​Senat za obniżaniem uposażenia parlamentarzystów za niestosowne zachowanie

Obniżanie uposażenia lub diety parlamentarzystów za zachowanie nielicujące z pełnioną funkcją na sali posiedzeń oraz w innych miejscach, w których przebywają posłowie i senatorowie - przewiduje nowelizacja ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora, którą poparł w piątek Senat.

Za nowelizacją - bez poprawek - opowiedziało się 53 senatorów, 19 było przeciw, 4 wstrzymało się od głosu.

Reklama

W uzasadnieniu do noweli podkreślono, że "mandat posła czy senatora pełniony jest nie tylko na sali posiedzeń Sejmu i Senatu". 

"Posłowie i senatorowie reprezentują Parlament Rzeczypospolitej Polskiej na obszarze całego kraju i poza nim, dlatego też ich zachowanie powinno licować z powagą pełnionych przez siebie funkcji, również w miejscach niebędących salą posiedzeń, ale bezpośrednio związanych z wykonywaniem mandatu posła i senatora" - zaznaczono.

Do naruszenia powagi Sejmu, Senatu albo Zgromadzenia Narodowego - zgodnie z nowelizacją - może dojść na ich posiedzeniach lub na posiedzeniach ich organów, tj. Prezydium Sejmu, Prezydium Senatu, Konwencie Seniorów, komisjach sejmowych i senackich oraz Zgromadzenia Narodowego. Obniżenie uposażenia będzie możliwe również w przypadku "naruszenia w rażący sposób spokoju lub porządku" na terenie będącym w zarządzaniu Kancelarii Senatu.

Zgodnie z dotąd obowiązującymi przepisami dieta lub uposażenie parlamentarzystów może być obniżone w trzech przypadkach: zachowań, które uniemożliwiają pracę izb, nieusprawiedliwionej nieobecności na posiedzeniach Sejmu, Senatu albo Zgromadzenia Narodowego i ich organów oraz naruszenia "swoim zachowaniem na sali posiedzeń" powagi Sejmu, Senatu albo Zgromadzenia Narodowego.

Co będzie karane?

Przed głosowaniami zadawano pytania do sprawozdawcy senackiej komisji regulaminowej i etyki Krzysztofa Słonia (PiS). Senatorowie PO chcieli przede wszystkim wiedzieć, jakie konkretne zachowania będą karane, co będzie obrazą dla Sejmu oraz kto i jak będzie o karach decydował.

Grażyna Sztark (PO) oceniła, że ustawa w obecnym kształcie jest "absurdem". "Co będzie karane? Niewłaściwy ubiór, czerwona szminka? A może słowa: 'panie marszałku kochany?'" - pytała. Słoń odpowiadał, że znaczenie określenia "powaga Sejmu", tak jak i "powaga sądu" nie jest zdefiniowana w ustawach, a jednak sądy karzą za obrazę tych instytucji. Podkreślał, że sposób zachowania posłów i senatorów powinien "być zrównoważony i opanowany" oraz "licować z miejscem", a także odpowiadać pełnionej funkcji.

Kto będzie decydował o karach?

Senator Barbara Borys-Damięcka (PO) pytała, kto będzie wymierzał kary - czy będą to marszałkowie, czy jest opracowany katalog takich organów. Ironicznie pytała, czy kary będą wyłącznie finansowe, czy przewidziano też publiczną chłostę. "Komisja nie dysponuje takim katalogiem" - odpowiedział jej senator Słoń. Waldemar Sługocki (PO) pytał, czy w trakcie posiedzenia komisji rozmawiano o tym, że ustawa może naruszyć powagę parlamentu. Dopytywał też, czy za niegodne zachowanie uważa słowa prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego "o zdradzieckich mordach" i sugerowanie grupie posłów, że mają krew na rękach.

Słoń mówił, że tych tematów nie poruszono w trakcie komisji. Dodał, że on sam będzie "zachowywał się tak samo jak zwykle"; wyraził nadzieję, że "będzie to zgodne z duchem ustawy".

Mieczysław Augustyn (PO) chciał wiedzieć, czy pod określenie naruszenie powagi Sejmu podpada zachowanie posłanki, która jadła na sali sejmowej. Czy była rozmowa o poszczególnych przypadkach, które spowodowały takie zmiany. Aleksander Pociej zwracał uwagę na "nierównoważne traktowanie posłów zawodowych i tych, którzy nie pobierają wynagrodzenia". "Tym drugim w myśl tej ustawy nic nie można zrobić, są jak święte krowy" - ocenił. Pytał też, czemu senatorowie PiS rezygnują z niezależności i chcą przyjąć przepisy "narzucone Senatowi przez Sejm". Wicemarszałek Senatu Bogdan Borusewicz pytał, czy przepisy będą obowiązywać w hotelu sejmowym czy w restauracji, gdzie jest "pewnego rodzaju strefa prywatna". Fedorowicz pytał z kolei, czy oceniane będą też wypowiedzi udzielane dziennikarzom na terenie kompleksu sejmowego.

Antoni Szymański (PiS) pytał, czy takie przepisy nie będą przeciwskuteczne i czy dobre zachowanie parlamentarzystów nie powinno wynikać z ich kultury osobistej.

W czasie dyskusji Sławomir Rybicki (PO) mówił, że jego zdaniem ironią jest to, że Senat debatuje nad nowelizacją tej ustawy w dniu, gdy świętuje się 550-lecie polskiego parlamentaryzmu. Ocenił, że w taki właśnie dzień ogranicza się go. "I właśnie dlatego, że od dłuższego już czasu jest on ograniczany i ośmieszany, dlatego nie było nas, posłów opozycji, na dzisiejszym Zgromadzeniu Narodowym" - podkreślił. 

Mówił, że przepisy powinny być precyzyjne, a te, jak ocenił - nie są. Ocenił, że w obecnej postaci są niebezpieczne, bo decyzje o karach podejmują członkowie rządzącej większości, co oznacza, że "de facto będą one stosowane wyłącznie wobec połów opozycji". "Gdy brakuje argumentu, używa się argumentu siły" - ocenił.

Przekonywał też, że ustawa powstała "pod publiczkę" - i chodziło w niej o wzniecenie permanentnego konfliktu w Sejmie. Mówił, że nowe przepisy to "gwóźdź do trumny parlamentaryzmu" i prosił o ich odrzucenie.

Borusewicz: Ta ustawa jest kneblem na opozycję

Bogdan Borusewicz oceniał, że ustawa "jest kneblem na opozycję". Mówił, że przez cały czas, gdy był marszałkiem Senatu ani razu nie ukarał żadnego senatora. 

"Byliście wtedy w opozycji: były syki, komentarze i obstrukcja, ja jednak uważałem, że opozycję trzeba szanować, a nie straszyć ją i zamykać jej usta. Bo kto ma mówić innym niż rządzący głosem, krytykować władzę? Tymczasem wy działacie tak, że w Sejmie kary spadają tylko na opozycję, to pokazuje w jakim kierunku ta ustawa będzie realizowana" - mówił. Powiedział ponadto, że sytuacja, w której posłowie opozycji nie przychodzą na Zgromadzenie Narodowe, "została wytworzona przez większość, przez zamykanie ust opozycji w Sejmie".

Inny senator PO, Bogdan Klich mówił, że proponowane przepisy "ograniczają możliwość dyskusji o sprawach dla Polaków najważniejszych". "I to jest prawdziwy sens i prawdziwe niebezpieczeństwo, bo poseł i senator będą się cały czas kontrolować i zastanawiać, czy to, co mówi, nie może być ocenione jako obelga. Ta ustawa ma złe intencje; to rózga i bat na opozycję; spycha ją do narożnika (...) to tak naprawdę wygaszanie parlamentaryzmu" - przekonywał.

Radziwiłł: Niektórym brakuje kindersztuby

Senatorom PO odpowiadał senator PiS Konstanty Radziwiłł. Mówił, że w ustawie mówi się o "rażącym naruszeniu spokoju i porządku". Dodawał, że te sformułowania są już określone w prawie i że chodzi tylko o rozszerzenie miejsca, w których obowiązują one posłów.

Powiedział też, że notowania parlamentu nie są dobre i że są ku temu przyczyny. Według senatora PiS, ze statystyk sejmowych wynika, że wznosi się tam 309 okrzyków dziennie, czyli trzy razy więcej niż w poprzedniej kadencji. Wśród takich okrzyków, jak mówił, było 199 takich jak "siadaj", "cicho, gimbazo", "nie drzyj się, sama bądź cicho, babo". Mówił też o happeningach, na których "ośmiesza się i wyszydza". "To ma budować autorytet?" - pytał.

Radziwiłł dodawał, że gdy był ministrem zdrowia, to na sali sejmowej doświadczał "ryków, wrzasków, obrażania i przerywania". Oceniał, że to zły przykład dla społeczeństwa. "Kontrolujmy się, pomyślmy chwilę, nim powie się obelżywe słowo. Niektórym brakuje kindersztuby" - mówił, podkreślając, że posłom i senatorom to nie przystoi.

Wiktoria Nicałek, Paweł Krajewski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje