Reklama

Reklama

Wiceszef MSZ po spotkaniu z ambasadorem Białorusi

- Poinformowałem pana ambasadora, że nie ma zgody w Polsce na tego typu narrację, na tego typu oskarżenia, że jesteśmy zdziwieni, rozczarowani i z niepokojem odnotowujemy słowa, które padały z ust prezydenta Białorusi. W Polsce nie toczy się żadna debata na temat przesunięć geopolitycznych - przekazał wiceminister spraw zagranicznych Marcin Przydacz podczas konferencji prasowej po spotkaniu z ambasadorem Białorusi.

- Uznajemy tę narrację za całkowicie bezzasadną i opartą na nieprawdziwych i szkodliwych argumentach. W Polsce nie toczy się żadna debata na temat jakichkolwiek przesunięć granicznych, geopolitycznych. Nie ma żadnych ruchów wojsk, a tego typu twierdzenia padały w debacie publicznej w Republice Białorusi - mówił Przydacz.

Reklama

Zdaniem wiceszefa MSZ stawiane oskarżenia są próbą nastraszenia społeczeństwa białoruskiego jakimś "wyimaginowanym wrogiem zewnętrznym".

"To nie Polska naruszała granice innych państw"

Przydacz zapewnił na konferencji prasowej, iż Polska nie ma "żadnych wrogich zamiarów" wobec Białorusi. - Wielokrotnie (...) na forach międzynarodowych, ale i w relacjach bilateralnych z Białorusią podkreślaliśmy uznanie suwerenności, niezawisłości Białorusi i nienaruszalności jej granic - oświadczył wiceminister spraw zagranicznych.

Jak dodał, Polska od wielu lat opowiada się za przestrzeganiem prawa międzynarodowego. - Pan prezydent Andrzej Duda od początku swej pierwszej kadencji, od 2015 roku, od wystąpienia na forum ONZ podkreślał wartość prawa międzynarodowego, tych podstawowych zasad, jakimi jest właśnie uszanowanie suwerenności i nienaruszalności granic - podkreślił. 

Przydacz relacjonował też, iż podczas spotkania przekazał ambasadorowi Białorusi swą opinię, że "patrząc na ostatnie lata historii regionu Europy środkowej i wschodniej, to nie Polska naruszała granice innych państw, ale inny sąsiad Republiki Białorusi". Wiceszef MSZ dodał, że rozmowa momentami była "gorąca". 

Pomoc utknęła na granicy

Podczas spotkania z białoruskim ambasadorem poruszono też kwestię pomocy humanitarnej, którą na Białoruś wysłała NSZZ "Solidarność". 

Wiceminister spraw zagranicznych podkreślił, iż jest to "pomoc w odruchu serca" dla pracowników" na Białorusi. - Jak wiemy ten transport (...) utknął na granicy - strona białoruska nie wpuszcza na terytorium swojego państwa tych darów. Przekazałem tę prośbę, bo choć to jest transport "Solidarności" - to nie jest inicjatywa rządu polskiego (...) - to ta inicjatywa zasługuje oczywiście także i na wsparcie. Przekazałem panu ambasadorowi nasze oczekiwania, żeby postarać się ten transport na terytorium Białorusi wpuścić tak, ażeby te dary mogły dotrzeć do odbiorców - powiedział Przydacz.

Szef NSZZ "Solidarność" Piotr Duda przekazał w czwartek, że kierowca ciężarówki z pomocą humanitarną dla białoruskich zakładów pracy stoi od 20 godz. na granicy, a kierowca został na jakiś czas aresztowany.

Wezwanie do innych państw

Wiceszef MSZ na konferencji prasowej był pytany o apel premier Mateusza Morawieckiego, który na Twitterze napisał, że rząd wzywa Rosję do natychmiastowego wycofania się z planów interwencji zbrojnej na Białorusi pod fałszywym pretekstem "przywrócenia kontroli".

- My wielokrotnie wzywaliśmy wszystkie państwa trzecie do powstrzymania się od ingerowania bezpośrednio na sytuację państw, zwłaszcza państw naszych sąsiedzkich. Wiemy, że państwa regionu Europy Wschodniej często podlegają takim naciskom ze strony rosyjskiej - powiedział Przydacz.

Wskazał, że część państw, takich jak Ukraina i Gruzja, zostały poddane bezpośredniej agresji i ingerencji ze strony Federacji Rosyjskiej.

- Wzywamy wszelkie państwa do powstrzymania się od prób wpływania, naciskania na sytuację wewnętrzną na Białorusi - oświadczył wiceminister spraw zagranicznych.

Podkreślił, że Białoruś powinna pozostać suwerennym, niepodległym państwem z nienaruszonymi granicami. - Wszelkie próby poddawania naciskom tego państwa, a obserwowaliśmy je przez wiele ostatnich lat, powinny zostać wstrzymane - dodał Przydacz.

"Mogą liczyć na pomocną dłoń sąsiada"

Wiceszef MSZ pytany o ułatwienia dla Białorusinów w kwestii uzyskiwania wiz do Polski, podkreślił, że celem tych ułatwień nie jest zamiar zachęcenia obywateli Białorusi do wyjazdu z własnego kraju.

- To jest gwarancja na wypadek, że gdyby działo im się źle w ich państwie, to mogą liczyć na pomocną dłoń sąsiada. My będziemy czekać na ich własną decyzję, czy chcą żyć w swoim państwie, domagać się zmian i realizować tam cele życiowe, czy pod wpływem represji będą wybierać emigrację - przekonywał.

Przydacz podkreślił jednocześnie, że "pracujemy, już wypracowaliśmy szereg ułatwień dla osób represjonowanych tak, żeby mogły w trybie pilnym przekraczać granice z Polską". Przypomniał, że wielu obywateli Białorusi ma już polską wizę, więc wielu z nich może przekraczać granicę bezproblemowo, z zachowaniem 14-dniowej kwarantanny.

- Te osoby, które mają wizę, będą miały otwartą drogę do Polski. Dla tych osób, które nie mają wizy, a chciałyby opuścić Białoruś ze względów politycznych, zostały uruchomione procedury w ramach konsulatów. W trybie przyspieszonym będą wydawane wizy o charakterze humanitarnym, które pozwolą w trybie pilnym na przekroczenie granicy. Jest też taka potencjalna grupa, która będzie chciała pilnie stawić się na granicy bez czekania nawet na wizę (...) i dla nich chcemy stworzyć specjalną ścieżkę. Te osoby będziemy przede wszystkim starali się sprawdzać, a potem wpuszczać ich na terytorium Polski - tłumaczył Przydacz.

Mówił też, że jednym z ułatwień jest możliwość składania wniosków o wizę korespondencyjnie. - A także, oprócz konsulatów, uruchomione mają być też punkty przyjmowania tych wniosków - wskazał wiceszef MSZ.

Łukaszenka o Polsce

Ambasador Białorusi Władimir Czuszew, jak informował wcześniej Przydacz, został wezwany do MSZ "w związku z powtarzającymi się bezpodstawnymi oskarżeniami władz Białorusi pod adresem Polski". 

W czwartek (27 sierpnia) prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka mówił, że przeciwko Białorusi toczy się dyplomatyczna wojna na najwyższym szczeblu, a w Polsce pojawiły się oświadczenia o tym, że jeśli Białoruś się rozpadnie, to Polsce przypadnie obwód grodzieński.

- Widzicie te oświadczenia o tym, że jeśli Białoruś się rozpadnie, to obwód grodzieński przypadnie Polsce. Mówią o tym już otwarcie - oświadczył Łukaszenka, cytowany przez agencję BiełTA. - Nic im się nie uda, wiem to na pewno - dodał.

Wcześniej wielokrotnie Łukaszenka twierdził, że protesty społeczeństwa, które od ogłoszenia wyników wyborów odbywają się na Białorusi, są organizowane z zagranicy, w tym z Polski. Łukaszenka groził również agresją ze strony państw NATO, która według niego miałaby być prowadzona z terytorium Polski i Litwy. W ten sposób uzasadniał wzmocnienie białoruskich sił zbrojnych na zachodnich granicach oraz postawienie armii w stan gotowości bojowej w rejonie grodzieńskim.

Nie ustają protesty

Protesty na Białorusi trwają od wyborów prezydenckich 9 sierpnia, w których, według oficjalnych danych, ubiegający się o reelekcję Alaksandr Łukaszenka miał zdobyć 80,1 proc., a kandydatka opozycji Swiatłana Cichanouska - 10,1 proc. głosów. Wielu Białorusinów uważa, że wyniki zostały sfałszowane.

Podczas protestów powyborczych w kraju co najmniej trzy osoby zginęły, a 200 zostało rannych. W ubiegłym tygodniu zatrzymano blisko siedem tys. osób - wiele brutalnie pobito. Jest kilkudziesięciu zaginionych.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje