Reklama

Reklama

Świętokrzyskie: Zarzut gwałtu dla b. dyrektora stadniny w Regietowie

Zarzut gwałtu na 19-letniej praktykantce ze Stadniny Koni Huculskich w Regietowie (woj. małopolskie), usłyszał były dyrektor tej placówki, Stanisław C. Mężczyzna podczas przesłuchania nie przyznał się – poinformował w czwartek PAP prok. Jarosław Sarba z Prokuratury Okręgowej w Kielcach.

Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Staszowie (Świętokrzyskie).

Reklama

Sprawę opisał portal Onet. Jak wynikało z opublikowanego w ubiegłym tygodniu artykułu, w połowie czerwca do szpitala w Gorlicach trafiła 19-letnia praktykantka ze Stadniny Koni Huculskich w Regietowie. Lekarze zawiadomili policję, iż kobieta zgłosiła, że została zgwałcona przez 71-letniego dyrektora tej stadniny. Wg portalu, mężczyzna ten krótko po tym, gdy miało dojść do zdarzenia, odszedł z pracy w placówce, która podlega pod Kombinat Rolny Kietrz.

Sprawa trafiła do jednej z prokuratur okręgu kieleckiego pod koniec czerwca po tym, gdy - wg portalu - pojawiły się wnioski o wyłączenie z jej prowadzenia prokuratur okręgu sądeckiego.

Były dyrektor stadniny został przesłuchany w staszowskiej prokuraturze w środę. Jak powiedział prok. Sarba, podczas przesłuchania Stanisław C. usłyszał zarzut zgwałcenia kobiety. "Mężczyzna nie przyznał się i złożył stosowne wyjaśnienia. Prokurator zastosował wobec niego dozór policji i poręczenie majątkowe. Ma też zakaz opuszczania kraju" - opisywał prok. Sarba.

Jak mówił w ub. tygodniu PAP rzecznik prasowy kieleckiej Prokuratury Okręgowej Daniel Prokopowicz, w związku ze sprawą wcześniej została przesłuchana pokrzywdzona kobieta.

Podejrzanemu może grozić od dwóch do 12 lat pozbawienia wolności.

W ub. tygodniu zarząd spółki Kombinat Rolny Kietrz poinformował PAP, że stosunek pracy dyrektora stadniny rozwiązano na podstawie porozumienia stron. "Zwolnienie nastąpiło na prośbę dyrektora - od jakiegoś czasu nosił się z tym zamiarem jako człowiek, który kilka lat temu nabył prawa emerytalne. Nie został pozbawiony stanowiska z powodów dyscyplinarnych" - podano.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy