Reklama

Reklama

Adopcja w Polsce

Zmiany w adopcjach ze wskazaniem. Prawna furtka pozostanie uchylona

"Za 3 tygodnie poród. Nie mam warunków, by zatrzymać dziecko. Szukam rodziców. Liczę na pomoc finansową w zamian". To jedno z wielu ogłoszeń, jakie pojawiają się na forach internetowych i dotyczą tzw. adopcji ze wskazaniem. "Podziemie adopcyjne" w Polsce działa prężnie. Z początkiem 2016 roku wejdą w życie przepisy uszczelniające system. I choć idee są szczytne, to furtka do nieetycznych działań podejmowanych przez rodziców biologicznych i tych, którzy chcą sobie skrócić czekanie w kolejce do adopcji, pozostanie uchylona.

Stawianie dziecka w roli przedmiotu kupna/sprzedaży nie jest w Polsce niczym nowym. W sieci swobodnie funkcjonują serwisy i fora, na których składa się oferty. Pary, które chcą kupić dziecko, opisują swoją sytuację finansową i zawodową: obydwoje mamy dobre zawody (jesteśmy lekarzami), mamy dom, piękny ogród.

Reklama

Matki, które chcą sprzedać dziecko, uspokajają profesjonalnie, celując w największe obawy kandydatów na rodziców: nie piłam, nie paliłam, nie zażywałam narkotyków w czasie ciąży.

Tutaj, w sieci, łamie się wszelkie zasady związane z adopcją. Łamie się godność małego człowieka, który zaczyna występować w roli produktu do zaspokajania potrzeb dwóch stron. Wszystko po to, by móc wybrać produkt z półki w imię zasady "płacę, wymagam". I wreszcie po to, by skrócić czas oczekiwania na dziecko, który w niektórych ośrodkach wynosi nawet do 2 lat od zakończenia kursu.

Wkrótce prawo się zmieni. Czy uszczelnienie systemu całkowicie wyeliminuje problem handlu dziećmi w Polsce?

Ile kosztuje dziecko z ogłoszenia?

- Informacja o mamie, która pozostawia w szpitalu dziecko, bo nie chce się nim opiekować, kosztuje od 2 do 4 tysięcy euro. Tylko informacja - zaznacza w rozmowie z Interią inicjatorka zmian w ustawie - posłanka Magdalena Kochan (PO).

Wysłuchaj całej rozmowy:

Kochan dodaje, że znalezienie pośrednika, który ułatwi przeprowadzenie procedury, nie jest skomplikowane. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę: adoptuję dziecko. - Po 10 minutach znajdą się pośrednicy, którzy to ułatwią - zaznacza posłanka.

Wpisujemy. Na górze pojawia się między innymi serwis robimydzieci.com, za pośrednictwem którego można nie tylko kupić dziecko, ale też komórki jajowe lub po prostu "wynająć" brzuch.

Najwięcej wątków przewija się na forum dotyczącym adopcji ze wskazaniem: oddam w dobre ręce, szukam rodziców, pokochamy twoje dziecko, bliźnięta - tylko poważne oferty, itd.

Przykłady poniżej:

Matki oddają dzieci za tzw. wsparcie finansowe. Bo przecież "ciąża kosztuje - potrzebne są suplementy, witaminy, wizyty u lekarza". Ustalanie konkretnych kwot i warunków transakcji odbywa się już poza siecią.

Podziemie adopcyjne

Podziemie adopcyjne wyrosło na gruncie dziurawej ustawy. - Nie znamy dokładnej skali tego zjawiska - podkreśla w rozmowie z Interią Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak.

- Analiza treści ogłoszeń na forach internetowych i ich liczba pozwalają jednoznacznie stwierdzić, że w internecie dziecko wielokrotnie stawiane jest w roli przedmiotu kupna-sprzedaży - dodaje.

Czy nowelizacja wyeliminuje zupełnie handel dziećmi, odbywający się pod hasłem "adopcji ze wskazaniem"? - Nie, ale pozwoli to zjawisko ograniczyć w znacznym stopniu - uważa RPD.

Furtka pozostaje uchylona

Zmiany w ustawie mają ograniczyć tego typu działania. - Uszczelniając proces, ograniczamy handel dziećmi. Pamiętajmy, celem adopcji powinno być umieszczenie dziecka w najlepszej rodzinie, która daje gwarancje miłości i rozwoju - tłumaczy w rozmowie z Interią RPD.

- Nowe brzmienie ustawy podkreśla, że najlepszą opiekę nad dzieckiem gwarantują osoby z kręgów rodziny - zaznacza. - Procedura adopcyjna nie wyklucza osób nie posiadających więzów krwi z rodzicami biologicznymi, ale pozwala na dokładniejszą weryfikację ich kompetencji - dodaje.

Jak wynika z nowelizacji, krewni rodziców będą mieli uproszczoną procedurę adopcyjną. Pozostali zainteresowani będą mogli przysposobić dziecko, ale już za pośrednictwem ośrodka adopcyjnego. Ta grupa chętnych będzie musiała ukończyć szkolenie i uzyskać pozytywną opinię ośrodka - dokumenty poświadczające zamknięcie tego etapu będą wymagane w sądzie rozpatrującym wniosek o adopcję.

- Pozostaje możliwość przejęcia opieki przez krewnych rodziców dziecka, których mogą oni wskazać. I tutaj nie ma dyskusji, to bardzo prorodzinne działanie i znikome zagrożenie traktowania dziecka przedmiotowo. Osoby obce powinny podlegać procedurze najdokładniejszego sprawdzania i kwalifikacji - dla dobra dziecka - argumentuje RPD.

Poniżej wpisy na forum dotyczącym adopcji ze wskazaniem:

Wydaje się więc, że system zostanie załatany. Przynajmniej w tym ogólnym pojęciu, bo wykraczające poza prawo zachowania, można przenieść na grunt tych ośrodków adopcyjnych, które dadzą się wciągnąć w łamanie prawa.

Czy przekazanie darowizny w kwocie np. 20 tys. zł na konto działającej przy ośrodku fundacji będzie nielegalne? W jaki sposób - poza okazaniem w sądzie zaświadczenia o ukończeniu kursu i opinii ośrodka - będą sprawdzani kandydaci na rodziców?

Ograniczone możliwości sądu

O tym, czy istnieje realne zagrożenie kontynuacji handlu dziećmi, ale w ramach obowiązującego prawa, opowiada w rozmowie z Interią adwokat Marcin Zaborek, były starszy kurator zawodowy wykonujący orzeczenia w sprawach rodzinnych i nieletnich.

- Sąd w toku postępowania ma ograniczoną możliwość uzyskania informacji, czy zaświadczenie z ośrodka zostało uzyskane w sposób uczciwy.  W sprawach o przysposobienie kieruje się zasadą zaufania do instytucji, które są uprawnione do wydawania takowych zaświadczeń. Trudno też oczekiwać, by z urzędu je kwestionował - zaznacza.

Prawnik zwraca uwagę na fakt, że kandydaci na rodzinę zastępczą lub adopcyjną muszą ukończyć kurs - czyli go odbyć. Takie zaświadczenie jest potwierdzeniem odbycia kursu. - W przypadku wystawienia zaświadczenia o ukończeniu kursu bez jego odbycia, osoba, która taki dokument wystawia, może zostać pociągnięta do odpowiedzialności karnej za poświadczenie nieprawdy (art. 271 kodeksu karnego)  - podkreśla Marcin Zaborek.

Z art. 271 wynika bowiem, że osoba uprawniona do wystawienia takiego zaświadczenia - jeśli potwierdza w nim nieprawdę co do okoliczności mającej znaczenie prawne - podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat. Wyższą kare przewidziano dla tych, którzy działają w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej (od 6 miesięcy do 8 lat).

Wróćmy zatem do kwestii potencjalnej "darowizny", jaka mogłaby trafić na konto fundacji, która działa obok ośrodka adopcyjnego. Wszystko po to, by obejść prawo i "zdobyć" dziecko, na którym zależy parze. Prawnik wyjaśnia, że nawet w przypadku dokonania darowizny nadal istnienie możliwość wszczęcia postępowania karnego, ponieważ faktycznie darowizna może być jedynie czynnością pozorną, a w praktyce oznaczać, że doszło do popełnienia przestępstwa. Zaznacza jednak, że Sąd Rodzinny nie bada tej kwestii, tylko przyjmuje zaświadczenia o ukończeniu kursów za wiarygodne.

Jeśli więc łamiący prawo rodzice znajdą równie nieetycznie postępujący ośrodek, a sąd założy, że papiery zostały pozyskane drogą legalną, to nowe przepisy mogą okazać się martwe.

- Generalnie sąd ma ograniczone możliwości zweryfikowania "uczciwości" zaświadczenia, chyba że zajdą podczas postępowania okoliczności, które wzbudzą podejrzenia sądu - podsumowuje Zaborek.

Zbyt duże utrudnienia?

Podczas debaty plenarnej klub PiS oceniał, że nowela wprowadza zbyt duże utrudnienia dla osób, które chcą wskazać rodziców adopcyjnych. Sceptycznie podchodził do tych rozwiązań również rząd, uznając, że to nadmierna ingerencja w prawa rodziców. I podejście PiS-u, i rządu - co ciekawe - skupiało się przede wszystkim na prawach rodziców.

RPD, w rozmowie z Interią, zaznacza, że tezy te stawiają dziecko w roli przedmiotu.

- Dzieckiem powinni zajmować się nie ludzie, którzy są najlepsi dla jego rodziców, ale dla samego dziecka! Najlepsza rodzina adopcyjna, to nie ta, która zapłaci najwięcej - podkreśla Marek Michalak.

- Jeżeli nie może być wychowywane przez biologicznych rodziców, powinno trafić do takich, którzy spełniają odpowiednie warunki, a nie do tych, którzy tylko mają pieniądze. Gotowość do zakupu dziecka jest równie nieetyczna, co chęć jego sprzedaży - zaznacza RPD.

Pytany o to, czy rodzice oddający dziecko do adopcji powinni mieć jakikolwiek wpływ na wybór rodziców adopcyjnych, mówi, że powinny tu decydować osoby, które będą potrafiły to rzetelnie ocenić.

Osoby, które pozbywają się dzieci, nie wydają się być w tej dziedzinie ekspertami.

- Dziś często rodzice zrzekający się opieki nad dzieckiem na rzecz konkretnych osób, nie mają żadnej wiedzy na temat przyszłych opiekunów dziecka. Nie są w stanie ocenić, czy wskazani przez nich ludzie są właściwym wyborem, gwarantującym należytą opiekę i wychowanie dziecka w kochającej rodzinie - zaznacza Michalak.

Ostateczną decyzję - na co zwraca uwagę RPD - zawsze podejmuje sąd. To on ma odpowiednie narzędzia do weryfikacji informacji o kandydatach na rodziców. - Wierzę, że dzięki nowelizacji narzędzia te są jeszcze silniejsze. Nowelizacja jasno wskazuje, że nie ma zgody na przedmiotowe traktowanie dziecka, a handel dziećmi jest naganny i zabroniony - podkreśla.

Gdy Sejm 24 lipca uchwalił nowelizację Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego oraz Kodeksu postępowania cywilnego, na forach pojawiły się nowe ogłoszenia o kupnie i sprzedaży dzieci. Gdy prezydent Bronisław Komorowski - w ostatnim dniu urzędowania - podpisał ustawę, pojawiły się kolejne. Chęć posiadania dziecka za wszelką cenę - przede wszystkim za cenę odarcia go z godności - nie zniechęca zdesperowanych handlarzy i kupców. Nowe przepisy wejdą w życie z początkiem 2016 roku.  Na razie tłoczno na jarmarku.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje