Reklama

Reklama

Emerytura okaże się szokiem

40 proc przyszłych emerytów liczy, że ich świadczenia okażą się wyższe lub równe obecnym wynagrodzeniom. Niestety będzie odwrotnie. Stopa zastąpienia, czyli stosunek pierwszej emerytury do ostatniej pensji ukształtuje się na poziomie 50-75 proc. A przypomnę, że przed reformą z 1999 r. wynosiła 96 proc.

Aktywa otwartych funduszy emerytalnych tylko w styczniu zmniejszyły się ze 140 mld do 134 mld zł w wyniku pogorszenia koniunktury na giełdzie. Oznacza to, że w przeddzień "etapu prawdy" (już w przyszłym roku po emerytury do OFE zgłoszą się pierwsi, jeszcze nieliczni klienci) zarządzający funduszami tracą ich środki.

Reklama

Otwarte Fundusze Emerytalne powołane w wyniku reformy systemu emerytalnego z 1999 r. skupiają jedną piątą wszystkich oszczędności, jakie zgromadzili Polacy. Przewyższają je tylko depozyty w bankach (łącznie złotowe i walutowe - 38 proc). Zgromadzone w OFE środki to dziewięć razy więcej niż rocznie przysyłają do kraju wszyscy polscy emigranci zarobkowi.

Na giełdzie - poprzez OFE - obecne są pośrednio oszczędności 13 mln Polaków. Fundusze emerytalne mogą angażować do 40 proc. aktywów w akcje spółek notowanych na GPW. Resztę inwestują m.in. w obligacje, lokaty bankowe i papiery wartościowe oraz fundusze inwestycyjne - te ostatnie również zależne od notowań na giełdzie.

Styczeń - który na parkiecie zapisał się spadkami - okazał się najsłabszym miesiącem w historii OFE, które straciły 6 mld zł. Charakterystyczne, że wszystkie OFE poniosły wtedy straty. W opinii wielu ekonomistów zarządzający lokowali środki w zbyt ryzykowny sposób. Nie inwestowali na rynku równoległym, gdzie pojawiają się obiecujące spółki związane z nowymi technologiami.

- To niedobra sytuacja, gdy OFE podlegają wahaniom koniunktury związanym z ruchami spekulacyjnymi a nie stanem gospodarki - przyznaje ekonomista Andrzej Diakonow: - Osłabia to zaufanie przyszłych emerytów. W długim okresie straty nie powinny mieć znaczenia dla OFE. Fundusze powinny więcej inwestować w stabilne sektory rodzimej gospodarki, narodowe koncerny jak Orlen, PZU, PKO BP i energetyka.

Waldemar Krenc, przewodniczący Regionu Ziemia Łódzka Solidarności nie obawia się o bezpieczeństwo ulokowanych na giełdzie środków z OFE: - Nie ma takiej sytuacji, żeby inwestycje przyniosły trwałe straty. Gospodarka polska rozwija się, chociaż huśtawka na giełdzie trwa. OFE nie są funduszami agresywnymi, z których nagle wycofuje się pieniądze, a zarządzający ze stratą sprzedają akcje. Klient zostawia swoje pieniądze w OFE i nie może ich wybrać. Fundusze mają takich analityków, że powinny inwestować w papiery, przynoszące zysk na dłuższą metę - zakłada szef łódzkiej Solidarności.

Niedawne spadki uszczupliły środki OFE niemal w przeddzień "etapu prawdy", jaki stanowić będzie zgłoszenie się do funduszy po emerytury pierwszych, jeszcze nielicznych klientów po 1 stycznia 2009 r. Żeby wypłaty stały się możliwe, parlament musi do końca czerwca uchwalić niezbędne ustawy, a prezydent je podpisać.

Waldemar Krenc dostrzega szum informacyjny, towarzyszący kolejnym projektom: - Najpierw mówiono, że kobiety będą poszkodowane, teraz powraca projekt zrównania wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn. Gdy przystępowałem do OFE zakładałem, że to moje pieniądze i moja własność. Teraz dowiaduję się, że nie będzie można ich dziedziczyć. Składkę płacę od 30 lat, odkąd zacząłem pracę w kopalni. Nie zgodzę się, aby z tych pieniędzy wypłacano emerytury generałom z WRON czy byłym esbekom.

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację
Dowiedz się więcej na temat: szok | Równe | oszczędności | obligacje | świadczenie | filar | środki | ZUS | fundusze | świadczenia | emerytura | OFE

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje