Reklama

Reklama

Precz z mego mózgu

Każdy zakochany mózg we wczesnej fazie zauroczenia produkuje na tyle bogaty asortyment substancji odurzających, że nawet najlepiej wyposażony sklep z dopalaczami nie wytrzymuje tak imponującej konkurencji.

Właśnie tak, w świetle dzisiejszej wiedzy, powinien się zwrócić wieszcz Adam do niewdzięcznego obiektu swych uczuć - Maryli Wereszczakówny. Rozważania na tematy sercowe - choć niewątpliwie atrakcyjne poetycko (w Europie już od XII w.) i zawsze romantyczne - tak naprawdę powinny być dzisiaj wyłącznie domeną kardiologów, a nie poetów.

Reklama

Wszelkie uczucia, a więc i uboczny produkt ewolucji - miłość, rodzą się bowiem w mózgu. Serce zaś tylko manifestuje fizjologię, zwielokrotniając liczbę i moc uderzeń, podobnie jak w przypadku panicznego strachu przed atakiem dzikiego zwierzęcia w ciemnym lesie. Dlatego czerwone serduszko nie wydaje się być najszczęśliwiej dobranym symbolem damsko-męskich relacji. By iść z duchem czasu, należałoby owo serduszko zastąpić zdjęciem ludzkiego mózgu (najlepiej wykonanym z użyciem tomografii komputerowej), którego dwie półkule na pierwszy rzut oka przypominają wnętrze włoskiego orzecha.

Precz z mego mózgu zatem (a nie z serca), choć... nie posłucham od razu. Najprawdopodobniej stanie się to pomiędzy 18. miesiącem a 4. rokiem trwania związku o wysokiej temperaturze uczuć. Aż tyle czasu potrzeba, by podwyższony poziom produkowanej przez mózg fenyloetyloaminy (alkaloidu pełniącego rolę neuroprzekaźnika, a odpowiedzialnego za intensywność doznań w pierwszej fazie miłości - fazie zakochania) wrócił do normy. Mickiewicz był zatem bliski prawdy, zauważając, że z pamięcią tak łatwo nie pójdzie (Precz z mej pamięci!.../ nie... tego rozkazu / Moja i twoja pamięć nie posłucha).

Trzeba przyznać, że natura wykombinowała to nadzwyczaj sprytnie. Czasu wystarczy akurat na urodzenie dziecka i doczekanie momentu, kiedy latorośl zacznie wychodzić ze stadium niemowlęctwa. A co potem? No właśnie...

Miłościomierz

Zakochany mózg nigdy nie kłamie. Na własnej skórze przekonał się o tym prof. Andrzej Urbanik, kierujący Zakładem Radiologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie. Kiedy w 2004 r. krakowscy radiolodzy za pomocą rezonansu magnetycznego podglądali mózgi osób poddawanych rozmaitym bodźcom emocjonalnym, okazało się, że zakochany mózg świeci na czerwono. Co więcej, mózg zakochanej kobiety pracuje inaczej niż mózg zakochanego mężczyzny, przy czym stopień nasilenia czerwonej barwy bezlitośnie obnaża intensywność uczucia. Czyli wynik rezonansu magnetycznego w przyszłości może okazać się... miłościomierzem. I to jak najbardziej wiarygodnym.

Wiadomo już, dzięki technice badania aktywności mózgu (tzw. mapowania za pomocą PET - tomografii emisji pozytronów), że ośrodkiem miłości jest część przodomózgowia w układzie limbicznym - obszar mózgu obejmujący jego stare ewolucyjnie struktury.

Wobec skąpej liczby ochotników, szef krakowskiej radiologii sam poddał się badaniom, podczas których bacznie obserwował reakcje swego mózgu na konkretne bodźce. Jednym z nich była fotografia niebrzydkiej dziewczyny, drugim wizerunek nielubianego przez siebie polityka. Choć, w tym drugim przypadku, badany usilnie starał się wzbudzić w sobie pozytywne emocje, jego mózg absolutnie nie chciał się podporządkować woli. I pomyśleć, że ciągle jeszcze pokutuje przekonanie, że to... serce nie sługa.

Na dopaminowym haju

Każdy zakochany mózg we wczesnej fazie zauroczenia produkuje na tyle bogaty asortyment substancji odurzających, że nawet najlepiej wyposażony sklep z dopalaczami nie wytrzymuje tak imponującej konkurencji. Wspomniana już fenyloetyloamina (PEA) - strukturą i działaniem przypominająca amfetaminę - sprowadza euforię, podniecenie i niepokój. Podwyższony poziom PEA w mózgu zwiększa wydzielanie noradrenaliny, zwanej substancją miłości, ta zaś uwalnia neuroprzekaźnik nie bez powodu nazwany cząsteczką szczęścia - dopaminę. Ta ostatnia odpowiada za zachodzące w mózgu chemiczne procesy kontrolujące m. in. zdolność odczuwania przyjemności. Biochemiczny miks w naszych mózgach powoduje, że przebywając z miłą sercu (a poprawniej: miłą przodomózgowiu) osobą czujemy się tak, jak stojąc na podium albo odbierając, w błysku fleszy, jakąś ważną nagrodę.

Dowiedz się więcej na temat: W.E. | Nie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje