W imieniu Rzeczpospolitej... Gra, która się nigdy nie kończy (cz. 2)

Głęboko zakonspirowany agent, etatowy pracownik Abwehry działający w sercu wroga, kierownik kilku prężnie działających siatek wywiadowczych - kapitan Władysław Boczoń ps. "Pantera". Jego zagadkowe losy prowadziły przez meandry największych tajemnic polskiej konspiracji i bezlitosnej walki prowadzonej z Gestapo, poprzez Polskę, Niemcy, słoneczną Grecję i granicę neutralnej Turcji, aż do finału w styczniu 1945 roku. Finału, który okazał się jedynie wstępem do kolejnej, tym razem powojennej tajemnicy.

Breslau - marzec 1940 roku

Wczesnym rankiem, na jeden z peronów Dworca Głównego wtoczył się pociąg z Krakowa - stolicy Generalnej Guberni. Wysiadł z niego mężczyzna z elegancką walizką, który niespiesznie podążył do kamienicy przy Neue Taschenstrasse 21. Tu właśnie, w niewielkim pensjonacie prowadzonym przez Magdę Battke, mieścił się punkt kontaktowy niemieckiego wywiadu wojskowego. Mężczyzna został serdecznie powitany przez gospodynię i zaproszony do salonu, gdzie przy gorącej herbacie miał oczekiwać na przyjazd szefa wrocławskiej Abwehry - mjr. Fabiana. Kapitan Władysław Boczoń, ps. "Pantera", od kilku tygodni zaprzysiężony członek Komendy Obrońców Polski, ps. "Pantera", przygotowywał się do tej rozmowy bardzo starannie. Rozpoczynała się najbardziej niebezpieczna gra jaką mógł podjąć oficer wywiadu - próba wejścia w szeregi wroga. Po krótkim telefonie i kilkunastominutowym oczekiwaniu, w salonie zjawili się oficerowie mjr Fabian i kpt. Hoffman, którzy nie ukrywali zadowolenia z faktu iż "dr Richard Wagner" - pod tym nazwiskiem oficjalnie miał występować Boczoń - zjawił się zgodnie z umową we Wrocławiu. Przez następne godziny Boczoń konferował z szefem wrocławskiej placówki, prezentując niewiele mijający się z prawdą drobiazgowy i fachowo przygotowany raport obrazujący sytuację w Generalnej Guberni - nastroje społeczne, oburzenie na terror Gestapo, i powszechną chęć oporu jaką przejawiali Polacy. Szczególne zaciekawienie wzbudził numer podziemnej gazetki wydanej przez KOP pt. "Polska Żyje". Wkrótce mężczyźni udali się do jednej z lepszych restauracji na obiad i kieliszek czegoś mocniejszego. Major Fabian wydawał się być usatysfakcjonowany, jego plan - pozyskania do współpracy bardzo dobrego fachowca, oficera służby czynnej i swojego przedwojennego przeciwnika - realizował się po jego myśli. On sam, wykształcony prawnik, bardzo wcześnie związany z wywiadem, uważał się za profesjonalistę w odróżnieniu od "kaleczących" fach rzeźników z SS i Gestapo. Niemcy na samym wstępie zastrzegli, że nie chcą kolejnego V-manna (niem. Vertrauensmann - człowiek zaufany), czyli zwykłego agenta. Interesuje ich raczej wykorzystanie wiedzy i dorobku polskiego oficera, który świadomie podejmie z nimi ścisłą współpracę, w dalszym ciągu opracowując raporty dotyczące sytuacji w Polsce, poszukując jednocześnie kontaktu z innymi oficerami Oddziału II. W dalszej kolejności dr Wagner miał objąć kierownictwo jednej z mniejszych placówek Abwehry. Boczoń poprosił o kilkutygodniową zwłokę, podkreślając przy tym, że jest specjalistą od pracy w terenie, ze szczególnym wskazaniem kontrwywiadu. Oficerowie Abwehry oferowali mu sporo swobody, dokumenty, pieniądze i praktycznie wolną rękę. Z Prezydium Policji wydano mu paszport o numerze 93/40, na nazwisko Toni'ego Barcklay'a oraz specjalną przepustkę. Następnego dnia "świeżo upieczony" pracownik niemieckiego wywiadu wyruszył z Wrocławia z zadaniem zorganizowania własnego źródła informacji, szlifowania języka niemieckiego i nawiązania jakiegokolwiek kontaktu z polskim podziemiem. W ciągu najdalej dwóch miesięcy miał porozumieć się z centralą we Wrocławiu, gdzie będzie czekać na niego konkretna propozycja przydziału. Abwehra cierpliwie czekała?

Reklama

Dwa miesiące później, do drzwi pensjonatu Frau Battke ponownie zadzwonił "drogi dr Wagner", na którego czekał jego "ulubiony" pokój. Polski oficer przybył z sensacyjnymi wynikami swojej pracy. Przede wszystkim udało mu się wstąpić do jednej z organizacji, gdzie objął pewne funkcje w kontrwywiadzie. Przywiózł fragmenty regulaminów i dokumentów wytworzonych przez organizację, przygotował również kolejny raport dotyczący sytuacji w okupowanej Polsce. Do Abwehry popłynęły strumieniem odpowiednio spreparowane informacje. Również takie, które doprowadziły do aresztowania "polskiej agentki" występującej pod fałszywym nazwiskiem Helena Przygoda. Była to faktycznie przedwojenna współpracowniczka Oddziału II, która jednak została przewerbowana przez Gestapo i doprowadziła do wsypania wielu polskich konspiratorów z Ostrowa Wielkopolskiego. Dostarczone przez Boczonia dowody "współpracy" Przygody z podziemiem wystarczyły do wysłania jej do obozu w Ravensbrück. W efekcie Boczoń, jako dr Richard Wagner, miał być traktowany jako oficer Abwehry, pozwolono mu również kontynuować pracę w terenie. Od tej pory do Wrocławia regularnie zaczęły napływać sumienne raporty, które utwierdzały mjr. Fabiana o odpowiednim wyborze.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy