Reklama

Reklama

Wylosowano skład Trybunału Stanu ws. Emila Wąsacza

W środę wylosowano skład Trybunału Stanu do sprawy b. ministra skarbu w rządzie AWS Emila Wąsacza, oskarżonego od 2005 r. o nieprawidłowości przy prywatyzacji PZU, TP SA i Domów Towarowych "Centrum". Przewodniczącym składu będzie b. poseł PO Jerzy Kozdroń, niedoszły oskarżyciel ministra.

PAP ustaliła, kogo wylosowano do składu TS. W I instancji są to: przewodniczący i czterech członków składu. Przewodniczącym będzie 66-letni Kozdroń. Od 1978 r. był on sędzią Sądu Rejonowego w Kwidzynie. Po wprowadzeniu stanu wojennego 13 grudnia 1981 r. odmówił stosowania dekretu o stanie wojennym - został odwołany; wtedy oddał też legitymację PZPR. Potem pracował jako radca prawny. Był trzy razy był posłem PO. W 2012 r. został wybrany przez Sejm na oskarżyciela w sprawie Wąsacza, ale zrezygnował z tego, bo w 2013 r. został wiceministrem sprawiedliwości. Do TS wybrany w ub.r. z rekomendacji PO; został zastępcą przewodniczącego TS.

Reklama

Jako członkowie składu w sprawie Wąsacza zostali wylosowani: Kazimierz Barczyk (b. sędzia, wybrany do TS z rekomendacji PO), Rafał Sura (prawnik, wybrany z rekomendacji PiS), Paweł Śliwa (adwokat, wybrany z rekomendacji PiS) i Zbigniew Sieczkoś (b. sędzia, wybrany z rekomendacji PiS).

Obrońca Wąsacza mec. Grzegorz Długi (jednocześnie poseł Kukiz'15) powiedział PAP, iż doświadczenie sądowe Kozdronia będzie bardzo potrzebne przy organizacji procesu. Dodał, że "materiał dowodowy jest ogromny, a wielu świadków mieszka poza Polską". Mec. Długi przypomniał, że od początku obrona podnosi, iż Wąsacz jest niewinny.

Zdaniem adwokata są małe szanse by proces zaczął się jeszcze tym roku, bo wyłoniony skład musi się najpierw zapoznać z bardzo obszernymi aktami tej skomplikowanej sprawy. Dodał, że jeśli będzie jakieś posiedzenie w tym roku, to raczej organizacyjne, a nie merytoryczne. 

Adwokat nie wykluczył, że w pierwszej kolejności TS zająłby się kwestią, czy nie doszło do przedawnienia sprawy oraz czy zarzuty Sejmu są prawidłowo sformułowane. Według Długiego, jeśli doszłoby do procesu Wąsacza przed TS, to trwałby on latami. "Jeśli tempo byłoby takie jak naszych sądów, to nie mamy szansy skończyć tego w kadencji obecnego Sejmu" - powiedział. 

Według prawa, jeżeli po rozpoczęciu rozprawy, a przed wydaniem wyroku, zostanie wybrany nowy skład TS (czego dokonuje Sejm w każdej kolejnej kadencji, zaraz po nowych wyborach parlamentarnych - PAP), TS musi prowadzić rozprawę od początku w nowym składzie.

Zgodnie z prawem TS wymierza (łącznie lub osobno) następujące kary: utraty czynnego i biernego prawa wyborczego; zakazu zajmowania kierowniczych stanowisk lub pełnienia funkcji związanych ze szczególną odpowiedzialnością w organach państwowych i w organizacjach społecznych; utraty orderów, odznaczeń i tytułów honorowych.

W 2005 r. Sejm IV kadencji przyjął uchwałę o pociągnięciu Wąsacza do odpowiedzialności konstytucyjnej w TS za domniemane nieprawidłowości przy prywatyzacji PZU, TP S.A. i Domów Towarowych "Centrum". Komisja uznała, że sprzedaż pakietu akcji PZU Eureko w 1999 r. doprowadziła do problemów, w tym rozpraw przed międzynarodowym trybunałem arbitrażowym. Uznano też, że wycena DT Centrum była zaniżona. W przypadku prywatyzacji TP S.A. Wąsacz miał niekorzystnie wybrać firmę doradczą, co miało doprowadzić do ok. 25 mln zł strat.

Podczas pierwszej rozprawy w listopadzie 2006 r. TS uznał, że dokumenty Sejmu nie spełniały warunków prawnych aktu oskarżenia. Jednak w II instancji w marcu 2007 r. TS zwrócił sprawę do I instancji. Wobec wygaśnięcia ówczesnej kadencji Sejmu, proces Wąsacza formalnie się nie zaczął. On sam od dawna mówi, że jest niewinny, a "sprawa ma aspekt wybitnie polityczny".

Ponowna sprawa w TS dotychczas nie ruszyła. Kolejne Sejmy albo nie wybierały oskarżyciela Wąsacza spośród posłów, albo gdy już wybrały - w 2012 r. został nim Kozdroń - to został wiceministrem sprawiedliwości. 

W 2014 r. ówczesny szef sejmowej komisji odpowiedzialności konstytucyjnej Andrzej Halicki (PO) mówił, że sprawa odpowiedzialności konstytucyjnej Wąsacza może być przedawniona. Już jakiś czas temu kierowane były ponaglenia do Sejmu w tej sprawie ze strony I prezesa SN, który z mocy prawa przewodniczy TS.

W końcu, w lipcu br. obecny Sejm wybrał na oskarżyciela Wąsacza posłankę PiS Halinę Szydełko. Oskarżyciel musi mieć kwalifikacje sędziowskie. 

Niezależnie od odpowiedzialności przed TS Wąsacz ma też proces karny za prywatyzację PZU. W 2006 r. policja na zlecenie prokuratury zatrzymała Wąsacza w tej sprawie, bo miała informacje o jego możliwej ucieczce za granicę, gdyż wcześniej kupił walizki (wybierał się na wakacje w Himalaje). Sąd nie zgodził się wtedy na jego aresztowanie. Potem uznał zatrzymanie b. ministra za bezzasadne, bo wystarczyło wysłać Wąsaczowi wezwanie do stawienia się w prokuraturze.

Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku oskarżyła go w 2010 r. (czyli już po uchwale Sejmu o pociągnięciu go do odpowiedzialności konstytucyjnej) o niedopełnienie w 1999 r. obowiązków związanych z ochroną interesów Skarbu Państwa. Zdaniem śledczych Wąsacz nie podjął działań, które dawałyby możliwość uzyskania wyższej ceny za akcje PZU i doprowadził do wyboru oferty, która "nie była najkorzystniejsza". B. ministrowi grozi do 10 lat więzienia. Nie przyznaje się on do zarzutów.

W 2011 r. Sąd Okręgowy w Warszawie zwrócił sprawę gdańskiej prokuraturze. Zdaniem sądu śledczy powinni zawiesić postępowanie do rozstrzygnięcia sprawy w TS za taki sam zarzut. Zdaniem SO sąd powszechny nie jest właściwy do rozpoznania sprawy, gdyż Sejm uchwałą zdecydował o pociągnięciu b. ministra do odpowiedzialności konstytucyjnej. Prokuratura uznała rozumowanie sądu za niezasadne, gdyż uchwała Sejmu mówi wyłącznie o odpowiedzialności konstytucyjnej Wąsacza. Sąd II instancji uwzględnił zażalenie prokuratury na zwrot sprawy i nakazał warszawskiemu sądowi zacząć proces.

W lutym br. Sąd Rejonowy Warszawa-Śródmieście na wniosek obrony zawiesił ten proces, uznając, że czyn zarzucony w sejmowej uchwale "jest podmiotowo, przedmiotowo i czasowo tożsamy z zarzutem aktu oskarżenia". W kwietniu br. Sąd Okręgowy w Warszawie uwzględnił zażalenie prokuratury i zwrócił sądowi sprawę do rozpatrzenia.

"Zażalenie prokuratury jest zasadne. Uchwała Sejmu dotyczyła pociągnięcia Wąsacza do odpowiedzialności konstytucyjnej, ale nie karnej" - wskazał sąd. Sąd przywołał wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 2000 r., gdy zajmował się on kwestią równoległej odpowiedzialności i karnej, i przed TS. 

TK uznał wtedy, że jeśli Sejm z jakiegokolwiek powodu nie wywiązałby się z obowiązku pociągnięcia do odpowiedzialności takiej i takiej, to wchodzi w grę odpowiedzialność karna przed sądem powszechnym. A brak decyzji Sejmu o pociągnięciu do odpowiedzialności i konstytucyjnej, i karnej nie wyklucza możliwości skierowania aktu oskarżenia - dodano.

W listopadzie w SR ma odbyć tzw. posiedzenie organizacyjne, które poprzedza rozpoczęcie samego procesu. Mec. Długi nie wykluczył, że zanim ruszy proces przed TS, najpierw zacznie się właśnie proces karny Wąsacza. "Teoretycznie jest ryzyko prawnie zakazanej podwójnej karalności, gdyby i TS, i sąd uznał winę mojego klienta" - powiedział mec. Długi, zastrzegając że on sam liczy na uniewinnienie Wąsacza w obu tych procesach.

Łukasz Starzewski (PAP)

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy