Reklama

Reklama

Wałęsa: Oni są śmieszni

To ich sprawa, oni są śmieszni - powiedział Lech Wałęsa o IPN, który w katalogu osób prześladowanych w czasach komunizmu nie umieścił nazwiska b. prezydenta. Przypadek Wałęsy jest skomplikowany, rozpatrzymy go później - mówią w IPN.

- Nie byłem internowany, nie byłem aresztowany, nie byłem trzy razy zwalniany z pracy - mówił ironicznie b. prezydent. Twierdzi on, że nie ma pretensji do IPN. - Ja mam swoje sprawy, ci ludzie mnie nie interesują - dodał.

Reklama

Rzecznik IPN Andrzej Arseniuk podkreślił, że przypadek Lecha Wałęsy jest "skomplikowany", dlatego archiwiści IPN zajmą się nim w późniejszym terminie; na razie w prowadzonym przez IPN katalogu represjonowanych umieszcza się dane osób, których historia nie budzi kontrowersji. Osoby te muszą wyrazić zgodę na taką publikację. Obecnie w katalogu jest około 2 tysięcy nazwisk, a represjonowanych było - jak ocenia IPN - co najmniej kilkaset tysięcy.

- To ustawodawca, zlecając Instytutowi przygotowanie katalogów represjonowanych wskazał, że umieszcza się w nim dane osób, na które służby specjalne PRL zbierały informacje, a wobec tych osób nie stwierdzono dokumentów świadczących, iż służyły, pracowały lub były tajnymi współpracownikami organów bezpieczeństwa państwa - podkreślił rzecznik IPN.

Jak napisała dziś "Gazeta Wyborcza", w opublikowanym przez Instytut katalogu prześladowanych w czasach komunizmu nie ma Lecha Wałęsy, są za to jego główni adwersarze zarzucający mu, że był agentem - m.in. Andrzej i Joanna Gwiazdowie czy Anna Walentynowicz.

Gazeta stawia tezę, że na nieumieszczenie Wałęsy w katalogu wpływ ma fakt, iż za przygotowanie danych do zbioru w Gdańsku odpowiada Sławomir Cenckiewicz, szef biura udostępniania archiwów IPN, a w Warszawie - Piotr Gontarczyk (wiceszef pionu lustracyjnego IPN) - historycy, autorzy książki pt. "SB a Lech Wałęsa - przyczynek do biografii".

Katalog rozpracowywanych przez komunistyczne służby specjalne to jeden z czterech wykazów osobowych, które Instytut ma obowiązek publikować na swej stronie internetowej. Gdy archiwiści IPN uznają, że ktoś był prześladowany, a jednocześnie nie współpracował z bezpieką i nie był jej funkcjonariuszem, wpisują go do katalogu - wyjaśnia dziennik.

Według stanu na niedzielę jest w nim 2129 nazwisk. Rzecznik IPN Andrzej Arseniuk zapewnia "GW", że to przypadek, iż Wałęsy nie ma w katalogu pokrzywdzonych, bo Instytut nie kieruje się tu żadnym kluczem, a wszystko zależy od tego, jakie dane do biura lustracyjnego, które uzupełnia katalogi, spływają z oddziałów do centrali IPN.

Wypowiadając się później Arseniuk podkreślił, że przypadek Wałęsy jest skomplikowany, dlatego będzie zbadany przez IPN w późniejszym terminie, a ostateczną decyzję o publikacji (lub nie) jego danych w katalogu podejmie Biuro Lustracyjne IPN - prawo wymaga jeszcze zgody samego zainteresowanego. "Ustawodawca nie przewidział, by decyzja IPN miała charakter decyzji administracyjnej, którą można zaskarżyć do sądu" - dodał Arseniuk.

Według książki Cenckiewicza i Gontarczyka, w archiwach IPN oprócz wielu dokumentów potwierdzających represje Wałęsy zachowały się także dokumenty świadczące, iż późniejszy prezydent był tajnym i świadomym współpracownikiem SB o pseudonimie "Bolek". Wałęsa kategorycznie zaprzecza, by taką współpracę podjął.

Wałęsa zapowiedział także, że tegoroczne obchody Sierpnia'80, podobnie jak w ubiegłych latach, będzie prawdopodobnie obchodził prywatnie bez udziału w oficjalnych uroczystościach.

- Będzie hołd, będzie pokłon, będzie modlitwa, ale nie mam zamiaru robić tego z tymi, którzy chcą zawładnąć naszym zwycięstwem i historią - wyjaśnił b. przywódca "Solidarności".

Dowiedz się więcej na temat: instytut | IPN | 'Wałęsa' | "Wałęsa" | Lech Wałęsa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy