Reklama

Reklama

PAN nie dla pań

Inna ekspertyza z końca 2007 r. opisuje mechanizm marginalizacji kobiet z doktoratem w amerykańskich Narodowych Instytutach Zdrowia (NIH) - instytucji z największym na świecie budżetem na badania medyczne, gdzie kobiet na wysokich stanowiskach jest jak na lekarstwo. - "Kiedy młoda badaczka zostaje matką, zaczyna rzadziej publikować i przegrywa konkursy na granty. Trudniej jest jej skompletować zespół, ponieważ młodzi wolą za szefów mężczyzn postrzeganych jako bardziej wpływowi. Bez pieniędzy i współpracowników po paru latach ląduje na bocznym torze, skąd trudno wrócić" - pisze autorka ekspertyzy Elizbeth Martinez. Zaleca ona władzom NIH, aby nie traktowały macierzyństwa jak przeszkody w rozwoju zdolnych badaczek, lecz przez pewien czas pomagały im godzić potrzeby biologiczne z karierą. Naukowiec, jeśli jest tego wart, powinien być wspierany w ważnych momentach życiowych - zauważa autorka badań.

Reklama

Zdaniem Martinez, w wielu instytutach trwa szalony wyścig o stanowiska i granty. Etatów profesorskich i pieniędzy nie wystarcza dla wszystkich, a przeciwko kobiecie przemawia zarówno biologia, jak i czynniki kulturowe. Znajdzie się wielu chętnych, aby z tego szybko mknącego pociągu o nazwie "sukces zawodowy i materialny" wysadzić ją na stacji "dziecko".

W Polsce dominacja mężczyzn na szczytach nauki kontrastuje z szybko rosnącą liczbą badaczek. Obecnie stanowią one ok. 40 proc. kadry. Pod tym względem jesteśmy w czołówce europejskiej. Ile z nich zrobi karierę? Proporcjonalnie dużo mniej niż mężczyzn. W większości pozostaną pszczołami-robotnicami nauki. Choć piszą ponad 40 proc. doktoratów, stanowią tylko 20 proc. kadry profesorskiej. To nic wyjątkowego na świecie. W przypadku Polski może natomiast zastanawiać, dlaczego pozycja kobiet w nauce jest tak słaba, skoro są one tak liczne? O odpowiedź niełatwo, bo u nas niemal nie prowadzi się takich badań, jak opisane wyżej, a jedyne analizy sfinansowała Bruksela, zatroskana faktem, że w Unii brakuje 3 mln naukowców.

Ostatni był raport ENWISE z 2003 r. Jego współautorka prof. Elżbieta Oleksy z Uniwersytetu Łódzkiego przyczyn skromnej obecności polskich kobiet na szczytach nauki również upatruje w czynnikach kulturowych. - Wiążą się z konserwatywnymi poglądami na temat roli kobiet i mężczyzn w życiu publicznym i rodzinnym. Kobietom przypisuje się rolę żony i matki. Mają się realizować w domu, a nie w pracy. Takie oczekiwanie prowadzi do powstania mechanizmów blokujących ich awans zawodowy.

Na konserwatyzm naszego środowiska naukowego zwracał uwagę już w 2001 r. raport Grupy Helsińskiej, monitorującej dla Brukseli sytuację kobiet w nauce europejskiej. Stwierdzono w nim, że w Polsce panuje zły klimat dla nowinek, w tym dla oddolnych inicjatyw, także tych mających wzmocnić pozycję kobiet. W innych krajach kobiety pomagają sobie w znajdowaniu mentorów i stypendiów, tworzą sieci wzajemnego wsparcia. Mogą przy tym liczyć na pomoc instytucji publicznych. Japońskie ministerstwo nauki rozdaje co roku 80 grantów badaczkom powracającym do pracy po okresie macierzyństwa.

Dowiedz się więcej na temat: autorka | kadry | Nie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne