Reklama

Reklama

Szef KRS o oklaskiwaniu prezesa PiS: Żyjemy w wolnym państwie

Przewodniczący Krajowej Rady Sądownictwa Leszek Mazur nie widzi niczego złego w tym, że na stojąco oklaskiwał przemówienie Jarosława Kaczyńskiego podczas niedzielnej gali "Gazety Polskiej". "W przypadku prezesa Kaczyńskiego na pierwszy plan wybijało się sformułowanie, które przecież zostało przytoczone w ślad za panią marszałek Kidawą-Błońską, że "Kaczyńskiemu zależy tylko na Polsce". Trudno, żeby się nie zgadzać z takim sformułowaniem, które stanowiło zasadniczy motyw tego wyróżnienia" – mówi sędzia Leszek Mazur w rozmowie dziennikarzem RMF FM.

Patryk Michalski, RMF FM: Kamery zarejestrowały pana obecność na gali "Gazety Polskiej", podczas której Jarosław Kaczyński odebrał tytuł "Człowieka roku". Były oklaski, owacja na stojąco, kiedy prezes PiS mówił o konieczności zwyciężania. Czy to było odpowiednie miejsce dla sędziego, przewodniczącego KRS?

Reklama

Przewodniczący nowej Krajowej Rady Sądownictwa Leszek Mazur: - To, że mnie zarejestrowały kamery nie jest przypadkowe, bo się tam absolutnie nie ukrywałem. Rzeczywiście były owacje, ale one nie dotyczyły tylko Jarosława Kaczyńskiego, tam wyróżnione były cztery osoby.

Chodzi o oklaski po przemówieniu Jarosława Kaczyńskiego i o to, że pan wstał, kiedy prezes PiS mówił o konieczności zwyciężania.

- Nie wyobrażam sobie, żebym akurat miał siedzieć, wszyscy stali, natomiast on mówił o zwyciężaniu nie tylko w kontekście bieżącej walki politycznej, ale mówił szerzej o zwyciężeniu w Europie czy na świecie. Trudno sobie wyobrazić, żeby miał tę walkę polityczną prowadzić na świecie. Padało tam wyraźnie takie sformułowanie, że chodzi o zwycięstwo w walce o wartości, o zwycięstwo dobra nad złem. Zresztą to, że wskazałem też na innych nagrodzonych, pokazuje kontekst, że tutaj chodziło o wyróżnienie czegoś więcej niż działalność polityczna, tylko działanie w obszarze wartości, łączących pana Mosberga, arcybiskupa Jędraszewskiego i Kornela Morawieckiego.

Rozumiem, że pan, zgadzając się z przemówieniem prezesa PiS, postanowił też uhonorować Jarosława Kaczyńskiego...

- Tak, podzielam ten zestaw wartości, który funkcjonuje w obrębie środowiska, które postanowiło uhonorować te cztery osoby. Nie uważam tego za przejaw działalności politycznej. Każdy, nawet sędzia, może posiadać swoje poglądy i jeżeli te poglądy wyraża w sposób stonowany i nie na wiecu politycznym, tam nie było przecież transparentów, wiecowej atmosfery, to wydaje mi się, że nie powinno to budzić wątpliwości.

A co odpowie pan osobom, które uważają, że pana zachowanie podlega zastosowaniu ustawy dyscyplinującej sędziów i powinien się panem zająć rzecznik dyscyplinarny sędziów? Ustawa wprowadza możliwość karania za działalność publiczną, nie dającą się pogodzić z zasadami niezależności sądów i niezawisłości sędziów.

- Trzeba by było wykazać, że to uchybiło godności urzędu sędziego. Nie wydaje mi się, żeby tego rodzaju działania miały być penalizowane przez tę ustawę. No ale wszystko przed nami, praktyka pokaże, w jaki sposób można przepisy tej ustawy stosować, nie zabronię nikomu składania doniesień dyscyplinarnych i poddam się każdej procedurze, która mogłaby być zainicjowana przez rzecznika dyscyplinarnego.

Nie uważa pan, że oklaskiwanie lidera partii rządzącej mogło być niezręczne? Szczególnie w czasie trwającej kampanii prezydenckiej, w którą zaangażowany jest też Jarosław Kaczyński?

- Żyjemy w wolnym państwie, a życie w wolnym państwie nie może polegać na tym, że my dajemy się spychać do jakiegoś getta czy zamykać w jakimś areszcie domowym, zupełnie pozbawiać się możliwości ekspresji w tym zakresie. To oznaczałoby, że nic nie można powiedzieć, nigdzie nie można być, to oznaczałoby nakładanie sobie jakiegoś kagańca.

Pana zdaniem ta nagroda dla Jarosława Kaczyńskiego jest zasłużona?

- Nie jestem recenzentem, uważam, że wszystkie te nagrody miały pewien wspólny mianownik. W przypadku prezesa Kaczyńskiego na pierwszy plan wybijało się sformułowanie, które przecież zostało przytoczone w ślad za panią marszałek Kidawą-Błońską, że "Kaczyńskiemu zależy tylko na Polsce" - trudno, żeby się nie zgadzać z takim sformułowaniem, które stanowiło zasadniczy motyw tego wyróżnienia. W przypadku Kornela Morawieckiego tym zasadniczym motywem było podsumowanie jego drogi życiowej jako dążenia do syntezy wolności i sprawiedliwości, no i pod tym też trudno się nie podpisywać. Tak samo pod działalnością pana Edwarda Mosberga, który mimo że ma 100 lat, po przeżyciu Auschwitz, ciągle walczy z kłamstwem oświęcimskim i przypisywaniem nam odpowiedzialności za Holocaust.

A ze słowami arcybiskupa Jędraszewskiego, który mówi o "tęczowej zarazie", a jego wypowiedzi są odbierane jako szczucie na osoby homoseksualne?

- W przypadku arcybiskupa Jędraszewskiego ja widzę osobę, która broni dekalogu. Ja też jestem osobą wierzącą, obrony wartości, które są ucieleśnione w dekalogu, są również moimi wartościami, też uważam [nagrodę-red.] za jak najbardziej uprawnioną.

Teoretycznie, co z osobami homoseksualnymi, które musiałby pan sądzić? Co z ewentualnymi podejrzeniami, że w ich sprawie nie będzie pan obiektywny?

- Gdyby sędziowie mieli w ten sposób podchodzić do pracy, to nie mogliby mieć żadnych poglądów, niczego nie wyrażać. Istnieje instytucja wyłączenia sędziego, przez stronę czy przez sprawę samego sędziego. Ja sądzę z reguły sprawy majątkowe, na posiedzeniu KRS, jeśli dostrzegam choć cień konfliktu interesów, to się wyłączam z postępowania. 

Patryk Michalski

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje