O Kaziku, który wrócił do piekła

O Izraelu mówi: "To mój kraj". Z dumą opowiada o jego rozwoju: - Dość powiedzieć, że w 1946 r. z Tel Awiwu do Jerozolimy jechałem wąską na 3 m szutrową szosą. Przez całe 60 km nie było jednego drzewka, a tylko kamienna pustynia. Teraz te dwa miasta są połączone dwiema autostradami otoczonymi piękną zielenią. Pokazuje również hipermarkety sieci, którą przez wiele lat zarządzał przed przejściem na emeryturę. Podkreśla też, że jest różnica między Izraelem a każdym innym państwem na świecie: - Ten kraj jest w strasznym niebezpieczeństwie. Inne narody mogą przegrać kolejne bitwy, a nawet wojny - trafią najwyżej pod okupację, ale po jakimś czasie i tak odzyskają państwo. My nie. Żydzi są w specyficznej sytuacji: dla nich już jedna przegrana bitwa może oznaczać koniec. I śmierć narodu. Przypomina, jak jesienią 2005 r. prezydent Iranu Mahmud Ahmadineżad wezwał do "wymazania Izraela z mapy": - A świat nic. Nie mówię, że trzeba z nim wojować. Ale gdyby politycy chcieli zareagować, to mogli - są różne możliwości. Przynajmniej Narody Zjednoczone powinny takie wystąpienia potępiać. Przez te prawie 65 lat żaden naród nie wypowiedział się tak w stosunku do innego. Nie jestem nacjonalistą, ale myślę o tym z przerażeniem. Izrael to ledwie 20 tys. km kw., na których żyje 7 mln obywateli, w tym 5 mln Żydów, milion Arabów i milion innych nacji. Jak widać, dla niektórych to też za dużo. Jak nie dałem się wciągnąć do komory gazowej Niemcom, tak nie dam się wciągnąć do komory gazowej teraz.

Reklama

Jednak pytany, czy ma sens budowanie muru między terenami izraelskimi a palestyńskimi (widać go z ulubionego miejsca spacerów Kazika w Jerozolimie), mówi: - Oczywiście, że na dłuższą metę to nie jest żadne wyjście i nigdy żadnym Murem Pokoju być nie może. Tyle że na razie, dziś, w żaden inny sposób nie da się obu stronom tego pokoju zabezpieczyć. Myślałem, że wraz z moją wojną skończyły się wszystkie wojny. Że moi synowie nie będą już walczyć. Tymczasem obaj też musieli się bić. Powtarza: - Zemsta, nienawiść nie buduje, niczego nie daje. U nas też nie brak tych, którzy, gdyby mogli, wszystkich by wyrzucili. Fundamentaliści są wszędzie. Po czym dodaje: - Jestem szczęśliwy, że przez te wszystkie lata - podczas wojny i potem w Izraelu - nikogo nie zabiłem. W każdym razie bezpośrednio. Pewnie, nie wiem, czy gdybym stał naprzeciw kogoś, to bym nie strzelił. Ale to co innego.

Państwo Izrael decyduje się uczcić tych, którzy przeżyli dopiero w 1953 r. Ale ustawę o pamięci Szoa Kneset przyjmuje przy niemal pustej sali, co dowodzi, jak silne są wciąż opory. Nie bez powodu pewnie Simcha Rotem nie dostał żadnego państwowego odznaczenia za udział w powstaniu i walkę podczas wojny. - Jeżeli jest Pan Bóg i jeżeli jest sprawiedliwy, to mnie oceni. Zresztą nigdy nie oczekiwałem od nikogo, że ma mi coś dać... - komentuje Kazik. Wspomina: - Ale mniej więcej od tego czasu także my, powstańcy, zaczęliśmy być zapraszani na różne wspomnieniowe pogadanki do szkół, jednostek wojskowych. W 1963 r. Simcha Rotem zostaje członkiem Rady Yad Vashem, która decyduje, komu przyznać tytuł Sprawiedliwego wśród Narodów Świata.

Polskie twarze

Kazik postarał się, by wszyscy Polacy, którzy pomagali powstańcom z getta i których nazwiska udało się ustalić, mieli drzewka sprawiedliwych w Yad Vashem. Więcej, kiedy zaczęły się naciski, które mają być bliżej głównej alei, pilnował, by to poświęcone jego przyjaciołom - Marysi Sawickiej, Annie Wąchalskiej i Stefanowi Siewierskiemu - znalazło się w eksponowanym miejscu. - Oni pomagali nam po wyjściu z getta. Stefek przypłacił to życiem. Anna jest najszlachetniejszym człowiekiem, jakiego spotkałem w życiu. Choćby taka sytuacja: w tych pierwszych dwóch czy trzech tygodniach po akcji w kanałach przyszedłem do niej 5 minut przed godziną policyjną. Pukam, otwiera, ale stoi w drzwiach, tzn. nie daje mi wejść. Mówi, że Stefana zabili i chwilę temu wyszło od niej gestapo, ale mogą zaraz wrócić. Mimo to poprosiłem o przechowanie mnie. I ona, po tym wszystkim, pozwoliła mi zostać na noc.

W sporze o ocenę pomocy Żydom w czasie okupacji ma jasny pogląd: - Każdy naród powinien widzieć wszystkie strony swojej historii. Problem z Polakami polega na tym, że chcą dostrzegać tylko tę jasną, piękniejszą część swojej twarzy. Ciemniejszej już nie mają odwagi oglądać. Nie wiem, czy ktoś bardziej ode mnie ceni tych Polaków, którzy nam podczas wojny pomogli. Nie wiem, czy sam byłbym gotów zrobić więcej, niż oni zrobili dla nas. Potrafię zrozumieć, że ktoś nie chciał się narażać, ukrywając Żyda. Ale kiedy na ulicy wskazywał Niemcom Żyda albo wydawał żydowskie dzieci, to inna sprawa. O to mam pretensje. I nigdy nie podam komuś takiemu ręki tylko po to, by miało to służyć kosmetyce tej brzydszej części twarzy.

Przy okazji przytacza świeże wspomnienie: - Kilka lat temu byłem w Krakowie i spacerowałem ze znajomym o semickich rysach. Naprzeciwko nas szedł młody człowiek i kiedy był już blisko, niespodzianie splunął mojemu koledze między oczy. Mnie widać nie uznał za Żyda... Nie wiedziałem, co zrobić. Może i dobrze, że nie zareagowałem, bo ta menda była o głowę ode mnie wyższa, taki atleta... Nie do uwierzenia.

Ale o powstaniu w getcie Kazik mówi: - To było powstanie Żydów polskich. Urodziliśmy się w Polsce i byliśmy polskimi obywatelami. Na obchody 65 rocznicy zabiera synów i wnuki. Przyrzekł, że pokaże im Polskę. Niektóre już tu były, ale najmłodszej 12-letniej wnuczce chce pierwszy raz samemu o niej opowiedzieć. Na miejscu.

Dowiedz się więcej na temat: Warszawa | wyjście | ciężarówki | komory | wraca | kraj | Izrael | żydzi | Marek Edelman | śmierć | Niemcy | getta

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje