Reklama

Reklama

​Zandberg: Drogie leki są efektem zmowy cenowej

- Ambasador USA w Polsce Georgette Mosbacher "wymusiła" wpisanie produktów amerykańskiej firmy na listę leków refundowanych - oświadczył we wtorek lider Lewicy Razem Adrian Zandberg. - Pojawienie się leku na liście nie ma żadnego związku z rzekomą "interwencją" ambasador - podkreśla Ministerstwo Zdrowia.

"Pani ambasador Mosbacher wydaje się, że pełni swoją funkcję w kraju kolonialnym" - oświadczył Zandberg podczas happeningu pod hasłem "Gorzka pigułka dla PiS od ambasador USA", który Lewica Razem zorganizowała we wtorek przed ambasadą USA w Warszawie.

Reklama

Zandberg mówił o "aferze lekowej w Stanach Zjednoczonych i akcie oskarżenia przeciwko zmowie tamtejszych korporacji farmaceutycznych". Podkreślił, że dzięki amerykańskim prokuratorom wiadomo, że korporacje zawyżają ceny leków nawet o 1000 procent, a potem wymuszają je "na pacjentach i na rządach".   

"Mosbacher wymusiła zmianę"

"Pani ambasador Mosbacher wymusiła na polskim Ministerstwie Zdrowia zmianę listy leków refundowanych. Wymusiła to w interesie amerykańskiej korporacji Genetech, której leki, po piśmie pani ambasador, zostały wpisane na polską listy leków refundowanych" - oświadczy polityk.

Zandberg stwierdził, że Lewica Razem "nie tak rozumie niepodległość". "I nie tak rozumiemy podmiotową politykę, żeby wykonywać polecenia obcego mocarstwa, które przychodzą z ambasady. I mnie naprawdę nie obchodzi, czy to jest ambasada Stanów Zjednoczonych, czy Niemiec, czy jakiegokolwiek innego kraju. Polska nie może prowadzić swojej polityki zdrowotnej, polityki lekowej pod dyktando obcego mocarstwa, zwłaszcza, że Stany Zjednoczone są krajem, który po prostu prowadzi swoją politykę gospodarczą pod dyktando swoich wielkich korporacji" - przekonywał.

Ministerstwo odpowiada

Ministerstwo Zdrowia, proszone przez PAP o komentarz do sprawy, podkreśliło, że na przebieg oceny wniosków i podejmowanych decyzji mają wpływ tylko i wyłącznie kryteria zapisane w ustawie o refundacji, a pojawienie się leku na liście refundacyjnej nie ma żadnego związku z rzekomą "interwencją" ambasador Mosbacher. Resort przypomniał, że kwestie związane z refundacją leków reguluje ustawa o refundacji leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych.

MZ wyjaśniło, że 16 października 2017 roku do Ministerstwa Zdrowia wpłynął wniosek o objęcie refundacją leku Tecentriq (atezolizumab), koncentratu do sporządzania roztworu do infuzji, 1200 mg, 1 fiol. 20 ml, w ramach programu lekowego pn. "Leczenie niedrobnokomórkowego raka płuca".

Po ocenie formalno-prawnej i uzgodnieniu treści programu lekowego wniosek został skierowany do Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji w celu opracowania analizy weryfikacyjnej Agencji, stanowiska Rady Przejrzystości i rekomendacji Prezesa Agencji. Prezes AOTMiT rekomendował objęcie refundacją produktu pod warunkiem pogłębienia instrumentu dzielenia ryzyka, celem zapewnienia efektywności kosztowej terapii.

MZ przekazało, że 18 września 2018 r. minister zdrowia podjął decyzję o objęciu leku Tecentriq (atezolizumab) refundacją. Lek ten miał znaleźć się na listopadowej liście refundacyjnej w 2018 roku, ale firma Roche zgłosiła uwagi w zakresie treści programu lekowego co wymagało dodatkowych ustaleń merytorycznych z konsultantem krajowym.

W związku z tym lek Tecentriq (atezolizumab) został wpisany na styczniową listę leków refundowanych w 2019 roku.

Według resortu zdrowia, pojawienie się tego leku na liście refundacyjnej nie ma żadnego związku z rzekomą "interwencją" ambasador George Mosbacher; pismo ambasador Mosbascher zostało złożone w listopadzie 2018 roku, a decyzja o wpisaniu na listę została podjęta we wrześniu, czyli dwa miesiące wcześniej.

"Wspólny program lekowy całej lewicy"

Zandberg mówił podczas happeningu, że kandydaci Lewicy Razem "idą do Parlamentu Europejskiego ze wspólnym, europejskim programem lekowym całej lewicy". "Dogadaliśmy się z kilkunastoma organizacjami z całej Europy i chcemy wprowadzenia w Unii Europejskiej publicznego producenta leków, który będzie 'trzymać w szachu' korporacje, który utrudni im zmowy cenowe i który pozwoli na to, żeby zbić ceny leków" - zapowiedział. Podkreślił, że po takim obniżeniu cen leków spadną koszty funkcjonowania systemu ochrony zdrowia.

Kolejnym postulatem lewicy jest wspólny dla całej UE lekowy program badawczy. "Chcemy, żeby kraje Unii Europejskiej, w porozumieniu z europejskim publicznym producentem leków, prowadziły wspólne badania nad nowymi lekami, i żeby te nowe leki trafiały do domeny publicznej. W ten sposób koszty koszty produkcji leków i ich wdrożenia, będą zdecydowanie niższe, i będzie nas stać na to, żeby wprowadzić system, w którym leki na receptę pacjent będzie otrzymywać za darmo" - deklarował.

Zandberg zapewnił, że przedstawiciele lewicy w PE będą walczyć także o skrócenie okresu wyłączności patentowej na leki korporacji farmaceutycznych, który to okres - jak mówił - "jest teraz rozdmuchany" do 20 lat". "Jest już czas, żeby Europa jeśli chodzi o politykę lekową zaczęła działać podmiotowo i przestała dać się wykorzystywać amerykańskim korporacjom" - przekonywał lider i kandydat Lewicy Razem do europarlamentu. 

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne