Naprawdę pan uważa, że nie ma czego wyjaśniać? Ekstraordynaryjny tryb ułaskawienia kolegi zięcia, wspólnika zięcia?

Pytanie jest takie: czy ci, którzy podejmowali decyzje w tej sprawie, a pan prezydent podejmował oczywiście decyzję finalną, natomiast urzędnicy, którzy nad tą sprawą pracowali, czy mieli świadomość, że to jest kolega zięcia.

A pan dałby głowę, że nie wiedzieli tego?

Głowę to oczywiście mogę dać za siebie, bo wiem na pewno co wiedziałem a co nie.

Za kolegów i przyjaciół i podwładnych pan nie da głowy?

Pewnie nikt by nie dawał głowy. Natomiast nie sądzę, żeby akurat to w tej sprawie grało rolę. To jest sprawa małego kalibru, błaha można powiedzieć, z której robi się w tej chwili sprawę wielką. W porównaniu ze sprawą Petera Vogla, czy ministra Sobotki, gdzie prezydent Kwaśniewski ułaskawiał, to tutaj mamy tak naprawdę skrócenie okresu zawieszenia.

To prawda, kaliber tej sprawy nie jest wielki i tutaj nie ma co kruszyć kopii, ale jednocześnie powstaje dużo pytań wokół tej sprawy. Jest człowiek, który jest z małego miasta, bo Kwidzyn wielkim miastem nie jest, z którego również jest zięć prezydenta, jest ekstraordynaryjny tryb idący w poprzek wszelkich procedur. I powstaje pytanie w jaki sposób rzecz się może dziać przy Lechu Kaczyńskim, który nie był w ogóle zwolennikiem ułaskawień. Nie był specjalnie skory do ułaskawień.

Ja myślę, że tutaj za dużo mówimy o tych procedurach, których tak naprawdę nie ma. W sprawie ułaskawienia jest to tak naprawdę pozostawione do decyzji prezydenta. Te procedury oczywiście w jakiś sposób się rodziły przez te kilkanaście lat prezydentury w Polsce, czy 20 lat prezydentury w Polsce. Ten tryb, który był zastosowany w tej sprawie, też nie był trybem niestosowanym w innych sprawach. On był stosowany i przez poprzednich prezydentów.

Ale rzadko, przyzna pan.

Rzadko, ale nie mam dostępu do akt, więc trudno mi się wypowiadać. Być może były jakieś przesłanki przemawiające za tym, żeby sprawę w szybkim trybie rozpatrzyć.

Prezes Prawa i Sprawiedliwości mówi protestuje, mówi, że jest zdumiony i że to akcja. Czyja akcja?

Ja też uważam, że to nie jest przypadkowo, że ta sprawa jest tak nagłaśniana. Oczywiście, nie widzę w tym nic złego, że się mówi. Oczywiście, o wszystkim pewnie można mówić. Natomiast ta sprawa w wyraźny sposób jest wykorzystywana w walce politycznej.

Ale uważa pan, że te dokumenty przemawiające przeciwko Kancelarii Prezydenta wyciągnęła obecna kancelaria?

Jakie dokumenty przemawiające po pierwsze przeciwko, bo ja nie słyszałem niczego co by sugerowało, że złamano prawo, czy procedury.

To czyja jest to akcja panie ministrze?

Myślę, że biorąc pod uwagę jak zmieniają się ostatnio sondaże i jak traci w tych sondażach PO i jak bardzo staje się prawdopodobne to, że PiS wygra najbliższe wybory parlamentarne, to jest taka próba skompromitowania osoby zmarłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego a przez to uderzenia w formację polityczną, z której on pochodzi.

Inspirowana, czy prowadzona przez kogo?

Inspirowana i prowadzona w tej chwili przez polityków PO, bo pan prezydent Bronisław Komorowski nie jest niezależnym bytem politycznym. Jest politykiem PO i myślę, że realizuje w tej sprawie scenariusz napisany zupełnie gdzie indziej.

Chociaż pan wie, że gdyby rzecz dotyczyła zupełnie innego prezydenta Prawo i Sprawiedliwość byłoby pierwsze, które rzucałoby w tej sprawie kamieniem i domagało się wyjaśnień?

Myślę, że powinniśmy w każdej sprawie zachować umiar, bo ja pamiętam dyskusje dotyczące ułaskawień, których dokonywali poprzedni prezydenci. Przyzna pan, że to zupełnie inna skala i zupełnie inny wymiar tych spraw.

Kończąc tę sprawę. Zapytał pan swoich kolegów, dlaczego oni milczą w tej sprawie? Andrzej Duda chętnie o niej mówił, a jak sprawa zaczęła się robić gorąca to nagle zniknął.

Ja oczywiście rozmawiałem z Andrzejem Dudą na ten temat.

Zapytał go pan, dlaczego milczy?

On jest w tej sprawie osobą, której nazwisko cały czas się przewija, w jakimś kontekście podejrzeń, że były jakieś nieprawidłowości. On to bardzo boleśnie przeżywa, ponieważ jest człowiekiem wielkiej uczciwości. Jest takim prawnikiem, dla którego prawo i przestrzeganie procedur jest czymś niezwykle ważnym. Dla niego to jest trudna sytuacja i stąd pewnie to milczenie.

Czy pan uważa, że zięć nieżyjącego prezydenta dobrze służy budowaniu pamięci o Lechu Kaczyńskim.

To jest trudne pytanie i trudno mi oceniać zachowanie i wypowiedzi Marcina Dubienieckiego.

Pan spojrzy na jego aktywność publiczną.

Ja myślę, że każdy obywatel naszego kraju ma prawo do aktywności i ma prawo do tego, żeby wypowiadać swoje poglądy i tego prawa nie należy Marcinowi Dubienieckiemu odbierać. Myślę, że czasami powinien się zastanowić nad tym, że słowa, które wypowiada nie są traktowane jako słowa przeciętnego obywatela, tylko jako osoby bliskiej zmarłemu prezydentowi.

Marcin Dubieniecki będzie mile widzianym uczestnikiem Ruchu imienia Lecha Kaczyńskiego?

Ten ruch, który rodzi się i myślę, że za chwilę będzie miał swój finał narodzin jest ruchem osób, które działają aktywnie w komitetach pamięci Lecha Kaczyńskiego, działają w stowarzyszeniach w jakiś sposób promujących myśl Lech Kaczyńskiego. O ile mi wiadomo Marcin Dubieniecki w takich ruchach nie bierze udziału.

Kiedy ten finał tworzenia ruchu nastąpi?

Wydaje się, że data 10 kwietnia w tej chwili, to jest taka symboliczna data i jednocześnie taka, że chcielibyśmy zacząć nowy początek. Kończy się pewien okres żałoby i chcemy tą żałobę przemienić, przekłuć w jakieś pozytywne działanie?

10 kwietnia Maciej Łopiński na czele?

Maciej Łopiński bardzo aktywnie uczestniczył w tworzeniu tego ruchu. Wydaje się całkowicie naturalnym kandydatem, przynajmniej w tym okresie tworzenia organizacji przewodzić.

I to będzie ruch, który będzie miał ambicje polityczne również?

To będzie oczywiście zależało od uczestników tego ruchu. Myślę, że to jest tak, że ci, którzy będą w tym ruchu uczestniczyć, wśród tych osób są również osoby, które będą chciały swoje ambicje polityczne realizować, ale nie ambicje partyjne, bo wtedy te osoby działałyby pewnie w PiS.

Ale czy to będzie tak, że ruch będzie rozmawiał z PiS o wystawieniu swoich kandydatów na listach PiS-u?

Za wcześnie by o tym mówić. Przede wszystkim musimy wiedzieć, kto w tym ruchu będzie i jaką rolę będzie odgrywał. Wtedy będziemy mogli o tym rozmawiać.

Ostatnie pytanie do człowieka, który chyba powinien wiedzieć to najlepiej. Jak to było z otwarciem sarkofagu Lecha Kaczyńskiego po pogrzebie? Rzeczywiście on był otwierany, bo mamy w tej sprawie jakieś straszliwe zamieszanie?

Panie redaktorze, ja jakby ucieknę od odpowiedzi na to pytanie.

Ale pan zna odpowiedź na to pytanie.

Oczywiście, że znam. Natomiast jest dla mnie niesmacznym rozbieranie tej sprawy na kawałki.

Może warto byłoby ją skończyć.

Ale po co w ogóle o tym dyskutować? O szczegółach pogrzebu, o szczegółach dotyczących ciała człowieka. Ja myślę, że to są tak delikatne sprawy, że naprawdę nie powinno się o tym mówić publicznie.

Dowiedz się więcej na temat: Prawo i Sprawiedliwość

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy