Reklama

Reklama

Sprawa Ewy Tylman. Sąd Apelacyjny uchylił wyrok

Sąd Apelacyjny w Poznaniu uchylił wyrok sądu pierwszej instancji, który w kwietniu ubiegłego roku uniewinnił Adama Z. od zarzutu zabójstwa z zamiarem ewentualnym Ewy Tylman. Tym samym sąd uwzględnił apelację wniesioną przez prokuraturę i rodzinę zmarłej. Sprawa zostanie ponownie rozpatrzona. Adam Z. doskonale wiedział, co stało się z Ewą Tylman - podkreślił w uzasadnieniu prawomocnego wyroku sędzia Marek Kordowiecki.

W czwartek Sąd Apelacyjny w Poznaniu wydał prawomocny wyrok i uchylił wyrok sądu pierwszej instancji uniewinniający Adama Z. od zarzutu zabójstwa Ewy Tylman. Sprawę skierowano do ponownego rozpatrzenia.

Reklama

Sędzia Marek Kordowiecki podkreślił w uzasadnieniu, że sąd pierwszej instancji "wydał niewłaściwy wyrok" i uznał za zasadne apelacje złożone przez prokuraturę i oskarżycieli posiłkowych.

Ewa Tylman zaginęła w listopadzie 2015 roku. Po raz ostatni jej postać zarejestrowały kamery monitoringu w nocy z 22 na 23 listopada 2015 r. około godziny 3.20 w okolicach ul. Mostowej, przed mostem Rocha. W lipcu 2016 r. z Warty wyłowiono jej ciało.

"Irracjonalne" zachowanie Adama Z.

Sędzia Marek Kordowiecki wskazał w uzasadnieniu, że z analizy "irracjonalnego" zachowania Adama Z., jego zdenerwowania po tym, jak po powrocie znad rzeki ponownie zarejestrowały go kamery monitoringu, wynika, iż "oskarżony doskonale wiedział, że Ewa Tylman znalazła się w rzece. Wynika to przecież wprost z jego wyjaśnień (...) To, że powiedział, że znaleźli się po prawej stronie mostu absolutnie nie dyskredytuje tych jego wyjaśnień" - podkreślił sędzia.

Dodał, że z nagrań monitoringu wynika, iż postawa Adama Z. wyraźnie "zmienia się z chwilą, gdy znika na 5 minut z kamery razem z Ewą Tylman i pojawia się po tych 5 minutach w obiektywach kamery monitoringu". "Te dowody to są pewne oczywiście poszlaki, a jednocześnie te przesłanki wskazują wprost na to, że Adam Z. doskonale wiedział, co stało się z Ewą Tylman" - zaznaczył Kordowiecki.

Sędzia wskazał jednak w uzasadnieniu, że "akt oskarżenia, jaki został w tej sprawie skonstruowany i wniesiony do sądu pierwszej instancji, w którym zarzuca się oskarżonemu Adamowi Z., że doprowadził do śmierci Ewy Tylman poprzez dopuszczenie się zabójstwa (...), został skonstruowany na zeznaniach trzech świadków i tylko trzech świadków; osoby te są funkcjonariuszami policji" - mówił.

Obejście zakazu dowodowego

Przypomniał, że jednym z głównych dowodów, na którym opiera się akt oskarżenia, jest notatka policyjna mówiąca o rozmowie, w której Adam Z. miał opisać okoliczności śmierci Tylman. "Ta notatka znajduje się w aktach sprawy - i nagle tego samego dnia zostaje przesłuchanych troje świadków, policjantów - autorów tejże notatki".

Sędzia przypomniał, że w myśl art. 174 kpk notatka policyjna nie może zastępować wyjaśnień oskarżonego i jest objęta zakazem dowodowym. "W ogóle nie można jej brać pod uwagę przy rozpoznawaniu sprawy jako materiału dowodowego (...) zeznania tych policjantów miały na celu nic innego, jak tylko obejście zakazu dowodowego" - podkreślił sędzia.

Dodał, że w tym kontekście "nie ma żadnego dowodu, ale to dosłownie żadnego dowodu, który by mógł wskazać, że Adam Z. dopuścił się zabójstwa w sposób opisany przez prokuratora w akcie oskarżenia".

Sędzia Kordowiecki zaznaczył jednak, iż "nie ulega wątpliwości, że co najmniej - ale to co najmniej - oskarżony powinien odpowiadać za nieudzielenie Ewie Tylmanie pomocy w tej sytuacji, w jakiej ona się znalazła, kiedy o zimnej porze wpadła do rzeki Warty (...) Zamiast wówczas zadzwonić do służb ratunkowych 112, a nie do swojego partnera - ta sytuacja mogła być rzeczywiście zupełnie inna - ocenił sędzia.

Adam Z. nie przyznaje się do winy

Proces Adama Z. toczył się przed poznańskim sądem okręgowym od stycznia 2017 roku. Według prokuratury 23 listopada 2015 r. Adam Z. zepchnął Ewę Tylman ze skarpy, a potem nieprzytomną wrzucił do wody. Zarzucane Adamowi Z. przez prokuraturę zabójstwo z zamiarem ewentualnym zagrożone jest karą do 25 lat więzienia lub dożywociem. 

Podczas rozprawy w lutym 2017 r. sąd uprzedził jednak strony o możliwości zmiany kwalifikacji czynu na nieudzielenie pomocy, za co grozi do 3 lat więzienia. Od tego czasu Adam Z. jest na wolności.

Oskarżony nie przyznał się w trakcie procesu do zarzucanego mu czynu. Odmówił składania wyjaśnień przed sądem i odpowiadał wyłącznie na pytania obrony. W trakcie procesu nie podtrzymał też wcześniejszych wyjaśnień przytoczonych przez sąd, w części dotyczącej tego, co działo się po wyjściu z klubu. Twierdzi, że nie pamięta okoliczności, w jakich miała zginąć Ewa Tylman, a do niekorzystnych dla siebie wyjaśnień zmuszali go policjanci.

Prokuratura w mowach końcowych wnosiła o karę 15 lat pozbawienia wolności. Rodzina Ewy Tylman żądała dla oskarżonego dożywocia, zaś obrona - całkowitego uniewinnienia Adama Z.

Wyrok sądu okręgowego

W kwietniu 2019 roku Sąd Okręgowy uznał, że Adam Z. nie zabił Ewy Tylman i uniewinnił go od zarzutu zabójstwa z zamiarem ewentualnym. Uzasadniając orzeczenie sędzia Magdalena Grzybek wskazała, że "w ocenie sądu materiał dowodowy zgromadzony w sprawie nie pozwolił na przyjęcie, by oskarżony Adam Z. dopuścił się popełnienia zbrodni zabójstwa Ewy Tylman w sposób opisany w akcie oskarżenia, ani w jakikolwiek inny sposób przyczynił się do jej śmierci".

Jak dodała sędzia Grzybek, "z materiału dowodowego nie wynika również, kiedy i w jakich okolicznościach Ewa Tylman znalazła się w rzece, czy był to nieszczęśliwy wypadek, czy ktoś przyczynił się do jej śmierci".

Sędzia wskazała również, że na podstawie materiału dowodowego nie można jednoznacznie ustalić przyczyny śmierci pokrzywdzonej, natomiast - jak podkreśliła - na podstawie opinii biegłych "można dopuścić możliwość, że w chwili wpadnięcia do wody podstawowe funkcje życiowe Ewy Tylman mogły być zachowane".

Sędzia zaznaczyła również, że materiał dowodowy nie pozwolił sądowi na przypisanie Adamowi Z. przestępstwa nieudzielenia pomocy Ewie Tylman.

Odnosząc się do wersji wydarzeń opisanej w akcie oskarżenia sędzia wskazała, że "Adam Z. nie miał czasu, ani sposobności, by w czasie 5 minut i 8 sekund dokonać zabójstwa Ewy Tylman w sposób opisany w akcie oskarżenia". Dodała, że prokuratura nie wykazała także, by oskarżony miał jakikolwiek motyw, by zabić Tylman.

Prokuratura i rodzina wniosły apelację

Apelację od wyroku sądu pierwszej instancji wniosła prokuratura i oskarżyciele posiłkowi. Oświadczenie poznańskiej prokuratury w tej sprawie zostało wydane już w dniu ogłoszenia wyroku. 

Rzecznik poznańskiej Prokuratury Okręgowej prok. Michał Smętkowski wskazał wówczas, że "według prokuratury, sąd niezasadnie nie dał wiary zeznaniom trzech funkcjonariuszy KWP w Poznaniu, którym tuż po zatrzymaniu Adam Z. opowiedział przebieg całego zdarzenia". Dodał, że "w swych zeznaniach funkcjonariusze policji, opisując rozmowę z Adamem Z., podali szczegóły, które znać mógł tylko sprawca tego przestępstwa".

Smętkowski zaznaczył też, że ustalony w postępowaniu przygotowawczym przebieg zdarzeń "znalazł pełne potwierdzenie w przeprowadzonych potem dowodach", które - zdaniem prokuratury - łączą się w logiczny ciąg zdarzeń.

"Zdaniem Prokuratury Okręgowej w Poznaniu zebrany materiał dowodowy w pełni potwierdza wszystkie tezy aktu oskarżenia. Również okoliczności zdarzenia uzasadniają przyjętą w sprawie kwalifikację prawną czynu zarzucanego oskarżonemu, czyli zabójstwa z zamiarem ewentualnym" - podkreślił w oświadczeniu Smętkowski.

Kluczowym argumentem w apelacji prokuratury - jak podała w środę wieczorem "Gazeta Wyborcza" - ma być kwestia adrenaliny, która mogłaby pozwolić Adamowi Z. w czasie 5 minut i 8 sekund (kiedy oskarżony znajdował się z Tylman poza zasięgiem kamer monitoringu - PAP) dokonać zabójstwa "w sposób opisany w akcie oskarżenia".

Błędy proceduralne?

Pełnomocnicy rodziny Tylman w apelacji zarzucają sądowi m.in. błędy proceduralne i związane z oceną eksperymentu procesowego. Wskazują także na błędne oddalenie szeregu wniosków dowodowych, w tym dowodów z opinii biegłych, które mogłyby przybliżyć okoliczności zdarzenia i rozwiać niejasności np. w odniesieniu do stanu psychicznego Adama Z. krótko po zdarzeniu.

"Kierunek działania oskarżycieli posiłkowych jest zbieżny z kierunkiem prokuratury, ale nie jest tożsamy. Prokuratura podchodzi do sprawy zadaniowo, pod kątem sprawy, która musi zostać przedstawiona sądowi z konkretnym aktem oskarżenia i dowodami, które zebrała. Rodzina natomiast (...) za wszelką cenę chce wiedzieć, czy osoba, która znajduje się na ławie oskarżonych rzeczywiście jest odpowiedzialna za śmierć córki i siostry, a czujemy z tych dowodów, że może mieć on związek ze śmiercią Ewy Tylman" - mówił jeden z pełnomocników rodziny, adw. Mariusz Paplaczyk.

Jak dodał, "pozostawienie rodziny z wyrokiem uniewinniającym będzie świadczyło tylko o tym, że nie znaleziono dowodów winy na sprawstwo Adama Z. Natomiast oni zostaną do końca życia z pytaniami, jaki przebieg miało to zdarzenie." 

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje