"GS": Wyrok na bigos?

Już za dziesięć dni w menu polskich restauracji możemy nie znaleźć bigosu, knedli, kapusty zasmażanej, pierogów i podobnych potraw. Dlaczego? Unia Europejska zakazuje podawania potraw przyrządzanych przez wielokrotne podgrzanie uznając je za niebezpieczne dla zdrowia - donosi "Głos Szczeciński".

Nie wierzą w to jednak gastronomicy.

Reklama

- Komuś coś się pomyliło albo źle zinterpretował przepis - uważa Jolanta Zagrodny ze szczecińskiej restauracji "U Barbary". - Być może chodzi o podgrzewanie potraw w urządzeniach na podczerwień, czy podgrzewanie tłuszczów, ale nie o bigos, którego procedura przygotowania nie trwa godzinę, a dwa, trzy dni - dodaje Zgrodny.

Tradycyjny przepis na bigos nie wymaga tłuszczu, gdyż jest uzyskiwany z dobrych gatunków mięs przygotowywanych niezależnie od potrawy. Dopiero później mięso jest mieszane z kapustą. - Nawet w naszym barze, który głównie podaje dania mleczne, ludzie proszą o bigos, bo jest to tradycyjna polska potrawa - mówi Zuzanna Stróżewska, zastępca kierownika szczecińskiego baru "Turysta". - Nie wyobrażam sobie, by ktoś zabraniał nam jeść to, co lubimy - dodaje.

Wielu gastronomików uważa, że Unia nie ma prawa zabraniać Polakom jeść potraw, które zostały utrwalone w naszej tradycji. Twierdzą też, że jeśli nie jest to pomyłka, to unijni specjaliści nie poznali technologii produkcji potraw, a skoncentrowali się tylko na jednym słowie: "podgrzewanie" - podkreśla "GS".

Dowiedz się więcej na temat: podgrzewanie | wyrok | bigos

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy