Reklama

Reklama

​Szymon Jadczak: W meczu państwo kontra gangsterzy jest 0:3

- Bandyci dostali w prezencie cztery miesiące. W tej chwili w meczu państwo kontra gangsterzy jest 0:3 dla mafii - tak spóźnioną reakcję śledczych na nieprawidłowości w Wiśle Kraków komentuje w rozmowie z Interią dziennikarz śledczy Szymon Jadczak. O patologii niszczącej zasłużony dla polskiego sportu klub wiedziano od miesięcy - właśnie dzięki materiałom pokazanym przez reportera "Superwizjera". Jednak dopiero 8 stycznia miała miejsce zmasowana akcja policji i śledczych w budynkach Wisły Kraków i mieszkaniach osób w wątpliwy sposób powiązanych z klubem.

Artur Wróblewski, Interia: Kiedy "Superwizjer" wyemitował reportaż o porażających nieprawidłowościach w Wiśle Kraków?

Reklama

Szymon Jadczak, "Superwizjer" TVN: - 15 września 2018 roku.

To było prawie cztery miesiące temu.

- Tyle czasu śledczy potrzebowali, by wykonać jakikolwiek ruch w celu wyjaśnienia tego, co się dzieje w Wiśle Kraków. Muszę jednak zaznaczyć, że Prokuratura Krajowa prowadzi śledztwo, w ramach którego między innymi zatrzymano Pawła M. "Miśka" i innych członków gangu "Sharks", ale to dochodzenie dotyczy rozprowadzania narkotyków. Nie dotyczy natomiast finansowych nieprawidłowości w Wiśle Kraków, za które odpowiedzialni są "Sharks", a które doprowadziły ten zasłużony klub do upadku. To są kwestie kluczowe również z tego powodu, bo dotyczą źródeł, z których gang czerpie nielegalne zyski. Dobrze wiadomo, że nie da się rozbić grupy przestępczej, jeśli skutecznie nie odetnie się gangu od źródeł finansowania działalności. Zabrzmi to brutalnie, ale tak naprawdę bandyci dostali w prezencie cztery miesiące.

Różnicy wydawał się nie dostrzegać nawet minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro. Szef resortu został niedawno zapytany na konferencji prasowej o nieprawidłowości w Wiśle Kraków. Dał odpowiedź, że w tej sprawie toczą się śledztwa. Miał na myśli właśnie te postępowanie dotyczące handlu narkotykami, a nie patologii w samym klubie.

- Zastanawiam się, skąd minister Ziobro czerpał wiedzę na ten temat i czy przypadkiem ktoś nie wprowadził go w błąd. Podczas tej konferencji padły słowa o dwóch postępowaniach, jedno z nich rzeczywiście prowadzi wydział zamiejscowy Prokuratory Krajowej w Katowicach. Jednak wydział zamiejscowy Prokuratury Krajowej w Krakowie przejął od katowickiego wątki dotyczące Wisły Kraków. Nie rozumiem, dlaczego w ramach tego samego śledztwa nie można zająć się nieprawidłowościami finansowymi w Wiśle Kraków. Nagle bowiem na scenie pojawia się krakowska Prokuratura Okręgowa, która jest odpowiedzialna za wtorkową akcję przeszukania siedziby TS Wisła Kraków i mieszkań ludzi powiązanych z klubem. Mamy zatem dwie prokuratury prowadzące sprawy tych samych ludzi, tej samej grupy przestępczej. Nie wiem, jak należy to interpretować. Na pewno nie wygląda to normalnie.

Skąd bierze się "nienormalność" tej sytuacji? Dlaczego za gang, który opanował Wisłę Kraków, nie zabrano się w sposób właściwy?

- Do końca życia nie zapomnę słów prokuratora Krzysztofa Dratwy, który stwierdził, że sprawą Wisły Kraków trzeba zajmować się w sposób "delikatny". Co to w ogóle ma znaczyć? Prokurator, urzędnik państwowy, publicznie twierdzi, że zorganizowaną grupą przestępczą należy zajmować się w "delikatny" sposób? Z mafią, która oplotła mackami nie tylko Wisłę Kraków, ale dużą część miasta, należy się cackać? To chyba daje najwięcej do myślenia w tej sprawie... To, co wydarzyło się wczoraj, dzieje się za późno. Wczoraj z siedziby Wisły Kraków wyniesiono mnóstwo worków z dokumentami. Ale zanim śledczy zanalizują te materiały i wyciągną z nich wnioski, miną kolejne miesiące. W tym czasie klub może upaść, natomiast przestępcy dostali czas na albo ukrycie się przed wymiarem sprawiedliwości, albo zatarcie śladów kryminalnej działalności. W tej chwili w meczu państwo kontra gangsterzy jest 0:3 dla "Sharks". Lekko licząc...

Czy podejrzanie wygląda zatem zniknięcie na kilka dni przed akcją policji byłej prezes Wisły Kraków SA i TS Wisła Kraków pani Marzeny Sarapaty? Trochę to przypomina wyjazd Pawła M. "Miśka" z kraju.

- W tej sprawie byłbym akurat spokojny. Z tego co wiem, pani Sarapata ma chyba jeszcze dziś wrócić do Krakowa. Poza tym nie należy porównywać tych dwóch sytuacji. Jednak Paweł M. "Misiek" poszukiwany był listem gończym. Tymczasem na razie pani Sarapata nie jest poszukiwana przez policję, nie ciążą na niej żadne zarzuty.

Sprawę Wisły Kraków w krakowskiej Prokuraturze Okręgowej przejął prokurator Jan Kościsz. To on 20 lat temu wsadził za kratki Pawła M. "Miśka" w głośnej sprawie rzucenia nożem we włoskiego piłkarza Dino Baggio. Jak oceniać nominację?

- Z moich informacji wynika, że prokurator Kościsz jest kibicem Wisły Kraków. To może budzić wątpliwości. Mnie się jednak wydaje, że w tym przypadku to wyjdzie tylko na korzyść śledztwu, a prawdziwi kibice Wisły Kraków powinni być spokojni. Prokurator Kościsz będzie miał podwójną motywację: nie tylko skutecznie zakończyć śledztwo, ale też dopaść ludzi, którzy zniszczyli jego ukochany klub.

Czy proceder, który miał miejsce w Wiśle Kraków, ma również miejsce gdzie indziej? Czy gangi związane z kibolami trzęsą innymi klubami?

- Patologię można znaleźć chyba w każdym klubie. Natomiast nigdzie nie ma ona takiej skali, jak w Wiśle Kraków. Można mówić o takich przypadkach, że kibole przejęli catering na stadionie czy otrzymują pod stołem jakieś pieniądze z klubu. W Wiśle Kraków to gangsterzy stali się klubem.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne