Reklama

Reklama

Fort III w Pomiechówku - kazamaty śmierci

Wskutek wycieńczenia, głodu i chorób zakaźnych, ale najczęściej z ręki obozowych "panów życia". Możliwości zadawania śmierci były w zasadzie nieograniczone. Każdy z załogi strażniczej mógł dowolnie zabić kogokolwiek bez powodu. Nie mówiąc już o wyroku sądowym. I często z tego korzystano. Od początku funkcjonowania więzienia karno-śledczego, na górce zbudowano specjalną szubienicę. Wieszano na niej ok. 40 więźniów jednocześnie. Codzienne egzekucje nie dawały jednak satysfakcjonujących Niemców rezultatów, toteż w większości przypadków rozstrzeliwano więźniów karabinem maszynowym wprost nad wykopanymi masowymi grobami. Czasem "urozmaicano" sobie przemysł śmierci. Podpalenia skrępowanych drutem kolczastym ludzi, topienie w ekskrementach, to tylko kilka z całego wachlarza bestialstw, będących w pomiechowskim obozie na porządku dziennym. Ograniczony teren na nowe groby i zmieniająca się sytuacja na wojennych frontach zmusiły Niemców do pozbycia się nagromadzonych zwłok. Z zeznań mieszkańców sąsiadujących z obozem wynika, iż systematycznie co piątek w Forcie III palono w stosach zwłoki więźniów. Większość z nich wydobywano z masowych grobów dawniejszych egzekucji. Prawdopodobnie wtedy zniszczono całą więzienną kartotekę lub wywieziono ją w nieznanym kierunku.

Reklama

W lipcu 1944 r. Niemcy rozstrzelali 270 więźniów i ewakuowali się z Fortu III. Przez pewien czas znów pozostał on pusty, ale zatrzymanie ofensywy Armii Czerwonej spowodowało powtórne uruchomienie obozu śmierci. Tym razem głównymi ofiarami byli Powstańcy Warszawscy i ofiary ulicznych łapanek. Ilu z nich ostatecznie zamordowano, nie sposób dokładnie określić. Wojska rosyjskie wyzwoliły Pomiechówek 17 stycznia 1945 roku. Dzień wcześniej nowodworska SS wymordowała pozostałych przy życiu jeńców. Ostatni dzień funkcjonowania obozu pochłonął kilkaset istnień. Jeszcze w lutym do Fortu III weszli mieszkańcy Pomiechówka.

Ślady zbrodni

"Na placu wewnątrz Fortu nie było śniegu, tylko żółty piasek. Widoczne były kupki popiołu ze spalonych ciał ludzkich. Prawie na całym placu płytko zakopane były zwłoki ludzkie. W wielu miejscach wystawały z ziemi ręce, nogi, gdzie indziej plecy lub też inne części ubrania. W jednej z izb na środku sufitu był odbity krwawy ślad człowieka. Od tego kształtu były ślady ściekającej krwi". Tak teren obozu po wyzwoleniu opisuje Irena Fałkowska-Iglicka. Ciał z ostatnich egzekucji nie zdążono wydobyć z grobów i spalić. Wkrótce więc, wykorzystując pozostałych na tym terenie osadników niemieckich, dokonano ekshumacji. Nastąpiła ona w kwietniu 1945 roku. Wydobyto wówczas kilkadziesiąt zwłok. Część z nich została rozpoznana przez rodziny i zabrana na okoliczne cmentarze. Pozostałe, bezimienne ofiary pogrzebano w zbiorowej mogile na terenie Fortu. W obawie przed epidemią nie przeprowadzono jednak dalszych prac ekshumacyjnych i powtórnie zasypano doły.

Dzisiaj, doskonale widoczne obniżenia terenu zdradzają istnienie w tym miejscu masowych mogił. Istnieją ponadto przesłanki, że część ofiar wcale nie była chowana na terenie Fortu, lecz w okolicznych lasach. Gdzie jeszcze spoczywają ciała zamordowanych? Na to pytanie nikt już dziś nie potrafi odpowiedzieć.

Równie niemożliwe jest ustalenie ostatecznego bilansu zabitych. Nie zachowały się żadne dokumenty niemieckie, a na podstawie zeznań świadków najbardziej prawdopodobną liczbą wymordowanych w Forcie III jest 65 tysięcy, w tym 10-12 tys. polskich Żydów. Nikt z okupacyjnej załogi pomiechowskiego obozu śmierci nigdy nie stanął przed sądem za wspomniane zbrodnie. Zniknęli.

Wydarzenia z Fortu III długo nie mogły przebić się do społecznej świadomości. Powstawały co prawda publikacje prasowe i książkowe, a nawet sympozja poświęcone tej tematyce ("Pomiechówek oskarża", sesja naukowa w SP w Pomiechówku w 1972 r.), ale główną przeszkodą dla upamiętnienia miejsca śmierci mogły być powojenne losy Fortu. Możemy tu mówić o jego wtórnym kręgu tajemnic - tym razem powojennych. Do dzisiaj bez odpowiedzi pozostaje pytanie: co działo się w tym miejscu do 1952 roku? Istnieją przesłanki, że czasowo przetrzymywano w nim "żołnierzy wyklętych". Tym sposobem tajemnice niemieckiej katowni skryły się niejako w cieniu bardziej wstydliwej tajemnicy. Krzyk torturowanych mógł być słyszany jeszcze długo po 1945 roku...

W 1952 r. Fort III zaczęło użytkować wojsko z garnizonu Modlin. Umiejscowiono w nim składnicę amunicji, jednocześnie niszcząc ślady dawnych zbrodni. Do dzisiaj w dawnych celach spod białej farby widoczne są nazwiska, imiona, daty i miejscowości wydrapane na ceglanych ścianach przez więźniów. Większości jednak nie da się już odczytać.

Do roku 2006 teren obozu śmierci był niedostępny do zwiedzania, gdyż stacjonowało tam wojsko. Zdziwiłby się jednak ten, kto spróbowałby odwiedzić historyczne miejsce dzisiaj - jest ono przez cały czas strzeżone przez cywilną ochronę. Wstęp mają tylko grupy zorganizowane przez Towarzystwo Miłośników Twierdzy lub osoby z zezwoleniem Agencji Mienia Wojskowego.

Warto jednak pokonać te wszystkie przeszkody, bo dzięki ochronie obiektu Fort zachował liczne oryginalne elementy wyposażenia, które w przypadku innych Fortów z pierścienia zostały rozkradzione. Miłośnicy architektury militarnej mogą przejść kilkusetmetrowymi korytarzami, obejrzeć stanowiska strzeleckie, ujrzeć opancerzenie drzwi i okiennic. Cudem zachował się nawet fragment kraty Fortecznej.

63 lata po wyzwoleniu obozu, w 2008 roku Fort III w Pomiechówku został w końcu wpisany do rejestru zabytków, a o charakterze majaczących między drzewami umocnień świadczy stosowna tablica przed wejściem.

Radosław Dąbrowski

Wszystkie zacytowane wypowiedzi świadków, o ile nie wskazano inaczej, pochodzą z akt warszawskiej Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce-Instytut Pamięci Narodowej.

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację
Dowiedz się więcej na temat: Modlin

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy