Reklama

Reklama

Spięcie w rządzie. "Minister środowiska zakpił sobie z Polaków"

Minister środowiska Henryk Kowalczyk ogłosił nowe progi ostrzegania przed zanieczyszczeniem powietrza. Tej propozycji nie akceptuje jednak minister zdrowia. Nie podoba się ona także antysmogowym aktywistom, ponieważ oznacza, że w najbardziej zanieczyszczonych miastach i tak nie będzie ogłaszanych alarmów.

Zgodnie z propozycją Ministerstwa Środowiska poziom alarmowania o zanieczyszczeniu pyłem zawieszonym zostanie obniżony z 300 na 250 μg/m3. Zdaniem Polskiego Alarmu Smogowego to zdecydowanie za mało.

Reklama

- Minister środowiska zakpił sobie z Polaków, Ministerstwa Zdrowia i antysmogowej polityki rządu. Ostrzeżeń o smogu praktycznie nie będzie. To zmiana, która nic nie zmienia i ma służyć jedynie temu, by zbudować wrażenie, że coś się robi - mówi Andrzej Guła, lider Polskiego Alarmu Smogowego.

Dodaje, że choć minister środowiska uznał nowe poziomy alarmowania za swój sukces to fakty są takie, że po tej zmianie poziom, od którego ogłaszany jest alarm w Polsce, pozostanie najwyższy w Unii Europejskiej i będzie trzykrotnie wyższy niż we Francji czy we Włoszech.

Aktywiści domagają się znacznie niższych progów

Aktywiści domagali się znacznie niższych progów, takich, jakie obowiązują w innych krajach europejskich. Powołany w Ministerstwie Zdrowia zespół specjalistów pod kierownictwem prof. Wojciecha Hanke, krajowego konsultanta w dziedzinie zdrowia środowiskowego, wypracował rekomendacje progów informowania i alarmowania o smogu na poziomie 60 i 80 μg/m3.

Ustalone w Ministerstwie Zdrowia poziomy są zbliżone do przyjmowanych w UE. Natomiast minister środowiska, nie biorąc pod uwagę tych rekomendacji ogłosił własne dużo wyższe poziomy.

 - Gdyby przyjąć takie progi alarmowania, jakie właśnie zaproponował minister środowiska, to w Małopolsce w 2018 roku nie było ani jednego dnia z alarmem smogowym. Na Śląsku takich dni mieliśmy w całym 2018 roku tylko trzy! Proponuję by minister pojechał do Żywca, Pszczyny albo Rybnika i powiedział mieszkańcom, że nie mają się czego obawiać, skoro mają tam tak dobre powietrze, że ogłaszanie alarmu uznał za zbędne - mówi Adam Guła.

Minister zdrowia nie podpisze

Propozycja ministra środowiska budzi poważne zastrzeżenia także w Ministerstwie Zdrowia.

"Zaproponowane wartości poziomu informowania 150 μg/m3 oraz poziomu alarmowania 250 μg/m3 trudno jest uzasadnić aspektami zdrowotnymi. Poziomy te nie zmniejszają istotnie ryzyka hospitalizacji oraz zgonów kardiologicznych i pulmonologicznych występujących już przy znacznie niższych stężeniach zanieczyszczeń. Podejmowanie działań dopiero przy proponowanych przez Ministerstwo Środowiska poziomach jest zdecydowanie zbyt późne i nie da szansy uniknięcia dużej liczby hospitalizacji i zgonów" alarmuje minister zdrowia. Jego zdaniem tak wysokie poziomy, od których ma być ogłoszony alarm nie wymuszą obowiązku wdrażania jakichkolwiek działań".

Minister zdrowia zasugerował, że nie podpisze projektu z tak zawyżonymi poziomami alarmowania (a jego podpis jest potrzebny, aby weszły w życie) i poprosił o przedstawienie innej propozycji "uwzględniającej aspekty zdrowotne".

Próg alarmowania o zanieczyszczeniu powietrza to taki poziom stężenia pyłów, przed którym obywatele muszą być ostrzeżeni, a władze muszą podjąć natychmiastowe działania by poprawić jakość powietrza.

(AM)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje