Reklama

Reklama

Sprawa ułaskawienia przez prezydenta. Jest pozew o ochronę dóbr osobistych

Miliona złotych zadośćuczynienia od Ringier Axel Springer, wydawcy dziennika "Fakt", domagają się partnerka i córka mężczyzny ułaskawionego przez prezydenta Andrzeja Dudę. We wtorek (7 lipca) pozew o ochronę dóbr osobistych przeciwko wydawnictwu złożył pełnomocnik kobiet.

O złożeniu pozwu do warszawskiego sądu okręgowego poinformował we wtorek podczas konferencji prasowej Krzysztof Wąsowski, pełnomocnik bliskich ułaskawionego mężczyzny.

Doniesienia "Faktu"

Reklama

14 marca 2020 r. prezydent Andrzej Duda podpisał akt łaski dla mężczyzny skazanego za m.in. przestępstwa seksualne wobec osoby małoletniej.

Jak podawał "Fakt", mężczyzna w latach 2006-2011 wielokrotnie po pijanemu znęcał się nad córką i konkubiną. Dziewczynkę, która nie miała skończonych 15 lat, przytrzymywał, bił po twarzy, dotykał jej krocza, zmuszał ją do czynności seksualnych. Sąd stwierdził, że mężczyzna robił to "przez stosunkowo długi okres", wielokrotnie.

Skazany nie przyznawał się do winy, twierdził, że jedynie z dziewczynką spał. Sąd uznał jednak jej zeznania za całkowicie wiarygodne - zostały potwierdzone przez członków rodziny, wychowawców czy biegłych.

"Fakt" napisał, że prezydent "pomógł bestii, która seksualnie znęcała się nad własnym dzieckiem". "Trzymał córkę, bił po twarzy i wkładał rękę w krocze. Panie prezydencie, jak Pan mógł ułaskawić kogoś takiego" - pytała na pierwszej stronie gazeta.

"Rzeczpospolita" również informowała o szczegółach sprawy. Jak mogliśmy przeczytać, mężczyzna molestował dziewczynkę, kiedy ta była w wieku 11-12 lat. Bił ją natomiast już wcześniej. Jej dramat przerwało dopiero aresztowanie sprawcy. Później, po wyjściu z więzienia, od razu złamał zakaz zbliżania się do swoich ofiar, a wniosek o ułaskawienie został napisany niemal natychmiast po wyjściu z więzienia.

Głos pełnomocnika kobiet

Podczas wtorkowej konferencji mec. Wąsowski podkreślił, że jego klientki przeżyły straszną traumę. "Przez kilka lat próbowały odbudować swoje relacje. Wydawało się, że to się udało. Złożyły one wniosek do organów państwowych o to, by móc mieć kontakt ze swoim krzywdzicielem. Potrzebowały spokoju i prywatności" - wskazał.

Jego zdaniem, "Fakt" brutalnie przerwał próbę wychodzenia poszkodowanych kobiet z traumy. "Obie te kobiety przeżywają po raz drugi swoje piekło. Wcześniej były przedmiotem przemocy domowej. Dzisiaj są podmiotem przemocy medialnej" - powiedział Wąsowski.

"Dlatego dzisiaj w imieniu matki i córki, złożyłem pozew przeciwko wydawcy dziennika 'Fakt' i zażądałem 1 mln zł zadośćuczynienia za tę krzywdę" - poinformował prawnik.

"Wydaje się, że żadna kwota nie jest w stanie zrównoważyć tej traumy i tego szoku, który te dwie kobiety przeżywają dzisiaj. Natomiast trzeba powiedzieć 'stop' takim patologicznym działaniom mediów, które wkraczają w prywatność osób niepublicznych, niezaangażowanych w politykę, które po prostu chciały spokojnie żyć (...) po jednej z największych tragedii rodzinnych, jaka może się przydarzyć" - powiedział prawnik.

Oświadczenie pokrzywdzonych

Same pokrzywdzone w oświadczeniu przesłanym w poniedziałek (6 lipca) Polskiej Agencji Prasowej podkreśliły, że zdecydowały się złożyć pozew, by sprawiedliwy wyrok pozwolił w przyszłości ochronić inne rodziny.

Kobiety oświadczyły, że "dziennikarze i politycy nie mają prawa tak działać". "Nie mają prawa w taki sposób niszczyć psychiki zwykłych ludzi. Zdecydowałyśmy się złożyć pozew sądowy przeciwko wydawnictwu wydającemu 'Fakt', by sprawiedliwy wyrok pozwolił w przyszłości ochronić inne rodziny. Ale także po to, by przekonać się, czy prawa polskiego obywatela znaczą więcej niż interesy, choćby najlepiej ustosunkowanych i najzamożniejszych, zagranicznych koncernów" - napisały.

Pokrzywdzone podkreśliły, że wybaczyły i długo odbudowywały zaufanie. "Dlatego wiemy, że nasz tata i partner się zmienił. Zwróciłyśmy się do pana prezydenta o prawo łaski. Prawie dwa lata o nie zabiegałyśmy. Nie dla niego, bo on całą karę odsiedział w więzieniu, co do jednego dnia, ale dla nas. Chciałyśmy tylko móc się z nim na co dzień widywać. Nic więcej" - napisały w oświadczeniu kobiety.

Argumentacja prezydenta i jego kancelarii

Andrzej Duda do sprawy ułaskawienia odniósł się 1 lipca.

"Sprawa dotyczyła jedynie zakazu zbliżania się. Inne kary były dawno wykonane (nie było gwałtu). Dorosła już od lat pokrzywdzona z matką prosiły o uchylenie zakazu zbliżania się, bo w praktyce mieszkają ze skazanym w jednym domu. To sprawa rodzinna. Wniosek popierały sądy i PG" - napisał na Twitterze.

"Kara w całości została wykonana. Akt łaski dotyczył jedynie skrócenia czasu wykonywania środka karnego w postaci zakazu kontaktowania się i zbliżania do osób pokrzywdzonych, o co wnosiły same pokrzywdzone. Od popełniania przestępstwa minęło wiele lat" - oświadczył prezydencki minister Paweł Mucha.

"Prezydent stanął w tej sprawie po stronie ofiar. Zastosował prawo łaski na wniosek pokrzywdzonych, dorosłych już dzisiaj osób, bliskich sprawcy" - powiedział Mucha. "To one, a nie bezpośrednio sprawca, wystąpiły z prośbami o ułaskawienie" - podkreślał.

"Rozstrzygnięcie w tej sprawie, co jest wyjątkowo rzadkie, oparte było na zgodnych opiniach i stanowiskach: kuratora sądowego, sądu okręgowego, sądu apelacyjnego oraz prokuratora generalnego, a poprzedzone zostało uzyskaniem także dodatkowych informacji z sądu orzekającego" - zaznaczył Paweł Mucha.

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy