Wipler w Kongresie Nowej Prawicy. "To najpoważniejszy projekt"

Do Kongresu Nowej Prawicy Janusz Korwin-Mikkego dołączył poseł Przemysław Wipler. "W chwili obecnej to najpoważniejszy projekt, który daje nadzieję na zbudowanie antybiurokratycznej opozycji" - tłumaczy swoją decyzję.

"W chwili obecnej Nowa Prawica Janusza Korwin-Mikkego jest najpoważniejszym projektem, który daje nadzieję na zbudowanie wolnorynkowej, antybiurokratycznej, antyurzędniczej opozycji wobec tego, jak rządzona jest Polska, jak rządzi Polską Donald Tusk" - powiedział Wipler.

Reklama

Poseł przypomniał, że swoją karierę polityczną rozpoczynał w Unii Polityki Realnej. "To jest troszeczkę taki powrót syna marnotrawnego do środowiska, z którego wyrósł" - mówił. Podkreślił, że jest jedynym posłem obecnej kadencji Sejmu, który nigdy nie zagłosował za podniesieniem podatków, za wprowadzeniem nowych podatków, nowych składek, nowych danin publicznych.

Wipler zapowiedział, że jego pierwszą aktywnością w Sejmie po wstąpieniu do KNP będzie zbieranie podpisów pod wnioskiem o odwołanie Rzecznika Praw Obywatelskich Ireny Lipowicz.

Wniosek ma dotyczyć wypowiedzi Lipowicz na temat programu "Równościowe przedszkole". "Rzeczpospolita" poinformowała, że Lipowicz w piśmie do szefowej MEN Joanny Kluzik-Rostkowskiej odniosła się do zawartości programu i powołując się na wyrok Trybunału Konstytucyjnego wskazała, że "konstytucja nie może gwarantować i nie gwarantuje, że wiedza przekazana w szkole będzie zgodna z przekonaniami rodziców".

KNP zaznacza, że opinia Lipowicz jest niezgodna z 48 art. konstytucji: "Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami" i stanowi podstawę do odwołania jej z funkcji RPO.

Wipler uważa, że w Sejmie potrzebna jest przynajmniej poważna debata, czy "faktycznie można eksperymentować na naszych dzieciach bez zgody rodziców, przeprowadzać na nich eksperymenty społeczne i edukacyjne, którym są głęboko przeciwni rodzice".

Na początku marca Wipler (niezrz.) oraz prezes Kongresu Nowej Prawicy Janusz Korwin-Mikke poinformowali, że podpisali porozumienie programowe. Miało ono rozpocząć współpracę Wiplera z KNP w zbliżających się wyborach samorządowych i parlamentarnych.

Przemysław Wipler dostał się do Sejmu w 2011 r. z listy PiS, po czym wstąpił do tej partii. Odszedł z PiS w czerwcu 2013 r. i założył Stowarzyszenie Republikanie, którego został prezesem. W październiku 2013 r. Republikanie podpisali - w ramach akcji społecznej "Godzina dla Polski" - porozumienie z trzema posłami niezrzeszonymi, którzy opuścili PO: Jarosławem Gowinem, Jackiem Żalkiem i Johnem Godsonem.

W grudniu 2013 r. Republikanie współtworzyli partię Polska Razem Jarosława Gowina, a sam Wipler został członkiem prezydium zarządu PR. Jednak w dniu rejestracji partii (20 lutego 2014) Wipler - wraz z częścią Republikanów - zakończył współpracę z PR. Powodem odejścia - według Wiplera - był brak szerokiego sojuszu środowisk chcących "mniejszych podatków i mniejszej biurokracji" i marginalizacja jego zaplecza politycznego w Polsce Razem.

Pytany w czwartek przez dziennikarzy o Stowarzyszenie Republikanie, zaznaczył, że w majowych eurowyborach Republikanie startują z list trzech komitetów wyborczych: Nowej Prawicy Janusza Korwin-Mikkego, Polski Razem Jarosława Gowina oraz Demokracji Bezpośredniej. "Mamy nadzieję, że najbliższe wybory wyłonią, kto będzie liderem. (...) Głęboko wierzę, że będzie to Nowa Prawica Janusza Korwin-Mikkego. Uważałem tak w sytuacji, w której prowadziłem poważną dyskusję z Jarosławem Gowinem. Mówiłem mu, że tutaj silniejszym, poważniejszym podmiotem będzie Nowa Prawica, dlatego Gowin powinien zgodzić się przystać na propozycję wspólnego startu (...) w eurowyborach" - zaznaczył.

Na początku marca do Sejmu trafił wniosek prokuratora generalnego o uchylenie immunitetu Wiplerowi; poseł postanowił jednak zrzec się go sam. Prokuratura w Warszawie chce postawić posłowi zarzut naruszenia nietykalności i znieważenia policjantów. Sprawa ma związek z wydarzeniami, do których doszło 30 października 2013 r. w Warszawie, gdy Wipler opuszczał klub w centrum Warszawy. Według policji zachowywał się agresywnie, wulgarnie, chciał wydawać polecenia funkcjonariuszom. Policjanci twierdzili, że dopiero później zorientowali się, że mieli do czynienia z posłem.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje