Reklama

Reklama

Tusk o sprawie Banasia: Autokompromitacja PiS

"Nie widzę najmniejszego powodu, aby opozycja w jakikolwiek sposób uczestniczyła w autokompromitacji tej władzy" - powiedział w poniedziałek były premier, szef EPL Donald Tusk, komentując propozycję PiS, by wspólnie z opozycją zmienić konstytucję tak, by umożliwić odwołanie prezesa NIK Mariana Banasia.

Politycy PiS oczekują, że Banaś złoży rezygnację z funkcji prezesa NIK. Szef KPRM Michał Dworczyk mówił w poniedziałek w radiowej Jedynce, iż trudno będzie znaleźć inną drogę prawną odwołania prezesa NIK, niż zmiana konstytucji (potrzeba do tego 2/3 głosów, a PiS sam nie dysponuje taką większością). Według niego, można wprowadzić przepis, że szefa NIK odwołuje się większością 2/3 głosów.

"Konstytucyjne władze państwa za nic mają prawo"

Reklama

Tusk, komentując w rozmowie z TVN24 sprawę Banasia, skrytykował jakość kadr PiS. Przypomniał, że do niedawna wiceministrem sprawiedliwości była osoba, która - jak powiedział - "niczym innym się właściwie nie zajmowała, tylko szczuciem na sędziów" (chodzi o byłego wiceszefa resortu Łukasza Piebiaka). "I problemem nie jest to, że został zwolniony z Ministerstwa Sprawiedliwości, tak jak problemem nie jest to, czy pan Kaczyński dzisiaj wzywa pana Banasia, żeby ustąpił. Problemem jest, że tacy ludzie zostali ministrem sprawiedliwości czy prezesem NIK" - zaznaczył Tusk.

"Problemem jest to, że ludzie, którzy są odpowiedzialni za te procedury: władza polityczna, rząd, pani marszałek Sejmu, już nie wspomnę o prezesie Kaczyńskim, bo on i tak ucieka od wszelkiej formy konstytucyjnej odpowiedzialności, ale my obserwujemy nieustanne czasami, aż manifestacyjne, łamanie lub naruszanie prawa" - dodał szef EPL.

Wyraził pogląd, że PiS stworzyło mechanizmy, które pozwalają na to, że w Trybunale Konstytucyjnym czy Najwyższej Izbie Kontroli są ludzie, "których miejsce na pewno nie jest w sferze publicznej". "To, co jest najgroźniejsze i najdramatyczniejsze, to nie to, że któryś z podopiecznych prezesa Kaczyńskiego chce, czy nie chce podać się do dymisji, prowadzi hotel na godziny, czy jest jego właścicielem. Problemem jest to, że zbudowano polityczny system, który stał się taką windą do nieba dla tego typu ludzi. Przecież to jest koszmar" - powiedział były premier.

Jego zdaniem, w kontekście sprawy Banasia widać, jak "konstytucyjne władze państwa za nic mają prawo i nadal są gotowe to prawo naruszać i łamać". "I o tym musimy krzyczeć każdego dnia, a nie, czy pan Banaś jest mniej, czy bardziej uczciwy" - zaznaczył Tusk.

"Opozycja nie powinna uczestniczyć w autokompromitacji PiS"

Były premier skomentował też pomysł PiS zmiany konstytucji, która umożliwiłaby odwołanie prezesa NIK. 

"Gdyby to nie chodziło o Polskę i gdyby to nie chodziło o tak ważne sprawy, jak Najwyższa Izba Kontroli i konstytucja, to powiedziałbym, że to jest groteska. Z tego można by się gorzko śmiać, gdyby nie powaga tej sprawy" - powiedział Tusk. "Jeśli za każdym razem PiS będzie prosił opozycję o wspólne zmiany konstytucji, ponieważ mianował kogoś nieprawego na ważne stanowisko, to ten cykl musiałby być tak mniej więcej kwartalny dla zmian w konstytucji" - ironizował były premier.

Podkreślił, iż nie widzi najmniejszego powodu, aby opozycja w jakikolwiek sposób uczestniczyła w "autokompromitacji" obecnej władzy. "I to nie chodzi o to, czy pomóc, czy nie pomóc PiS-owi. Jeśli dzisiaj Polacy mają poczucie chaosu - prawnego, konstytucyjnego, ale przede wszystkim chaosu moralnego władzy, to mają też prawo wierzyć, że istnieje ktoś poza tą władzą, kto nie będzie w tym totalnym bałaganie uczestniczył, tylko będzie pracował nad wyprowadzeniem Polski z tego zakrętu" - dodał.

Zapytany, czy sprawa Banasia może być dla PiS tym, czy dla PO stała się sprawa podsłuchanych rozmów m.in. polityków Platformy w restauracji "Sowa i Przyjaciele", Tusk odpowiedział, że te sprawy nie są porównywalne.

Na uwagę, że to wtedy zaczęło się "tąpnięcie" poparcia dla PO, Tusk stwierdził, że niedługo przed ujawnieniem tych podsłuchów były wybory do PE i "zakończyły się prawie idealnym remisem". "Było już wyraźnie widać, że jeśli istnieje jakiś ten fenomen zmęczenia władzą po siedmiu latach moich rządów, to on się pojawił przed tą sprawą, a nie w związku z tą sprawą" - dodał.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje