Szach królowi

Niezwykłe osiągnięcie ustrojowe, jakim była demokracja szlachecka, za Jana III Sobieskiego wpadło w pułapkę. By rozerwać gorset złotej wolności, ukochanej zarówno przez szlachtę, magnatów, jak i przez państwa ościenne, trzeba by użyć siły. Co monarcha w tej sprawie uczynił?

15 czerwca 1696 r. król Jan III Sobieski wybrał się w Wilanowie na przejażdżkę. Wrócił z wysoką gorączką: od dawna jego zdrowie poważnie szwankowało. Marysieńka nie odstępowała go przez dwie doby, ale monarcha odmawiał napisania testamentu.

Reklama

Rankiem 17 czerwca wyniesiono monarchę do ogrodu. Zjadł obfity obiad i zaczął w łożu konferować z ambasadorem Francji Melchiorem de Polignac i biskupem kijowskim Andrzejem Chryzostomem Załuskim. Nagle król utracił przytomność i zsunął się na podłogę; piana wystąpiła mu na usta. Królowa wpadła w panikę. Króla ocucił opłatek namoczony w winie i podany przez dominikanina i spowiednika Ambrożego Skopowskiego. Nie na długo. Zmarł tego samego dnia.

Dla wielu historyków zgon Sobieskiego jest cezurą końca epoki Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Jednakże proces kryzysu, czy nawet upadania Polski szlacheckiej zaczął się wcześniej. Wiązano go z 1646 r. i ze śmiercią wielkiego hetmana Stanisława Koniecpolskiego i jego nazwiskiem symbolizującym finis Poloniae. Jakoż w dwa lata później wybuchła fatalna wojna domowa z Kozakami Bohdana Chmielnickiego, a potem zalał Rzeczpospolitą potop szwedzki.

W 1696 r. sytuacja w Rzeczypospolitej była tak zła, że w drugiej połowie marca król Jan III, królowa Maria Kazimiera, Melchior de Polignac oraz koniuszy koronny i przyjaciel króla Marek Matczyński przez trzy godziny zastanawiali się nad wysłaniem skarbu króla do Francji (a sknerą chory Jan III był nieprzeciętnym). Marysieńka chciała skarby Sobieskiego uchronić przed synem, królewiczem Jakubem. W rodzinie królewskiej bowiem działo się podobnie jak w całej Rzeczypospolitej, przenikniętej sporami. Zanikała coraz widoczniej władza centralna, degenerował się instynkt państwowy magnatów i szlachty. Przez ostatnich 17 lat panowania Jana III tylko trzy sejmy dobiegły pomyślnie do końca; resztę zerwano. Kronikarz Wawrzyniec Rudawski napisał niezwykłe zdanie, że magnaci polscy i litewscy woleliby "zgubę świata niż zainaugurowanie regularnych rządów w Polsce".

W drugiej połowie XVII w. coraz bardziej demokrację republikańską zastępowała, czy raczej wypierała, oligarchia magnacka. Szlachcice schodzili do roli klientów potężnych koterii Sapiehów, Paców, Leszczyńskich, Jabłonowskich, Grzymułtowskich, Lubomirskich. Zasilały tę klientelę potężniejące rzesze egzulantów - szlachty ruskiej wygnanej ze swych ziem zajmowanych przez Moskwę i Turków. Już za czasów Jana Kazimierza (1648-1668) i Ludwiki Marii, jak i króla-swojaka, a właściwie - jak go określali malkontenci - króla-nieboraka Michała Korybuta Wiśniowieckiego, wszelkie próby reform były utrącane. W tym czasie hetman Sobieski był czołowym malkontentem.

Wstępując na tron w 1674 r. w glorii zwycięzcy nad Tatarami i Turkami, Jan III miał przed sobą jeszcze trudniejsze wyzwania niż jego poprzednicy. Nie miał błękitnej krwi w żyłach i nie mógł liczyć na szacunek Sapiehów czy Radziwiłłów (Michał Kazimierz Radziwiłł był jednym z kandydatów na króla), pyszniących się swymi koligacjami dynastycznymi. Czekał go los podobny do losu Korybuta Wiśniowieckiego. Szczęśliwie Sobieski miał nieporównywalnie więcej talentów i energii. Nim został królem, szczerze gardził nieszczęsną małpą na tronie, jak nazywał króla Michała. Uważał, że młodziutki Wiśniowiecki - ten obżartuch o osobowości pogubionego dziecka, przytłoczonego surowym wychowaniem matki Gryzeldy i sławą wielkiego ojca, zmarłego przedwcześnie kniazia Jaremy - szkodzi Rzeczypospolitej. Inna sprawa, że Sobieski Wiśniowieckich nienawidził, gdyż swego czasu Gryzelda przepędziła Marysieńkę spod Zamościa.

Dowiedz się więcej na temat: monarcha | traktat | zamachy | Dunaj | Wiedeń | zamach stanu | królowa | plany | Hetman | król

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje