Wałęsa broni prałata

Prałat Henryk Jankowski miał być odwołany już kilka lat temu, gdy zrobiło się głośno o jego antysemickich kazaniach. Abp Tadeusz Gocłowski zrezygnował jednak z usunięcia go na prośbę Lecha Wałęsy.

Jak pisze "Rzeczpospolita", dzisiaj los prałata wydaje się przesądzony. Wygląda na to, że tym razem nie uratują go już dawne zasługi.

Reklama

"Mam wrażenie, jakby było dwóch księży Jankowskich. Ten, którego zasługi w czasach 'Solidarności' były wielkie, i ten dzisiejszy, który robi rzeczy niemające z tym nic wspólnego" - mówi Bogdan Lis, jeden z sygnatariuszy porozumień sierpniowych.

Jednak Lech Wałęsa, przyjaciel prałata, apeluje, by nie ferować pospiesznych wyroków. "Nie potępiajmy nikogo, nie osądzajmy. Ludzie zmieniają się nieprawdopodobnie. Dlatego należy się zastanowić, jak mu pomóc. Może potrzeba lekarza?" - mówi były prezydent dziennikarzom "Rzeczpospolitej", która zamieszcza dziś cały reportaż na temat sytuacji w parafii św. Brygidy.

Dziennik pisze, że w Gdańsku głośno mówi się o frustracjach i zawiedzionych ambicjach ks. Jankowskiego w wolnej Polsce, gdzie jego rola jest znacznie mniejsza, niż tego by sobie życzył. "Przyzwyczajony do tłumów, chciałby je znowu ściągnąć. Nie powiem, że to była taka małość, to się działo podświadomie" - tłumaczy Lech Wałęsa.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje