Reklama

Reklama

Wiceminister założył się z dziennikarką TVN24 o 10 tysięcy złotych

Chcemy, żeby pieniądze z UE były wydawane bardzo rzetelnie, ale, by nie nadużywano pojęcia praworządności do politycznego szantażu - podkreślał we wtorek w TVN 24 wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński, odnosząc się do zakończonego szczytu UE poświęconego kolejnemu, wieloletniemu budżetowi Unii. Zapewnił również, że Polska w ciągu najbliższych siedmiu lat nie straci pieniędzy z tytułu mechanizmu "tak zwanej praworządności" i założył się o to z prowadzącą program Katarzyną Kolendą-Zaleską o 10 tysięcy złotych. Przegrany wpłaci pieniądze na cel charytatywny.

Premier Mateusz Morawiecki mówił, że w porozumieniu zawartym na szczycie nie ma bezpośredniego połączenia pomiędzy oceną praworządności a przyznanymi środkami budżetowymi.

Reklama

"W tym kontekście powiedzieliśmy bardzo jasno w ramach negocjacji, że to są dwa oddzielne tematy. I udało nam się utrzymać to sformułowanie w konkluzjach" - powiedział Morawiecki. "Jest nawet jasne oświadczenie, że wkrótce Rada Europejska zajmie się tym zagadnieniem" - dodał zaznaczając, że Rada podejmuje decyzje jednomyślnie.

W punktach 22 i 23 konkluzji przyjętych przez Radę Europejską podkreślono, że interesy finansowe Unii są chronione zgodnie z ogólnymi zasadami zawartymi w Traktatach Unii, w szczególności zgodnie z wartościami zapisanymi w art. 2 TUE. "Rada Europejska podkreśla znaczenie ochrony interesów finansowych Unii. Rada Europejska podkreśla znaczenie poszanowania praworządności" - oświadczono.

"Na tej podstawie zostanie wprowadzony system warunkowości w celu ochrony budżetu i instrumentu Next Generation EU. W tym kontekście Komisja zaproponuje środki w przypadku naruszeń przyjmowane przez Radę większością kwalifikowaną. Rada Europejska szybko powróci do tej kwestii" - głosi punkt 23.

Jabłoński zaznaczył w TVN 24, że celem Polski na zakończonym we wtorek unijnym szczycie było "rozwodnienie" proponowanego przez Komisję Europejską - jak mówił - "absurdalnego, arbitralnego i politycznego" mechanizmu powiązania praworządności z przyznawaniem unijnych środków. Stwierdził, że "praworządność" w formie proponowanej przez KE byłaby "narzędziem politycznego szantażu".

"Prosty mechanizm, prosta procedura"

Pytany, czy to Rada Europejska będzie decydować o mechanizmach, które zostaną kwalifikowaną większością przyjęte przez Radę UE stwierdził, że jeśli konkluzje Rady Europejskiej zawierają informację, że dana kwestia nie została zamknięta, znaczy to, że do podjęcia w tej kwestii decyzji, także przez inny organ UE, konieczna jest akceptacja Rady Europejskiej.

"To, co wywalczył premier Morawiecki razem z premierem Węgier Viktorem Orbanem, razem z pozostałymi sojusznikami, to było dodanie tego jednego, bardzo istotnego zdania. Jeżeli Rada Europejska zakłada dla siebie prawo do wypowiedzenia się w jakiejś kwestii, to znaczy, że bez jednomyślnej zgody Rady Europejskiej nie będzie można tego wprowadzić. To prosty mechanizm, prosta procedura" - dodał Jabłoński.

Podkreślał, że Rada Europejska, zgodnie z Traktatem o UE, działa na zasadzie konsensusu.

Jabłoński, dopytywany, co jeśli wcześniej decyzję podejmie Rada UE, a Rada Europejska jedynie "powróci" do tematu zapewniał, że Rada UE nie przyjmie propozycji, która nie została wcześniej zaakceptowana przez Radę Europejską.

"Tak zwana praworządność"

Wiceszef MSZ stwierdził również, że obecnie słowo "praworządność" jest nadużywane, dlatego część polityków związanych z obozem Zjednoczonej Prawicy używa sformułowania "tak zwana praworządność". "Praworządność znaczy bardzo wiele, przede wszystkim należy przestrzegać tego, co zostało zapisane w tekstach prawnych, w konstytucji, w umowach międzynarodowych, w ustawach. Jeżeli mamy w traktacie europejskim zapis, jakie są kompetencje UE, a nie ma tam Unia Europejska kompetencji do regulowania ustroju sądownictwa, to jeśli ktoś narusza te przepisy, wychodzi poza kompetencje; to właśnie jest naruszenie praworządności" - mówił.

Jak oceniał, "pod pięknymi hasłami o wartościach, realizowane są bardzo twarde interesy polityczne". "Mówiąc o 'tak zwanej praworządności', odnosimy się do tego w jaki sposób pojęcie praworządności jest nadużywane, niestety, przez część instytucji unijnych, przez osoby będące w tych instytucjach" - powiedział Jabłoński.

Dodał, że Polska będzie walczyć o to, by praworządność była naprawdę przestrzegana, także na poziomie unijnym. "Jednym z elementów będzie to, jak ten budżet będzie funkcjonował. Nam bardzo zależy na tym, aby pieniądze z budżetu były wydawane w sposób bardzo rzetelny" - podkreślił.

Zwrócił uwagę, że jeden z punktów konkluzji po unijnym szczycie odnosi się do przeciwdziałania oszustwom i wyłudzeniom. Jak ocenił, w tym zakresie Polska jest "bardzo pryncypialna". "Chcemy, żeby pieniądze z UE były wydawane bardzo rzetelnie, ale, by nie nadużywać pojęcia praworządności do politycznego szantażu" - powiedział wiceszef MSZ.

Zakład o 10 tysięcy złotych

Wiceminister Jabłoński, przekonując w TVN24, że Polska nie zostanie ukarana za naruszenie praworządności, zaproponował Katarzynie Kolendzie-Zaleskiej zakład.

"Jestem absolutnie przekonany, że Polska nie straci jednego eurocenta w ciągu najbliższych siedmiu lat z tytułu mechanizmu tak zwanej praworządności. Przyjmijmy jakąś stawkę. Stawiam 10 tys. zł na wpłatę na dowolny cel charytatywny, wskazany przez panią. Jeżeli pani redaktor przegra, to ja wskażę taki cel charytatywny" - zaoferował.

Dziennikarka TVN24 przyjęła zakład i wskazała Fundację TVN "Nie jesteś sam", którą kieruje od 2016 roku.

"Ja też znajdę jakiś szczytny cel i wrócimy do tego za siedem lat" - zapewnił Jabłoński.

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne