​Tusk: PiS nie przywiązuje wagi do istoty parlamentaryzmu

"Obóz rządzący chyba nie przywiązuje wagi do istoty parlamentaryzmu, stąd rozumiem decyzję opozycji o odmówieniu uczestniczenia w piątkowym Zgromadzeniu Narodowym" - mówił w piątek w programie "Fakty po faktach" w TVN24 szef Rady Europejskiej Donald Tusk. Były premier powiedział też, że wystartowałby w wyborach prezydenckich w 2020 roku, gdyby zdecydował się na to również Jarosław Kaczyński.

W piątek w południe na dziedzińcu Zamku Królewskiego obradowało Zgromadzenie Narodowe, które uczciło 550-lecie polskiego parlamentaryzmu i 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości. Prezydent Andrzej Duda wygłosił orędzie. Wystąpienia prezydenta nie wysłuchali posłowie i senatorowie PO, którzy nie wzięli udziału w Zgromadzeniu, a także politycy PSL i Nowoczesnej, którzy opuścili je, zanim prezydent zabrał głos.

Reklama

Tusk pytany o komentarz do piątkowego Zgromadzenia Narodowego odpowiedział, że jest to podsumowanie ostatnich blisko trzech lat.

"Po pierwsze dość kontrowersyjne było usadowienie uczestników tej uroczystości pod namiotem. Ja wyobrażam sobie różne imprezy pod namiotem, ale wydaje się, że akurat Zgromadzenie Narodowe poświęcone takiej uroczystości powinno odbyć się po prostu w budynku parlamentu i to wzbudziło sporo emocji i komentarzy, ale oczywiście istota problemu leży gdzie indziej i przecież nie namiot był powodem, że opozycja nie uczestniczyła w tym Zgromadzeniu" - powiedział Tusk.

"Rozumiem tę decyzję, chociaż na pewno nie była łatwa, ale wszystko na to wskazuje, te ostatnie trzy lata pokazują jednak dość wyraźnie, że dzisiejszy obóz rządzący, a więc organizatorzy tej uroczystości, chyba nie przywiązują jakiejś wyjątkowej wagi do istoty parlamentaryzmu, stąd dla mnie dość zrozumiała" - mówił.

Przeczytaj również: Bojkot, puste krzesła, barierki. "Sytuacja się zaogni"

"PiS posunęło się brawurowo w rządzeniu izbą"

Tusk pytany o aktualną postawę marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego, w tym nakładanie kar finansowych na niektórych posłów stwierdził, że PiS posunęło się "dość daleko i brawurowo w rządzeniu izbą". "To oddaje chyba w ogóle filozofię dzisiejszych dość trudnych dla parlamentaryzmu czasów w Polsce" - mówił szef RE.

Według Tuska, trudno jest zachować obiektywizm na stanowisku marszałka Sejmu czy Senatu, jednak - jak ocenił - w czasie pełnienia funkcji m.in. wicemarszałka Sejmu starał się zachować neutralność.

Tusk ocenił również, że obecny parlamentaryzm w oczach rządzących i w praktyce jest czymś "zupełnie innym niż to, do czego byliśmy przyzwyczajeni". "Dzisiaj władza wykonawcza, ci, którzy wygrali wybory, powiedzieli bardzo otwarcie - i w tym sensie ja nie jestem zaskoczony - że oni rozumieją mandat, który uzyskali w wyborach, dzięki tym 38 proc. głosów, do robienia wszystkiego, na co tylko ma się ochotę" - powiedział szef RE.

"Ja jestem przywiązany bardzo do tego tradycyjnego modelu władzy, gdzie jednak władza wie, gdzie są ograniczenia. Władza, która chce rządzić bez żadnych ograniczeń - i to nie dotyczy tylko kwestii parlamentu, ale też np. sądów czy niezależnych mediów - to jest władza, która bierze na siebie wielkie ryzyko korupcji i zwyrodnienia" - dodał Tusk.

Tusk rzuca Kaczyńskiemu wyzwanie? "Nie wahałbym się"

Były premier, zapytany o swój ewentualny start w wyborach prezydenckich w 2020 r., powiedział: "Za wcześnie jest na spekulacje. Znam te niektóre opinie i życzenia, ale jedno mogę powiedzieć dzisiaj - gdyby Jarosław Kaczyński zdecydował się kandydować, to nie wahałbym się ani chwili i stanąłbym do takiego pojedynku".

"Możecie w Polsce zapytać prezesa Kaczyńskiego, czy przyjmuje takie wyzwanie" - dodał Tusk.

Dopytywany, czy "rzuca rękawicę" w wyborach prezydenckich Kaczyńskiemu, szef Rady Europejskiej, powiedział: "Powiedzmy, że jest to takie badawcze pytanie o nastrój pana prezesa".

"Majstrowanie przy ordynacji wyborczej jest niepokojące"

"Majstrowanie przy ordynacji w takich krótkich terminach i narzucanie nowych ordynacji przez aktualnie rządzących jest z samej istoty złe i niepokojące" - powiedział również w TVN24 Donald Tusk.

Sejmowa komisja nadzwyczajna skierowała w piątek do drugiego czytania projekt nowelizacji Kodeksu wyborczego dotyczącego wyborów do Parlamentu Europejskiego wraz z poprawkami. Zgodnie z projektem, każdy okręg wyborczy ma mieć przypisaną liczbę minimum trzech mandatów.

Pytany o komentarz do tego projektu Tusk ocenił, że "to zawsze jest zły sygnał, kiedy rządzący próbują zmieniać ordynację z myślą o tym, żeby ta nowa ordynacja obowiązywała w najbliższych w wyborach".

"Ordynacja, inaczej niż konstytucja, nie jest jakąś świętą sprawą, może podlegać ewolucji i zmianom. Ale taki dobry obyczaj kazałby jednak proponować nowe ordynacje wyborcze, ale nie na najbliższe, tylko na kolejne wybory, żeby nikt nie pomyślał, że władza przygotowuje nową ordynację wyłącznie pod własne interesy. Dzisiaj to wrażenie jest dość oczywiste" - powiedział szef RE.

"Morawiecki odmówił mi spotkania"

Szef Rady Europejskiej pytany o ostatnią nowelę ustawy o IPN stwierdził, że błędem była sama inicjatywa podjęcia pierwszej nowelizacji.

"Błędem była sama ta inicjatywa, bo ona przyniosła wyłącznie same straty, niezależnie od tego, jak długo i jak często rządzący będą powtarzali, że osiągnęli sukces" - powiedział Tusk.

"To, że rząd nie wytrzymał tego nacisku ze strony Izraela i także, oczywiście, Waszyngtonu - o tym wiemy, sam mógłbym o tym godzinami opowiadać. Zresztą starałem się to wytłumaczyć premierowi Morawieckiemu w Brukseli, nawet prosiłem o spotkanie, ale nie zdecydował się na rozmowę wówczas, a miałem pomysł, żeby dużo szybciej wyjść z tego zakrętu. Natomiast poddali się tej presji. Nie wygląda to jakoś honorowo ani szczególnie imponująco" - ocenił Tusk.

"Władza, która nie ma ograniczeń, na końcu bezkarnie kradnie"

Tusk, pytany o to, jak wygląda "z perspektywy Brukseli" kwestia stanowiska I prezesa Sądu Najwyższego, powiedział: "W Polsce od już tak długiego czasu trwa spór o to, kto jest ważniejszy: partia, która zdobyła władzę, czy konstytucja, która powinna obowiązywać. Ten spór jest zauważany na świecie, ale to nie jest tak, żeby przywódcy europejscy czy światowi wnikliwie analizowali, jaka jest dzisiejsza sytuacja, konkretna, pani prezes Małgorzaty Gersdorf".

Jak dodał, on osobiście nie ma wątpliwości, kto jest prezesem Sądu Najwyższego. "Ale może dlatego, że należę do tego - może już niemodnego - obozu politycznego, dla które konstytucja powinna być ponad partiami politycznymi, a nie odwrotnie" - podkreślił szef Rady Europejskiej.

Według niego, Gersdorf "stara się najlepiej, jak potrafi wypełniać rolę I prezesa Sądu Najwyższego i w tym konkretnym momencie, także osoby, która stara się być wierna konstytucji".

"Mam głębokie przekonanie, że prezes Gersdorf nie walczy o swoje stanowisko, w żadnym wypadku. Wydaje mi się, że musi się czuć bardzo niekomfortowo. Ona chyba nie wybierała kariery politycznego wojownika, tym bardziej podziwiam jej konsekwencje trwania w konstytucyjnym ładzie, nawet w sytuacji, gdy ten ład jest tak mocno naruszany" - mówił szef Rady Europejskiej.

Tusk zaznaczył, że nie ma żadnych wątpliwości, że "władza, która z taką zaciekłością chce poddać swojej kontroli sądownictwo, prokuraturę, będzie władzą bez hamulców, władzą o dużym poczuciu bezkarności, a na końcu władzą, która będzie poddana presji korupcyjnej".

"Mówiąc wprost, władza, która podporządkuje sobie sąd, prokuraturę, policję, a także niezależne media, bo przecież i tu apetyty widać bardzo wyraźnie, jest władzą, która bardzo szybko  przekształci demokrację w kleptokraję, czyli - mówiąc po ludzku - w rządy złodziei. I to nie jest tylko polski problem. Władza, która nie ma żadnych ograniczeń i kontroluje sądy, na końcu jest władzą, która po prostu bezkarnie kradnie" - powiedział Tusk.

Zaznaczył też, że nie wysuwałby a priori oskarżenia, że podporządkowanie sobie Sądu Najwyższego ma na celu decydowanie o ważności wyborów. Jak dodał, jest to "oskarżenie najcięższe z możliwych". "Nawet przy całym moim krytycyzmie do PiS, tak daleko bym w tej chwili nie szedł" - zaznaczył szef Rady Europejskiej. 

"Juncker i Timmermans nie bawią się w dobrego i złego policjanta"

Tusk był też pytany o spór polskiego rządu z Komisją Europejską dotyczący praworządności i o to, czy jego zdaniem wiceszef KE Frans Timmermans jest w tym sporze "jastrzębiem", a przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker - reprezentantem "łagodniejszego kursu" wobec Polski.

"KE jako ten rząd europejski ma oczywisty interes, żeby dobrze współpracować z każdym krajem członkowskim. Z drugiej strony Komisja, zgodnie z traktami, stoi na straży tychże traktatów, w tym takich zasad jak rządy prawa" - mówił.

"Nie traktowałbym tego jako politycznej gry, że ktoś się bawi w dobrego i złego policjanta, Juncker, Timmermans" - powiedział. Jak mówił, zna "wszystkim aktorów tego dramatu" i jego zdaniem "kwestia osobowości, charakteru nie odgrywa tutaj istotnej roli".

"Myślę, że jeśli chodzi o instytucje europejskie, to każdy jak najlepiej życzy Polsce i każdy chciałby jak najszybciej wyjść z tego kryzysu. Pod warunkiem, że wymogi dotyczące standardów demokracji, rządów prawa będą spełnione. Ktoś może mieć trochę niższe oczekiwania, ktoś trochę wyższe, ale ja raczej widzę tutaj dobrą wolę" - powiedział.

Zaznaczył, że bardzo ważne jest, by nie mylić krytycyzmu wobec niektórych działań rządu PiS z krytycyzmem wobec Polski. "Polska jest zbyt ważnym partnerem dla wszystkich w Europie, żeby ktoś chciał szkodzić Polsce. Natomiast bardzo wielu ludzi w Europie uważa, że pomaga Polsce, starając się wywrzeć nacisk na rząd PiS, aby wyprowadzić Polskę z tego konstytucyjnego zakrętu" - podkreślił szef Rady europejskiej.

"Polska traci zaufanie, choć była traktowana jak lider regionu"

Donald Tusk podkreślił również w TVN24, że uzależnianie finansowania Polski z budżetu UE od stanu jej praworządności byłoby krokiem ryzykownym. 

"Nie tylko ze względu na to, że nie chciałbym, żeby Polska była karana, ale że generalnie dla Europy nie byłoby dobrze, gdyby mieszać te dwa porządki" - powiedział Tusk.

"Pieniądze, które w budżecie przeznaczamy na różne kwestie, nie powinny podlegać kryteriom czysto politycznym" - podkreślił.

Szef RE ocenił, że Polska obecnie traci zaufanie, a była traktowana - jak podkreślił - jako lider regionu. "Lider, który jakby spajał całą tą naszą część Europy ze starym Zachodem. Polska była jakby gwarantem przez lata, że warto inwestować bardzo duże pieniądze także w naszą część Europy, m.in. dlatego, że było widać, że Polska jest na czele tej europeizacji i przejmowania możliwe najwyższych standardów w każdej dziedzinie życia" - tłumaczył.

Tusk zwrócił jednak uwagę, że wątpliwości wobec sytuacji związanej z praworządnością w Polsce zmieniają wobec naszego kraju nastawienie.

"Kiedy pojawiło się to zwątpienie - zaraz, co się dzieje z tą polską demokracją? Co się dzieje z prawami człowieka? Co się dzieje z rządami prawa? - to wtedy natychmiast pojawia się pokusa w Paryżu, w Brukseli, w Madrycie, gdziekolwiek się nie spojrzy, że zaraz - to czy nie lepiej inwestować większe pieniądze u nas, skoro tam, w Polsce, te standardy zachodnie wydają się znowu dość wątpliwe?" - mówił szef RE.

Podkreślił, że obecnie nie boi się konkretnej decyzji o obniżeniu Polsce funduszy, ale - jak mówił - w dalszej perspektywie "oddalanie się polityczne Polski od Europy i od jej standardów, może spowodować negatywną - może nie rewolucję, ale nową tendencję". 

"To znaczy podzielenie na nowo starej i tej nowej Europy, co na końcu będzie wiązało się też z inną filozofią finansowania zadań. I to może nastąpić" - ostrzegł Tusk.

Marzena Kozłowska, Mateusz Roszak, Norbert Nowotnik

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje