Czarny Krzysztof - najsłynniejszy śląski rycerz... rabuś

Czarny Krzysztof słynął z okrucieństwa, swoje ofiary często zabijał lub brutalnie okaleczał. W 1509 roku nieopodal Bolesławca okaleczył młodą kobietę i zamordował na jej oczach podróżującego z nią mężczyznę. Jego ofiarami byli często kupcy, którym "zrabował duże sumy pieniędzy (...), a tych którzy się bronili mordował albo odcinał im dłonie". Według legendy oszczędzał ludzi wykształconych - jeśli ci udowodnili... że potrafią zaostrzyć pióro i obiecali mu poświęcić w swojej twórczości kilka linijek. Krzysztof specjalizował się również w porwaniach ludzi, których następnie zwalniał za odpowiedni okup.

Reklama

Jego zuchwałe napady godziły w interesy przede wszystkim miast. Wiele szkód wyrządził mieszkańcom Lwówka Śląskiego, Legnicy, Wrocławia czy Złotoryi. Dobra złotoryjskie były wielokrotnie przez niego plądrowane i puszczane z dymem. Był na tyle zuchwały, iż potrafił zakraść się do Złotoryi i zasztyletować jednego ze swoich współtowarzyszy pochwyconego przez mieszczan i prowadzonego na szafot. W ten sposób uchronił go przed poniżającą kaźnią. Ówczesny kronikarz, Bartłomiej Stein, ubolewał natomiast nad losem bogatych lwóweckich mieszczan, których wielokrotnie okradał: "Sukiennicy wiele cierpią przez napady łotrowskie, ponieważ pozostają bez opieki sąsiadów w tym najdalszym zakątku, gdy ciągną z towarami na targi".

Polowanie na Czarnego Krzysztofa

Mimo wielu prób schwytania raubrittera i wyznaczenia przez rady miejskie Lwówka Śląskiego i Wrocławia znacznej nagrody pieniężnej za jego głowę, przez wiele lat pozostawał on nieuchwytny i bezkarny. Za schwytanie żywego rabusia oferowano 500 guldenów węgierskich, martwego - wyceniono na połowę tej sumy. W 1509 roku rycerz i jego kompani, przebywający w miejscowości Carolath, byli bardzo blisko dostania się w ręce sprawiedliwości. Jednak w dość niejasnych okolicznościach udało im się uciec w ostatniej dosłownie chwili. Czarny Krzysztof miał wielu sojuszników wśród rycerstwa, którzy zapewniali mu pomoc i kryjówkę. Obok wspomnianych wcześniej Zedlitzów wsparcia udzielały mu między innymi rody von Reder, von Nimptsch, von Czirn, von Reibnitz. Jak przypuszcza część kronikarzy, Czarny Krzysztof tak długo mógł bezkarnie działać, dzięki cichemu przyzwoleniu księcia legnickiego Fryderyka II czy księcia ziębickiego Karola, których sowicie opłacał lub przekazywał im część zrabowanych bogactw. Kronikarz Thebesius tak opisał następującą historię, która mogłaby świadczyć o współpracy słynnego raubrittera z książętami: "10 listopada 1506 roku uprowadził >Czarny Krzysztof< kronikarza miejskiego Wrocławia Gregora Mohrenbergera i innych notabli. Wymusił na nich ślubowanie, że ci przed Bożym Narodzeniem złożą w lasach koło Legnicy wyznaczoną sumę okupu. W wyznaczonym terminie Mohrenberger i inni wybrali się z pieniędzmi w drogę, ale książę Karol von Műnstenberg nie zawahał się położyć kres nieuczciwym praktykom. Schwytał ich 19 grudnia, zabrał pieniądze, osadził na zamku książęcym i wypuścił dopiero 7 stycznia 1507 roku".

Dowiedz się więcej na temat: kupcy | nie żyje | książę | WSI | napady | Legnica | Złotoryja | rabuś | czarny

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje