Reklama

Reklama

Nieistniejący świat nad Wartą

Zdziczałe drzewka owocowe, wypłaszczenia terenu po dawnych domostwach, czy też ślad nasypu po rozebranej linii kolejowej... W rozległej dolinie rzeki Warty przed jej ujściem do Odry tętniło niegdyś życie. Istniał tu Nowy Jork, Nowa Ameryka, Cejlon i wiele innych osad o podobnych, kolonijnych nazwach.

Końcówka osiemnastego stulecia kojarzy się Polakom z upadkiem ich królestwa i utratą niepodległości. W niemieckiej wtedy dolinie dolnej Warty był to okres wielkich przemian. Prowadzono tam prace regulacyjne, budowano wały przeciwpowodziowe, a na tereny wydarte mokradłom zaczęto kierować osadników. Był to dla nich nowy świat, część miejscowości otrzymała więc nazwy nawiązujące do tych, nadanych przez europejskich zdobywców Ameryki. Chociaż właściwiej byłoby porównać to, co zrobiono w dolinie Warty, z poczynaniami Holendrów, którzy część terenu swojej ojczyzny uzyskali poskramiając morze.

Reklama

Jak do tego czasu wyglądały rozlewiska Warty między Gorzowem Wielkopolskim a Kostrzynem nad Odrą, a więc na dystansie około 45 kilometrów?

Mniej więcej tak, jak obecnie zachowane rozlewiska w Narwiańskim Parku Narodowym czy Biebrzańskim Parku Narodowym. Twierdza Kostrzyn otoczona była wodami. Przejazd z twierdzy do obecnego śródmieścia, a więc w rejon dzisiejszego dworca kolejowego, wymagał pokonania siedmiu mostów. Przejazd z miasta w kierunku zachodnim oznaczał przejechanie przez trzydzieści mostów. Dla obrońców twierdzy takie usytuowanie było dogodne, jednak z perspektywy gospodarczej, bezkresne mokradła ciągnące się poza wschodni horyzont, były terenami niewykorzystanymi.

Życie na rozlewiskach

Pomysłodawcą skolonizowania niezamieszkałych dotąd rozlewisk Warty był król Fryderyk Wielki. Prace ruszyły w 1767 roku. Od Gorzowa Wielkopolskiego do Kostrzyna nad Odrą (a konkretnie do kostrzyńskiego osiedla Warniki) usypany został wał o wysokości około trzech metrów. Wzniesiono go przy północnym brzegu Warty. Istnieje on do dzisiaj, prowadzi nim na długim odcinku droga gruntowa. Osuszono rozlewiska, uregulowano rzekę, a trwające 18 lat prace pochłonęły ogromną kwotę miliona pruskich talarów.

Wielka inwestycja wodna przeprowadzona w końcowym biegu Warty na stałe zmieniła obraz tego rejonu. Wytyczone zostało jedno koryto Warty o dosyć prostym przebiegu. Usypano wał od Kostrzyna nad Odrą w stronę Czarnowskiej Górki koło Słońska, wyznaczający południowy kraniec rozlewisk Warty i Postomii, ba, zmienione zostało ujście Warty do Odry w taki sposób, aby twierdza Kostrzyn znajdowała się w widłach tych dwu rzek. Do tego czasu Warta kończyła swój bieg przed kostrzyńską twierdzą.

Na osuszonych terenach osadzono mieszkańców nazywanych Olendrami - przez analogię do mieszkańców Niderlandów. Prawdziwych Holendrów jednak nie sprowadzono, za to wśród osadników, oprócz Niemców, była zauważalna liczba Polaków. Akcja osiedleńcza trwała od 1767 do 1782 roku. Objęła w przybliżeniu obszar rozpościerający się na południe od Kamienia Małego i Witnicy oraz na północ od Słońska i Krzeszyc, głównie po południowej stronie obecnego przebiegu rzeki Warty. Na terenach dawnych rozlewisk zamieszkało 15 tysięcy ludzi. Są to tereny płaskie, położone na wysokości od 12 do 14 m n.p.m.

Ci, którzy zdecydowali się zamieszkać w takich warunkach, otrzymywali łan gruntu ornego i pół łana łąki. Dodać należy, że łan w Brandenburgii był miarą powierzchni liczącą około 17 hektarów. Dodatkowym beneficjum było zwolnienie od służby wojskowej - bez konieczności odbywania jej formy zastępczej, bo takiej wtedy nie znano. Jeszcze większą ulgę stanowiło ośmioletnie zwolnienie podatkowe. W zamian za to Olendrzy mieli kontynuować prace melioracyjne, kosić łąki, naprawiać wały czy też kopać rowy.

Osadnicy nie mieli łatwego życia. Swe osady budowali na terenach potencjalnie zagrożonych powodziami. Ich zajęciem był m.in. nadzór nad stanem wałów przeciwpowodziowych i konserwowanie tychże. W przysiółkach położonych nad samą Wartą znajdowały się też gospody, gdyż rzeka stanowiła wtedy ruchliwą arterię komunikacyjną. Na południe od Warty powstały wioski-ulicówki.

Prowadzona w latach 1767-1785 akcja osuszania mokradeł, nie doprowadziła do ich całkowitego zaniku. Połać rozlewisk pomiędzy Kostrzynem nad Odrą, a Słońskiem nie została osuszona ani skolonizowana. Do dzisiaj istnieją tam rozległe tereny zalewowe, zasilane wodami Warty oraz Postomii. Ta druga jest wprawdzie niewielką rzeczką, wpływającą do doliny Warty we wsi Krzeszyce, jednak jej ujście do Warty w Kostrzynie nad Odrą, koło mostu drogowego, wygląda tak, jak gdyby łączyły się ze sobą dwie potężne rzeki.

Przeglądając przedwojenne mapy, obejmujące dolinę Warty, łatwo zwrócić uwagę na intrygujące nazwy miejscowości. Na terenie obecnej gminy Słońsk widzimy wsie: Ceylon, Hampshire, Pensylvanien czy Jamaika. W gminie Krzeszyce znajdziemy: Maryland, Neu Dresden, Stuttgardt, a nawet wioskę Malta. Natomiast wzdłuż wału przeciwpowodziowego ciągnącego się przy północnym brzegu Warty (a więc po drugiej stronie rzeki) były takie przysiółki, jak: Charlestown, New York, Yorkstown, Ulrika czy Schwarzsee. Według spisu ludności z 1938 r. w pięciu wymienionych osadach mieszkały łącznie 53 osoby. Skromne przysiółki istniały także przy południowym wale przeciwpowodziowym.

Pociągiem do Ameryki

Niemała część nazw miejscowości nawiązywała więc do tradycji z czasów wielkich odkryć geograficznych, czyli nadawania staro brzmiących nazw w nowo zajmowanym świecie. Podążając na wschód od Kostrzyna nad Odrą, napotykamy: Kietzerbusch (obecne Chyżyno), Neu Amerika, Am Kanal czy też Schleenwerder. Ta ostatnia osada istniała na wydmach nieco na zachód od Czarnowskiej Górki (19 m n.p.m.), przy obecnej drodze krajowej nr 22 łączącej Kostrzyn nad Odrą z granicą rosyjską w Grzechotkach. W sumie, na terenach wydartych mokradłom, powstało 10 wsi i 37 przysiółków. Właśnie na wale południowym zbudowana została w 1896 r. linia kolejowa Chyżyno-Słońsk, wydłużona w 1906 r. do Krzeszyc, a w 1915 r. do Rudnicy. Odtąd możliwy był dojazd koleją z Kostrzyna, przez Chyżyno, do osad położonych przy południowym wale, oraz do wsi leżących na południe od rozlewisk Warty.

Przełomowe znaczenie dla historii tej części Brandenburgii miało pierwsze półrocze 1945 roku. Armia Czerwona nacierając w kierunku Berlina, miała do pokonania ostatnią, poważną przeszkodę terenową, jaką była, położona na samym końcu warciańskich rozlewisk, twierdza Kostrzyn. Po zniszczeniu miasta droga do stolicy Rzeszy Niemieckiej stanęła otworem. Wkrótce, w efekcie realizacji postanowień aliantów, miasto zostało podzielone granicą państwową na Odrze - oddzielającą Polskę od radzieckiej strefy okupacyjnej byłych Niemiec. Cały teren doliny Warty znalazł się w granicach Polski.

Minęło ledwie kilka dziesięcioleci i po części osad, położonych w najtrudniejszym terenie, nie ma już śladu. Co sprawiło, że tereny z takim trudem wydarte przyrodzie nie okazały się ziemiami obiecanymi, lecz... rajem porzuconym?


Być może to postęp cywilizacyjny, jaki nastąpił w okresie Polski Ludowej, przyczynił się do wyludnienia osad nad Wartą. W XIX wieku różnica poziomu życia pomiędzy nadwarciańskimi osadami a większymi miastami niemieckimi była relatywnie niewielka. W obu przypadkach czymś zwyczajnym było ogrzewanie domostw piecami kaflowymi, podróżowanie zaprzęgami konnymi lub pieszo, czy docieranie wiadomości z wielkiego świata... z opóźnieniem. Po II wojnie światowej nastąpiła niemal całkowita wymiana ludności. W miejsce Niemców, przywykłych od pokoleń do niełatwego życia u boku rozlewisk Warty, przybyli Polacy, którzy niekoniecznie byli przygotowani do tutejszych nadrzecznych warunków. Osadnicy nie wiedzieli, co ich na nowej ziemi zastanie...

Z biegiem czasu część miejscowości opustoszała, a zabudowania zniknęły z powierzchni ziemi. Podobna sytuacja miała miejsce w śląskich górach. Wiele sudeckich miejscowości, zwłaszcza w Górach Bystrzyckich i Górach Stołowych, przestała istnieć, bo ich mieszkańcy stopniowo przenieśli się do niżej położonych miast i wsi, gdzie życie było łatwiejsze.

Tuż po II wojnie światowej polskie władze zapewne planowały zasiedlić wszystkie miejscowości i przysiółki w dolinie Warty - wzdłuż obu wałów, północnego i południowego. Polska komisja nazewnicza nadała nazwy poszczególnym osadom i wioskom. Jednak egzotycznie brzmiące nazwy wcale nie zostały spolonizowane, lecz zastąpione polsko brzmiącymi, niezwiązanymi z historią tego terenu.

Jak wyglądało to wzdłuż wału południowego? Dotychczasowa Neu Amerika otrzymała nazwę Żabczyn. Przysiółek, czy też przystanek kolejowy Am Kanal zmieniono na Twardoszek, natomiast Schleenwerder na Ślężno. Położony przy wale północnym New York stał się Sążnicą, Yorkstown zmieniono na Ledargowo, osadę Ulrika na Niemścin, a zamiast Schwarzsee na mapach pojawiła się Niwka.

Podobnie było z wioskami leżącymi w dolinie Warty. Dzisiaj są to np. Czaplin (Ceylon), Budzigniew (Hampshire), Polne (Pensylvanien), Marianki (Maryland), Jamno (Jamaika), Krępiny (Neu Dresden), czy Piskorzno (Stuttgardt). I tylko Malta pozostała Maltą, jako jedyna przypominając o istniejących tu egzotycznych nazwach wiosek.

Jak widać, "Nowy Świat" zniknął najpierw w sposób symboliczny. A Nowa Ameryka? Jeszcze kilka lat po II wojnie światowej zatrzymywały się tam pociągi pasażerskie. Latem 1947 r. na trasie Kostrzyn - Chyżyno - Słońsk - Gorzów Zamoście jeździły dwa pociągi na dobę. Z dawnej Nowej Ameryki, a teraz Żabczyna, w stronę stolicy powiatu gorzowskiego można było odjechać o 4:15 i 15:45, natomiast w kierunku Kostrzyna - o 11:49 i 23:14. Pociągi, torem ułożonym na wale południowym, sunęły majestatycznie wolno. Do Gorzowa Zamościa, oddalonego od dawnej Nowej Ameryki o 58 km, pociąg jechał aż dwie i pół godziny. Składy zatrzymywały się także na przystanku Twardoszek, znajdującym się jakieś 4 km na wschód od Żabczyna, w miejscu, gdzie tor kolejowy przecinał Czerwony Kanał. Jaki był sens zatrzymywania pociągów na kompletnym odludziu; na przystankach, przy których mieszkało kilka osób, trudno to powiedzieć. W rozkładzie jazdy z 1954 r. nie ma już śladu po przystankach w Twardoszku i Żabczynie.

Wał opuszczony

Co zostało z dawnych miejscowości przy wale południowym? Niewiele. Przypatrzmy się im okiem kierowcy jadącego drogą krajową nr 22 w stronę granicy rosyjskiej. Stosunkowo największe znaczenie posiada Chyżyno, w którym w 2007 r. mieszkały... trzy osoby. W Chyżynie znajduje się stacja benzynowa przy rozwidleniu dróg krajowych nr 31 i 22, a także siedziba Parku Narodowego Ujście Warty, wyróżniająca się przeszkloną wieżą widokową. Nie ma tu nic więcej.

Dawna Nowa Ameryka, czyli Żabczyn, liczyła w 2007 r. niewiele więcej, bo 15 mieszkańców. Tam, gdzie znajdował się przystanek kolejowy Twardoszek - przy moście nad Czerwonym Kanałem - nie ma jakichkolwiek śladów osadnictwa. Po przysiółku Schleenwerder (przemianowanym po wojnie na Ślężno) też już nic nie zostało. Jedyną budowlą w pobliżu jest drewniana wieża widokowa na Czarnowskiej Górce.

Przeprawmy się teraz na północny brzeg Warty. W miejscu, gdzie do rzeki dochodziła droga gruntowa z Kamienia Wielkiego, istniała od 1786 r. malutka osada Schwarzsee, czyli Niwka. Przed II wojną światową kursował tutaj prom przez Wartę. Staraniem Parku Narodowego Ujście Warty, powstałego w 2001 r., stanęła w byłej Niwce drewniana wiata. Obok niej ustawiono tablicę informującą o dziejach przysiółka Niwka. Dzięki niej wędrowcy, którzy zapuszczą się w to miejsce, mogą się dowiedzieć, że niegdyś funkcjonowała tutaj gospoda. Na zachód od Niwki istniały kolejno: Yorkstown, Ulrika i New York. Miejsca te wyróżniają się dzisiaj głównie tym, że obok wału znajdują się wypłaszczenia terenu (nasuwają skojarzenie z zatoczkami autobusowymi), na których stały pojedyncze budynki mieszkalne. Obok nich rosną drzewa.

Przy północnym brzegu Warty zachowało się bardzo niewiele budynków. Najokazalszym jest stara, niemalże zabytkowa stacja pomp na osiedlu Warniki w Kostrzynie nad Odrą. Oprócz niej funkcjonuje kilka innych stacji pomp. Na południowym brzegu Warty, tuż przy jej korycie, uchowała się osada Oksza, dawniej nosząca nazwę Reinickerhof. Dalej, na południe od Warty, w rejonie Słońska, Lemierzyc i Krzeszyc, sieć osadnicza na terenach wydartych mokradłom przetrwała do dzisiaj. Tamtejsze wioski-ulicówki przetrwały, nie doszło do ich wyludnienia. Nie ma już za to wielu śladów po linii kolejowej z Kostrzyna przez Chyżyno, Słońsk do Gorzowa Wielkopolskiego. Planowy ruch pociągów ustał na niej z końcem maja 1992 roku. Kilka lat później na pojedyncze fragmenty torowiska połakomili się złomiarze. Planową rozbiórkę przeprowadzono w 2008 roku. Pozostał jedynie krótki, dosłownie kilkumetrowy odcinek toru, odgałęziający się na byłej stacji Chyżyno od magistrali nadodrzańskiej, zakończony kozłem oporowym. Także w Żabczynie, a więc w dawnej Nowej Ameryce, pozostawiono kilkumetrowy fragment torowiska na przejeździe prowadzącym do tej mikroskopijnej osady. W 2010 r. podczas remontu przepustów pod drogą krajową nr 22 przystosowano do tymczasowego ruchu samochodowego i wyasfaltowano dawne mostki kolejowe nad kanałami, m.in. w Chyżynie przy dyrekcji Parku Narodowego Ujścia Warty. W ten sposób po raz ostatni pełniły one funkcję transportową.

Czy można sobie wyobrazić, żeby nadwarciański Nowy Jork, czy Niwka ponownie zatętniły życiem? Naturalnie można, ale obecnie obowiązujące regulacje prawne czynią takie marzenie utopijnymi. Trzeba by było zmienić przepisy dotyczące wznoszenia budynków mieszkalnych w parkach narodowych, zmienić plan ochrony Parku Narodowego Ujście Warty i spełnić multum przepisów dotyczących ochrony środowiska, wywozu śmieci i odprowadzenia ścieków. Żeby do tego doszło, należałoby przekonać posłów i urzędników ministerialnych. Koszty takiej operacji byłyby ogromne i można je rozpatrywać chyba już tylko w kontekście fantastyki naukowej.

W 2014 r. znowelizowane zostało prawo dotyczące wałów przeciwpowodziowych. Odtąd zezwolono na podróżowanie po nich rowerami. Piesze wędrówki wałem dotąd też nie zawsze były możliwe. Decyzją wojewody lubuskiego zabraniano niekiedy wstępu na wał, np. podczas poprzedniej powodzi latem 2010 roku. Najlepiej udać się na taką wędrówkę na przedwiośniu, albo pod koniec jesieni. Jest wtedy szansa, aby na terenie nieistniejących przysiółków, znajdujących się niegdyś wzdłuż wałów, dostrzec resztki dawnych posesji...

Tomasz Rzeczycki

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację
Dowiedz się więcej na temat: odkrywca | historia | Wielkopolska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy