Reklama

Reklama

Tragedie w polskich kopalniach

W kopalniach na Górnym Śląsku w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat często dochodziło do tragicznych wypadków. Przez 30 lat pod ziemią życie straciło ponad 150 górników.

Obok tąpnięć wywołanych wstrząsami górotworu oraz wybuchów pyłu węglowego, wybuchy i pożary metanu należą do najczęstszych przyczyn górniczych katastrof. W ciągu minionych 30 lat w polskim górnictwie węgla kamiennego doszło do kilkunastu poważnych katastrof.

Reklama

1971 - zawał w kopani zabrzańskiej "Rokitnica", kiedy to zginęło 18 górników, a cudownie ocalał, jako jedyny z 19 uwięzionych, Alojzy Piontek.

1974 - w wyniku wybuchu pyłu w kopalni "Silesia" w Czechowicach-Dziedzicach zginęło 34 górników.

1979 - w kopalni "Dymitrow" w Bytomiu, kiedy podczas robót strzałowych wybuchł pył węglowy, śmierć poniosły 34 osoby.

1987 - wybuch pyłu węglowego w kopalni "Mysłowice", w wyniku którego zginęło 18 górników, a dziewiętnasta ofiara zmarła w szpitalu.

1990 - czterech górników udusiło się po wybuchu metanu w kopalni "Śląsk" w Rudzie Śląskiej. W tym samym roku 19 górników zginęło, a 20 zostało rannych w wybuchu metanu w kopalni "Halemba" w Rudzie Śląskiej. Wybuch spowodowała iskra od kombajnu.

1991 - silne tąpnięcie było przyczyną śmierci pięciu górników w kopalni "Halemba" w Rudzie Śląskiej.

1993 - odczuwalny nawet 12 kilometrów od kopalni wstrząs o sile 2 stopni w skali Richtera spowodował zawalenie się 55 metrów chodnika w kopalni "Miechowice" w Bytomiu. Zginęło sześciu górników. Naukowcy długo nie umieli wyjaśnić przyczyny - ofiary katastrofy nie odniosły poważnych obrażeń zewnętrznych, a mimo to miały popękane narządy wewnętrzne. Okazało się, że podczas drgań górotworu ludzie ulegają przeciążeniom silniejszym niż astronauci w startującej rakiecie. W takich warunkach pęka im serce i wątroba. Do tego na organizm działa bardzo silna fala akustyczna, która również może niszczyć organy wewnętrzne.

1995 - pięciu górników zmarło po silnym tąpnięciu w kopalni "Nowy Wirek" w Rudzie Śląskiej. Czterech innych, którzy przebywali w strefie zagrożenia, udało się uratować po 91 godzinach akcji ratowniczej.

1996 - silny wstrząs na głębokości 900 metrów spowodował tąpnięcie i wypływ metanu w zabrzańskiej kopalni "Zabrze-Bielszowice". Udusiło się pięciu górników. Do ciał dwóch z nich ratownicy dotarli dopiero po ośmiu dniach przedzierania się przez skalne rumowisko.

1998 - w nieczynnym wyrobisku kopalni "Niwka-Modrzejów" w Sosnowcu zginęło czterech ratowników górniczych. Piątą ofiarą był ratownik, który próbował dotrzeć do ich ciał. Szósty, w wyniku wewnętrznych obrażeń, zmarł po 11 dniach w szpitalu. Według Okręgowego Urzędu Górniczego w Sosnowcu i Prokuratury Okręgowej w Katowicach ratownikom kazano wejść do wyrobiska, w którym było tylko kilka procent tlenu, ich stare aparaty tlenowe były nieszczelne.

2000 - trzech górników zginęło przysypanych skałami 400 metrów pod ziemią w kopalni "Piekary" w Piekarach Śląskich.

2005 - zginęli dwaj górnicy w rudzkiej kopalni "Pokój". Szef działu wentylacji i jego zastępca niezgodnie z przepisami weszli w odizolowany rejon kopalni i znaleźli się w atmosferze niezdatnej do oddychania. W listopadzie tego samego roku trzej górnicy zginęli w kopalni "Zofiówka" w Jastrzębiu Zdroju. Przyczyną tragedii był rzadko spotykany w kopalniach wyrzut metanu i skał.

Ratownicy górniczy podkreślają, że dopóki trwa akcja ratunkowa, jest nadzieja, że uwięzieni pod ziemią górnicy żyją, niezależnie od tego, jak trudne warunki panują w wyrobisku. Przykładem jest m.in. Zbigniew Nowak z rudzkiej kopalni "Halemba", który po tąpnięciu w lutym 2006 roku spędził pod ziemią ponad 111 godzin, czekając na ratunek.

Raport specjalny: Tragedia w kopalni

Dowiedz się więcej na temat: Życie | górnicy | Halemba | Ruda Śląska | pod ziemią

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne