Reklama

Reklama

Skarb z Pożarzyc

- Horst wielokrotnie do nas przyjeżdżał, raz nawet nocował. Często towarzyszył mu jako kierowca i tłumacz jego znajomy z Wrocławia, mieszkający chyba na Krzykach. Zdaje się, też z pochodzenia Niemiec, ale miał żonę Polkę. Jak przyjeżdżali, chodzili po okolicy, może nawet i węszyli za czymś, ale ojca nigdy w te ich sekrety nie wprowadzali. Przyjeżdżał tu niby swój dom i pola oglądać - wspomina. Zestawiając powyższą wypowiedź z dotychczas znanymi informacjami, możemy się domyśleć, że chodzi o Manfreda Thomasa. Mimo że jego personalia nie padają w opowieści, występuje w identycznym kontekście jak w raportach z 1983 roku.

Reklama

- Wiedział, że ten skarb miał tu być, choć nie za bardzo wiemy skąd - wspomina pani Janina Turkiewicz - matka Czesława, która również zechciała podzielić się z nami swoimi wspomnieniami. - Horst z nami na ten temat nie rozmawiał - dodaje jej syn.

- Ojca namawiał jedynie, żeby wykopał sobie ukryte w czasie wojny w pobliskiej piaskowni motor i radio. Ale tata bał się min, pełno ich tu było, nawet niedawno granat moździerzowy na polu znaleźliśmy. Pamiętam, że bardzo mu zależało na zaginionym od wojny portrecie swojego ojca. Mówił, że gdybyśmy go znaleźli to dobrze zapłaci. Niestety, mimo kilku remontów domu i zagrody na nic nie trafiliśmy. Co ciekawe, Państwo Turkiewiczowie zapytani o wojenne losy Kaiserów nieco inaczej je przedstawiają niż autor przytoczonego wcześniej raportu z lat 80. Podobno ojciec Horsta miał zataić i nie przekazać inwentarzy w ramach kontyngentów dla wojska.

"Życzliwi" sąsiedzi poinformowali o tym władze. W efekcie gospodarz został ukarany, w jaki sposób - trudno ustalić szczegóły. Jedna wersja mówi, że ojca wcielono do wojska i wysłano na front wschodni inna, że trafił do obozu. Tak czy inaczej, w przekazach utrwaliło się, że Horst znienawidził niemieckich mieszkańców wioski. Tuż po wojnie zaczął się mścić, wskazując Polakom miejsca, gdzie Niemcy ukrywali przed wysiedleniem swój dobytek. Naraził się tym swoim rodakom do tego stopnia, że jeszcze w latach 70. i 80. przyjeżdżając w te strony, rozpytywali o Horsta chcąc wydobyć jego adres w RFN. Przezornie jednak, podczas swych wizyt w rodzinnej wsi, nigdy nie ujawnił miejsca zamieszkania.

O tajemniczym konwoju, który w 1945 roku przybył do Poseritz nasi rozmówcy niestety nic nie słyszeli. Pytamy wobec tego o wydarzenia z lat 80., które z pewnością musieli zapamiętać. Tym bardziej, że poszukiwania odbywały się nieopodal ich gospodarstwa.

- Było to ok. 1982-1983. Wojsko przyjechało ciężarówkami na dwa dni... zdaje się pod koniec lata. Rozłożyli obóz przy tej żwirowni - mówi Czesław Turkiewicz wskazując na majaczącą kilkaset metrów za zabudowaniami kępę wysokich krzewów. - Co wieczór było widać, że palą ogniska, postawili również dwa duże namioty. Przychodzili do rodziców i wypytywali o różne sprawy - wspomina. Pani Janina również zapamiętała wydarzenia sprzed ponad ćwierćwiecza. - Było takich dwóch co przyjeżdżali gazikiem, jeden w cywilu, drugi w mundurze... zdaje się porucznika. Próbowali wydobyć od męża informacje na temat tego schowka. Lecz my nic nie wiedzieliśmy, bo skąd? Do Pożarzyc trafiliśmy w 1946 roku, a wtedy Niemców już tu nie było wielu. Wojsko nawet mnie tam woziło żeby im coś pokazywać - opowiada. - Ale co ja mogłam im wskazać? My do dzisiaj nie wiemy jak dowiedzieli się o tym skarbie? Ci wojskowi tylko pytali, lecz niewiele nam mówili. Coś tam tylko bąknęli, że szukają czegoś wywiezionego z muzeum wrocławskiego. Zresztą w telewizji później o tym było, tyle, że nie wymienili naszej miejscowości - przypomina sobie nestorka rodu Turkiewiczów.

- Na koniec widziałam jak wyjechały dwie załadowane ciężarówki. Co było na pakach... nie wiem. Niecodzienna wizyta mundurowych nie przebiegła jednak bez incydentów. - Musiał się też zdarzyć wypadek jakiś. W pewnym momencie usłyszeliśmy kolejną głośną eksplozję - wspomina Pan Czesław. - Dowiedzieliśmy się, że dwóch żołnierzy zostało rannych. Myślę, że może ta skrytka była zaminowana i coś poszło nie tak. Chociaż możliwe, że źle założyli ładunek podczas wysadzania tego wielkiego kamienia, co stał przy żwirowni. Zresztą tu po polach, od kiedy pamiętam, zalega sporo tego żelastwa. Po skończonej rozmowie jedziemy do żwirowni, która od dawna służyła mieszkańcom okolicznych wiosek za wysypisko. Obecnie jest likwidowane, teren niedługo zostanie zrekultywowany. Trudno w resztkach śmieci dopatrzyć się czegokolwiek.

Horst Kaiser pojawił się w Pożarzycach po raz ostatni na początku lat 90. Nie wiadomo czy żyje, po Manfredzie Thomasie również ślad zaginął, choć widziany był przez mieszkańców podczas akcji wojska w 1983 roku, jak coś wskazywał przy żwirowni. Można przyjąć, że powyższa sprawa jest jedną z nielicznych zakończonych faktycznym wydobyciem poniemieckiego depozytu. Niestety, nie wiemy co zawierał i co się z nim stało. Być może zasilił kasę MSW? Może część trafiła do jakiegoś muzeum? Jeżeli ktokolwiek z Czytelników coś wie na ten temat, prosimy o kontakt. My tradycyjnie sprawy nie porzucamy, w miarę możliwości będziemy starali się ją rozwiązać do końca, odpowiadając na postawione wcześniej pytania.

Piotr Maszkowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne