Reklama

Reklama

Tragiczny wypadek podczas pokazu w Płocku. "Nie będą wykonywane loty"

Urząd Lotnictwa Cywilnego nie zgodził się na kontynuowanie w niedzielę pokazów lotniczych w Płocku – podał Aeroklub Ziemi Mazowieckiej, organizator 7. Płockiego Pikniku Lotniczego. W sobotę podczas pokazów rozbił się samolot Jak-52. Zginął 58-letni pilot z Niemiec.

"Cześć załóg, które swój odlot zaplanowany miały w poniedziałek, chciały w niedzielę wykonać pokazy upamiętniające tragicznie zmarłego kolegę. Niestety, Urząd Lotnictwa Cywilnego nie wyraził na to zgody. Tym samym oficjalnie ogłaszamy, że w dniu jutrzejszym nie będą wykonywane żadne loty" - oświadczył m.in. w sobotę wieczorem płocki Aeroklub Ziemi Mazowieckiej w komunikacie zamieszczonym na Facebooku.

Reklama

W oświadczeniu tym napisano także: "Przez pół roku ciężko pracowaliśmy, aby po kliku latach przerwy Płocki Piknik Lotniczy ponownie powrócił do Płocka. Miało to być dla nas wielkie lotnicze święto pełne podniebnych atrakcji. Niestety los chciał, że już na samym początku pokazów zdarzył się tragiczny wypadek. Jest nam strasznie przykro i smutno, i bardzo współczujemy rodzinie, przyjaciołom i znajomym pilota Ralfa Burescha".

Informację o odwołaniu płockich pokazów lotniczych, które miały być wznowione w niedzielę rano, potwierdził w rozmowie z PAP Wojciech Bógdał z zarządu Aeroklubu Ziemi Mazowieckiej. "Decyzją prezesa Urzędu Lotnictwa Cywilnego pokazy zostały przerwane" - powiedział Bógdał.

"Aktualnie występują bardzo trudne warunki w Wiśle"

Z pisma Urzędu Lotnictwa Cywilnego, które w sobotę wieczorem opublikował na Facebooku płocki Aeroklub Ziemi Mazowieckiej, wynika, że decyzja o przerwaniu pokazów lotniczych została podjęta "wobec stwierdzenia zaistnienia zagrożenia bezpieczeństwa załóg lotniczych oraz publiczności ze strony statków powietrznych uczestniczących w pokazie". Wyjaśniono przy tym, iż chodzi m.in. o warunki panujące na Wiśle, uniemożliwiające sprawną akcję ratowniczą w przypadku ewentualnego wypadku lotniczego.

"Podjęta akcja ratownicza samolotu Jak-52 wykazała, że aktualnie występują bardzo trudne warunki panujące w rzece Wiśle, polegające na wysokim zmętnieniu wody - niemal zerowa widoczność - powstałe w wyniku gwałtownych opadów deszczu w ostatnim okresie czasu, a które zdecydowanie spowodowały, że przeprowadzone działania ratownicze okazały się nieskuteczne i uniemożliwiają sprawne przeprowadzenie ewentualnej akcji ratowniczej w przypadku wystąpienia podobnego zdarzenia lotniczego" - podkreślono m.in. w stanowisku Urzędu Lotnictwa Cywilnego.

Co było przyczyną tragedii?

W piśmie tym uzasadniono również, że niewyjaśniona pozostaje kwestia, czy "możliwą przyczyną" sobotniego wypadku samolotu Jak-52 "mogło być paliwo tankowane do samolotu podczas pokazu lotniczego". Wspomniano przy tym, iż prokuratura zdecydowała "o zaplombowaniu komory w cysternie, z której tankowano paliwo do wyżej wymienionego samolotu".

Do wypadku na płockim Pikniku Lotniczym doszło w sobotę przed południem, gdy uczestniczący w pokazach lotniczych pilot Jaka-52 wykonując samolotowe akrobacje wprowadził maszynę w korkociąg. Chwilę później samolot uderzył w wodę tuż przy lewym brzegu Wisły, w płockiej dzielnicy Radziwie. Na miejsce wypadku natychmiast udały się łodzie motorowe służb ratowniczych i pogotowie ratunkowe. Jak się okazało, Jak-52 po uderzeniu w taflę wody na Wiśle opadł na głębokość ok. 8 metrów, kabiną do dołu, co utrudniało wydobycie pilota.

Pierwsze decyzje

Po wypadku maszyny płockie pokazy lotnicze wstrzymano - po kilku godzinach, podjęto decyzję o ich kontynuowaniu w niedzielę; wcześniej imprezę zapowiadano na 15 i 16 czerwca. Wznowienie pokazów - jak tłumaczyli przedstawiciele Aeroklubu Ziemi Mazowieckiej - miało być m.in. formą upamiętnienia niemieckiego pilota.

"Podjęliśmy decyzję, bardzo trudną dla nas, o tym, żeby jutrzejsze pokazy były kontynuowane. Będą one w zmienionej formie" - mówił m.in. w sobotę późnym popołudniem Wojciech Bógdał, jako przedstawiciel Aeroklubu Ziemi Mazowieckiej Wojciech Bógdał. Wskazywał wówczas, iż decyzja o kontynuowaniu pokazów lotniczych zapadła po spotkaniu przedstawicieli Aeroklubu Ziemi Mazowieckiej m.in. z władzami Płocka, służbami ratowniczymi oraz z przedstawicielami Urzędu Lotnictwa Cywilnego.

Oględziny wraku i zwłok

Jak poinformowała w sobotę wieczorem PAP rzeczniczka płockiej Prokuratury Okręgowej Iwona Śmigielska-Kowalska, w sprawie wypadku Jaka-52 zostanie wszczęte śledztwo - postępowanie prowadzić będzie tamtejsza prokuratura rejonowa; przesłuchano już pierwszych świadków, planowane są kolejne przesłuchania.

"Samolot Jak-52 po wydobyciu z Wisły został przewieziony na lotnisko i zabezpieczony w hangarze. Planowane jest na jutro od wczesnych godzin porannych badanie szczegółowe maszyny. Dotychczas przeprowadzono wstępne oględziny wraku samolotu, który został wydobyty w całości, poza drobnymi częściami" - powiedziała PAP Śmigielska-Kowalska.

Dodała, iż w kabinie wydobytego z rzeki samolotu udało się zabezpieczyć niewielką kamerę wraz z kartą, która będzie poddana analizie. Zaznaczyła, iż dokonano także oględzin miejsca wypadku, w tym nabrzeża Wisły bezpośrednio w pobliżu miejsca, gdzie samolot spadł do rzeki.

"Po wydobyciu z wraku samolotu zwłok przeprowadzono ich oględziny. Ujawniono przede wszystkim bardzo masywne obrażenia twarzy. Zwłoki zostały zabezpieczone do dalszych badań, już sekcyjnych. Termin sekcji zostanie ustalony najszybciej, jak to będzie możliwe" - podkreśliła rzeczniczka płockiej prokuratury. Dodała, że pilot, który zginął w wypadku, był jednym z trzech członków ekipy pilotów z Niemiec, którzy przybyli na płocki Piknik Lotniczy.

"Rodzinie i bliskim zmarłego Pilota składamy wyrazy głębokiego współczucia" - oświadczył w sobotę po południu płocki Urząd Miasta w specjalnym komunikacie informującym o wypadku Jaka-52. Kondolencje rodzinie Ralfa Burescha złożył też w swym oświadczeniu Aeroklub Ziemi Mazowieckiej.

To drugi wypadek podczas Pikniku Lotniczego w Płocku. W 2011 r., w trakcie 5. edycji tej imprezy, na Wiśle rozbił się samolot akrobacyjny Christen Eagle II N54CE pilotowany przez kpt. Marka Szufę - pilot zginął na miejscu. Prokuratura umorzyła śledztwo dotyczące tego wypadku ustalając, że bezpośrednią jego przyczyną był błąd pilota. Nie stwierdzono błędów przy organizacji i zabezpieczeniu lotów.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL