Reklama

Reklama

Dokąd maszerujemy?

Jeszcze tylko jeden jesienny pobór. Ostatni. Od przyszłego roku do koszar pójdą tylko ochotnicy. Wojsko ma się przekształcić w armię zawodową, profesjonalnie przygotowaną na nowe rodzaje zagrożeń. Zapowiada się najtrudniejsza operacja od zakończenia drugiej wojny światowej.

Na armie zawodowe decyduje się coraz więcej państw. Z poboru zrezygnowała już prawie cała stara Europa (poza Niemcami, Austrią, Szwajcarią i krajami skandynawskimi) i kilka krajów dawnego Układu Warszawskiego (Czechy, Słowacja i Rumunia). Kart poborowych nie wręcza się już na Łotwie i od tego roku w Chorwacji. Poza Europą najbardziej znaną i zarazem najsilniejszą armią zawodową jest armia amerykańska. Wyłącznie zawodowcy służą także w Kanadzie, Australii, Nowej Zelandii, Japonii, Indiach, Argentynie, Maroku, Arabii Saudyjskiej (patrz mapa).

Reklama

Na ścieżkę wiodącą ku pełnemu uzawodowieniu nasze wojsko wkroczyło kilka lat temu, kiedy stało się jasne, że z poborowego branego kiedyś w kamasze na dwa lata, a dziś na 9 miesięcy, nie uda się zrobić operatora nowoczesnego i coraz bardziej kosztownego uzbrojenia: co najwyżej zwykłego piechura, kierowcę, kucharza czy wartownika.

Czytaj więcej w Polityce.

Juliusz Ćwieluch, Marek Henzler

Dowiedz się więcej na temat: wojsko

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy