Piłsudski, wirujące stoliki i fenomen z Warszawy

Józef Piłsudski: Jednego się zawsze obawiałem: żeby to „coś” mnie nie tknęło i dlatego paliłem światło…

Okres Polski międzywojennej to czas niezwykły i magiczny dla naszego kraju oraz narodu. Lata dwudzieste XX wieku charakteryzował optymizm, radość i euforia z powodu zakończenia wojny i odzyskania niepodległości. Jednocześnie wspomnienia okropieństw wojny i tragicznych losów narodu miały wpływ na rozwój duchowy kolejnych pokoleń Polaków.

Reklama

Spirytualizm rozwijający się w Europie i na świecie padł na podatny grunt także w Polsce. Praktyki okultystyczne były jednak zakazane pod zaborami, szczególnie w zaborze rosyjskim. Jedynie na terenie Austro-Węgier panowała większa swoboda. Krakowski "Czas" pisał o wirujących stolikach i eksperymentach w Ameryce, które pozwalały na rozmowy z duszami zmarłych za pośrednictwem stołów. Właśnie tu, w Krakowie, przeprowadzono pierwsze doświadczenia, które dokumentowano w prasie. Najbardziej niewytłumaczalne wydarzenia miały miejsce podczas seansów z udziałem Marii Czechównej. Przesuwała ona siłą woli ciężkie biblioteczki i stoły, wprawiała w wirowy ruch lustra i obrazy. To właśnie Czechówna została uznana pierwszym polskim medium.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości seanse spirytystyczne organizowano w niemal każdym domu. Zapotrzebowanie na "zdolności" wróżek i jasnowidzów utworzyło rynek dla całej plejady specjalistów od wiedzy tajemnej. Wróżono z kart tarota, obliczano horoskopy, analizowano pismo. Wróżbici przepowiadali przyszłość z dłoni, z kawowych lub herbacianych fusów, z kurzego jajka wbitego do szklanki albo szklanej kuli. W prasie codziennej pojawiały się liczne ogłoszenia "mistrzów wiedzy tajemnej", które do dziś stanowią ciekawą lekturę. Demaskowaniem szerokiego grona hochsztaplerów zajął się jeden z członków Warszawskiego Towarzystwa Psycho-Fizycznego zamieszczający swoje felietony w Ilustrowanym Kuryerze Codziennym pod pseudonimem St. Ardens.

Nie wszyscy jednak wróżbici i estradowi magicy wydawali się oszustami...

Wolf Messing jako dziecko przemierzył niemal całą Europę, zatrudniając się w różnych trupach cyrkowych. Po powrocie do kraju przeprowadzono z nim szereg eksperymentów, które udowadniały, że posiadał... dar telepatii. Ścieżki losu zaprowadziły go w końcu do Związku Radzieckiego. Zrobił tam zawrotną karierę. Podobno był szpiegiem pracującym dla sowieckiego wywiadu.

Olbrzymią sławę nie tylko w Polsce, ale i na świecie zdobyła zielarka Agnieszka Pilchowa. Ówczesny prezydent Czechosłowacji namawiał ją nawet do zamieszkania na Hradczanach. Część z jej wizji wydaje się całkowitym wymysłem, jak ta o wędrówkach astralnych między innymi na planetę Mars (tam podobno poznała istoty będące od ludzi na wyższym poziomie rozwoju). W ostatnich latach przed śmiercią miała jednak ogłosić bardziej znaczącą przepowiednię. Doszukiwano się w jej proroctwie ostrzeżenia o zbliżającej się wojnie światowej i opisu zrzucenia bomby atomowej na Hiroszimę.

Piłsudski: Żeby to "coś" mnie nie tknęło

Faktem jest, że wiele znanych osób ze świata sztuki, nauki czy polityki korzystało w okresie międzywojennym z usług jasnowidzów i wróżbitów. Świat spirytualizmu nie był także obcy marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu. Oddam głos samemu Naczelnikowi:

"A Belweder! Gdybyście państwo wiedzieli, co się działo w Belwederze...! to ja przez cztery lata nigdy tam światła nie gasiłem spałem przy lampie. (...) Stale co wieczora, gdym się położył, słyszałem wyraźne kroki do koła mojego łóżka, ku oknu i z powrotem. Po tym zaczynało się stukanie w szklane naczynie z owocami, w klosz lampki elektrycznej... Jednym słowem cała seria dźwięków niemożliwych do wytłumaczenia. Jednego się zawsze obawiałem: żeby to »coś« mnie nie tknęło dlatego paliłem światło..."1

To zapalone światło w Belwederze jest znaczące dla życia duchowego Marszałka. Bolesław Wieniawa-Długoszowski opisywał pewne wydarzenie, do którego doszło na froncie w 1915 roku. Pewnego wieczora Komendant wyraził zgodę na przeprowadzenie w gronie oficerskim eksperymentu. Ustawiono stolik, na nim położono arkusz z wypisanym alfabetem, do tego porcelanowy spodek ze wskazówką. Wkrótce wskazówka zaczęła się obracać i udzielać odpowiedzi na zadawane pytania.

Pytanie zdecydował się zadać także Piłsudski. Komendant zaprosił do stołu "ruskiego gienierała", co poskutkowało pojawieniem się wśród obecnych ducha generała Nikołaja Liniewicza (znanego z wojny japońsko-rosyjskiej). Po krótkiej wymianie zdań Piłsudski zapytał go, czy zbliżające się święta będą spokojne, czy też powinni oczekiwać nękania Moskali. Liniewicz zapowiedział, że święta będą spokojne, Moskale jedynie pozorować będą atak na ich umocnienia, a natarcie pójdzie bardziej na południe... Tak też według relacji świadków się stało.

Z Józefem Piłsudskim związanych jest wiele anegdot dotyczących jego doświadczeń nadnaturalnych. Warto przy tej okazji wspomnieć jedną z ciekawszych towarzyskich relacji, jaka nawiązała się pomiędzy Naczelnikiem a inżynierem Stefanem Ossowieckim, nazywanym fenomenem z Warszawy.

Inżynier Stefan Ossowiecki ujawnił zdolności paranormalne już w wieku czternastu lat. Był w stanie poruszać przedmiotami na odległość i wykorzystywał to w zabawie z rodziną i znajomymi. Wspominał, że kazał przywiązywać się do krzesła, a wtedy przyciągał do siebie zegary, stoły i fotele. Urodzony w Moskwie, ale pochodził z polskiej rodziny. Jego ojciec był asystentem profesora Mendelejewa. On sam także poświęcił się nauce i ukończył Instytut Technologiczny w Petersburgu, uzyskując tytuł inżyniera chemika.

Józef Piłsudski był częstym gościem w domu inżyniera. Obaj mężczyźni przeprowadzali wspólne eksperymenty, w tym także telepatyczne. Podczas jednego z nich, Piłsudski i Ossowiecki równo o północy, przebywając w swoich gabinetach, mieli wypowiedzieć w myślach zdanie, a potem pozazmysłowo je odczytać. Eksperyment ten zakłóciła żona inżyniera, która weszła do pokoju Ossowieckiego i zbeształa męża za nadużywanie elektryczności. Inżynier był pewny, że doświadczenie się  niestety nie powiodło, jednak następnego dnia Piłsudski opisał dokładnie to, co usłyszał z ust jego małżonki.

Fenomen z Warszawy

Marszałek niewątpliwie bardzo cenił sobie towarzystwo jasnowidza. Kolejna z anegdot, dotycząca ich relacji, miała miejsce podczas wspólnego obiadu. Piłsudski napisał na kartce zdanie, które włożył do koperty. Poprosił potem Ossowieckiego o odczytanie zawartości listu bez jego otwierania. Inżynier zrobił to podobno bez wysiłku, wypowiadając zdanie: "Pocałuj mnie w dupę". Możemy przypuszczać, że Ossowiecki, znając Naczelnika i jego cięty język, nie musiał w tym wypadku wykazywać się wielkim talentem jasnowidztwa. Kiedy jednak żarty odstawiono na bok, marszałek miał zaproponować jasnowidzowi pracę w wywiadzie. Inżynier odmówił, twierdząc, że Niemcy szybko by go wykończyli.

Ossowiecki błyskawicznie zyskał miano fenomena z Warszawy. Jego zdolności poddawano licznym eksperymentom przeprowadzonym w obecności badaczy z Francji, Anglii i USA.

Czy inżynier rzeczywiście posiadał zdolności, które mu przypisywano? Trudno nam zweryfikować w czasach obecnych jakość eksperymentów sprzed lat. Bez wątpienia ludzie chcieli wierzyć w trudne do wyjaśnienia fenomeny, ubarwiające ich codzienne życie. Podobnie nie sposób wyrokować, czy Józef Piłsudski posiadał dar telepatii. Możliwe, że to Ossowiecki umacniał w nim wiarę w parapsychiczne zdolności.

>>>O tym, jak magia czyni cuda, a jak duchy zawędrowały do Belwederu, pisała też Dominika Głowacka<<<

Faktem jest natomiast, że zdolności inżyniera starano się wykorzystać w różny sposób. Jednym z nich było poszukiwanie osób zaginionych.

Balon "LOPP"

Najbardziej spektakularnymi poszukiwaniami opisywanymi na bieżąco w prasie polskiej i zagranicznej były próby odnalezienia balonu "LOPP", biorącego udział w zawodach balonowych Gordona Benetta w 1936 roku. Kontakt z polską załogą, Antonim Januszem i Stanisławem Brenką, urwał się jakiś czas po starcie i obu baloniarzy uznano za zaginionych. Rosjanie rozpoczęli poszukiwania balonu w okolicach Archangielska i Leningradu, nie zgodzili się jednak na dołączenie do poszukiwań polskich samolotów cywilnych. Wtedy poproszono o pomoc Ossowieckiego. Inżynier dokładnie opisał przelot polskiego balonu i podał przybliżone miejsce lądowania. Piloci wkrótce zostali odnalezieni, a miejsce, które wskazał inżynier i droga, którą przebyła załoga, zgadzała się z jego ustaleniami. Co prawda większość podawanych przez inżyniera wskazówek miała charakter ogólny, jednak kilka informacji wydawało się nieprzypadkowych.

W publikacjach dotyczących Stefana Ossowieckiego można odnaleźć informację, że Ossowiecki przewidział swoją śmierć. Wiele osób twierdzi, że widziano jego ciało wśród rozstrzelanych w Warszawie 5 sierpnia 1944 roku. Ciała inżyniera jednak nigdy nie odnaleziono, a jego grób na Powązkach jest symboliczny.

Dziś można oczywiście zadawać sobie pytania, czy znając okoliczności swojej śmierci inżynier nie powinien był jej zapobiec? Po co dar jasnowidzenia, skoro nie potrafimy go wykorzystać? Odpowiedź na to pytanie pozostanie tajemnicą Ossowieckiego, czyniąc jego i inne postaci tamtego okresu jak i polskie międzywojnie jeszcze bardziej magicznymi.

Tomasz Duszyński - dziennikarz, pisarz, scenarzysta, z wykształcenia historyk. W sierpniu 2017 roku ukazała się jego powieść "Impuls" (wydawnictwo Sine Qua ­Non). Jest to alternatywna historia międzywojennej Polski, w której odnaleźć można wątki zawarte w tym artykule - Józef Piłsudski szuka ratunku dla kraju i narodu w seansach spirytystycznych...

Bibliografia:

Semczuk Przemysław, Magiczne Dwudziestolecie,

Boruń Krzysztof, Boruń Katarzyna, Ossowiecki - zagadki jasnowidzenia,

Ossowiecki Stefan, Świat mego ducha i wizje przyszłości.

Przypisy:

1 Przemysław Semczuk, Magiczne dwudziestolecie, Warszawa 2014, s. 201

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL