"GW": Kto łoży na francuskie meczety?

Po morderstwie księdza w Rouen państwo i przedstawiciele islamu we Francji debatują o finansowaniu meczetów. Żeby przeciwdziałać wpływom radykałów Paryż stara się obejść ustawę o rozdziale Kościoła od państwa - pisze Piotr Moszyński na łamach "Gazety Wyborczej".

Według francuskiego MSW w kraju nad Loarą jest 2131 miejsc kultu muzułmańskiego (głównie sale modłów, meczetów jest 90).

Reklama

Koszt utworzenia miejsc kultu waha się od kilkuset tysięcy euro w przypadku sal modlitewnych do kilku milionów, gdy chodzi o meczety - podaje "GW".

Kto za to płaci? Nie francuskie państwo, bo mu nie wolno. Ustawa z 1905 r. o rozdziale kościołów od państwa wyklucza możliwość przyznawania państwowych dotacji na cele wyznaniowe.

Datki na budowę i funkcjonowanie meczetów często płyną zza granicy - Arabii Saudyjskiej, Kuwejtu czy Kataru.

Zdaniem cytowanego przez "GW" Bernarda Godarda, który przez lata zajmował się jako wysoki urzędnik we Francji tematem finansowania islamu, radykałowie starają się wykorzystywać miejsca kultu założone przez innych, aby się tam zagnieździć i oddziaływać na przychodzących tam wiernych, zwłaszcza młodych, którzy wcześniej nie mieli z nimi nic wspólnego.

Dlatego - aby uniknąć zagrożeń, już na poziomie lokalnym władze starają się ograniczyć udział zagranicy w finansowaniu miejsc kultu. Jak czytamy w "GW", niektóre merostwa wyznaczają np. pułapy, których takie finansowanie nie może przekroczyć.

Więcej w dzisiejszym wydaniu "Gazety Wyborczej".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje