Gra, która się nigdy nie kończy... (cz. 1)

Głęboko zakonspirowany agent, etatowy pracownik Abwehry działający w "sercu wroga", kierownik kilku prężnie działających siatek wywiadowczych - kapitan Władysław Boczoń ps. "Pantera". Jego zagadkowe losy prowadziły przez meandry największych tajemnic polskiej konspiracji i bezlitosnej walki z gestapo, poprzez Polskę, Niemcy, słoneczną Grecję i granicę neutralnej Turcji, aż do finału w styczniu 1945 roku. Finału, który okazał się jedynie wstępem do kolejnej, tym razem powojennej, tajemnicy.

Świat gry wywiadów, agentów i zakulisowych tajnych operacji II wojny światowej potrafi zafascynować i jednocześnie sprawić spory kłopot badaczom i historykom. Prawie zawsze pod pierwszą, wierzchnią warstwą "prawdy" kryją się kolejne, odsłaniające z pozoru niewiarygodne epizody i fakty, których próżno szukać w szkolnych podręcznikach. Niestety, sama specyfika tajnych wywiadowczych i kontrwywiadowczych operacji często nie pozwala ustalić ich dokładnego przebiegu? Nie wszystkie bowiem wydarzenia pozostawiają ślad na papierze, a przekazywane "grubo" po wojnie relacje potrafią czasem zaciemnić z pozoru jasne sprawy. Nic więc dziwnego, że historia długoletniej działalności "Pantery" ciągle zawiera białe plamy.

Reklama

Do tej pory nikomu nie udało się dotrzeć do naświetlających tę sprawę materiałów niemieckich, zarówno wrocławskiej Abwehry jak i gestapo. Nie znane są dokumenty pozostające w archiwach rosyjskich dotyczące również jego powojennych losów. Trudno dzisiaj także ustalić gdzie znajduje się ogromne, stworzone i prowadzone przez cały okres okupacji archiwum "Pantery" przekazane w 1947 r. Głównemu Zarządowi Informacji WP. Sprawę można prześledzić na podstawie dwóch głównych źródeł - materiałów zgromadzonych przez Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego, znajdujących się obecnie w Instytucie Pamięci Narodowej, oraz drobiazgowych wspomnień spisywanych i przesyłanych przez kilka lat Alfonsowi Filarowi, autorowi jedynej książki poświęconej temu tematowi: "Nasz człowiek w Abwehrze - tajemnica Władysława Boczonia". Relacje różnią się od siebie nie tylko w szczegółach, ale często w bardzo istotnych i ważnych fragmentach. Które są bliższe prawdy? Spróbujemy odpowiedzieć na to pytanie analizując w kolejnych artykułach losy głównego bohatera. Zanim to nastąpi, na uwagę zasługuje istotny fakt. Oba źródła są zgodne co do jednego - Boczoń nie był agentem, który grał podwójną rolę. Co do tego nie ma wątpliwości. Niestety, takie treści przemycane są czasem przez nieznających dokładnie zagadnienia autorów, w artykułach i wzmiankach umieszczanych najczęściej na stronach internetowych dotyczących historii polskiej konspiracji. Analizując materiały, do których udało się dotrzeć, możemy jedynie z całym przekonaniem przychylić się do słów Alfonsa Filara: "O tym, że Boczoń był >wtyczką< AK w Abwehrze, a nie >wtyczką< Abwehry w AK, świadczą też i dowody pośrednie, logiczne. Otóż nawet tacy specjaliści, jak Różański, Fejgin, czy Światło, którzy wielokrotnie przesłuchiwali Boczonia na Mokotowie, nie zdecydowali się na zorganizowanie jego pokazowego procesu. M.in. dlatego, że nic, dosłownie nic nie można mu było zarzucić. Był po prostu patriotą, a patriotyzm polski niektórzy do dziś znoszą z trudem (...). Doszedłem do wniosku, że oddał on cenne usługi dla polskiego ruchu oporu (KOP i ZWZ AK), a pracę w Abwehrstelle Breslau (Wrocław) z całą pewnością podjął na polecenie swych przełożonych z konspiracji i był w niemieckiej Abwehrze polską wtyczką, ot takim kapitanem Klossem. Tyle, że prawdziwym".1 To porównanie jest zresztą bardzo ciekawe. Przez kilkadziesiąt lat "Stawka większa niż życie" przyciągała przed ekrany niezliczone rzesze Polaków. Jednak twórcom scenariusza serialu Andrzejowi Szypulskiemu i Zbigniewowi Safjanowi nie przyszło do głowy, że tworząc fikcyjną postać polskiego agenta umieszczonego w Abwehrze otarli się o prawdę.2 Filmowy kapitan Hans Kloss "rozbijał" polskie podziemie w Warszawie, konspiratorzy z AL dokonywali na niego pomyłkowych zamachów, kierowano go do ochrony ważnych gałęzi przemysłu, wysyłano do Berlina, Paryża i Stambułu. Ostatecznie, w końcowym odcinku serii, pojawia się na ekranie w mundurze polskiego majora w towarzystwie oficerów radzieckich. To wszystko bez trudu można odnaleźć w niezwykłej historii oficera Oddziału II SG, konspiracyjnego KOP i ZWZ AK kpt. Władysława Boczonia vel dr. Richarda Wagnera - etatowego pracownika wrocławskiej Abwehry, który w 1945 roku pojawia się... niczym filmowy J-23 w mundurze mjr. Wojska Polskiego u boku oficerów kontrwywiadu wojskowego Armii Czerwonej. Jego powojenne losy stanowią zagadkę. Czy rozpoczął wówczas kolejny etap gry, którą prowadził niezmiennie od 1939 roku? Tym razem nie o Niepodległą Polskę, lecz o własne życie, życie najbliższej rodziny i współpracowników? Pytań dotyczących sensacyjnej historii Władysława "Pantery" Boczonia można postawić wiele, spróbujmy odpowiedzieć choćby na część z nich.

Dowiedz się więcej na temat: 1945 | czajka | Zduńska Wola | Wrocław | oficer | Pantera | kierownik | losy | wojsko | Poznań | kapitan | Gestapo | Niemcy | 1939 | Nie

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy