Reklama

Reklama

Co królowej do brexitu

David Cameron, Theresa May i Boris Johnson - to nazwiska, które już zawsze będą kojarzone z brexitem. Ale Wielka Brytania to przecież także Elżbieta II, panująca tam od 1952 roku. Czy królowa miała coś do powiedzenia w kwestii opuszczenia Unii Europejskiej przez Zjednoczone Królestwo?

Na początek kilka faktów:

  • Wielka Brytania jest monarchią parlamentarną, z rządem odpowiedzialnym przed parlamentem;

  • "Siły", osobno - królowej Elżbiety II, premiera - obecnie Borisa Johnsona - i jego rządu, oraz parlamentu - nie są równoważne;

  • Inaczej niż w Liechtensteinie i Monako, które pod względem ustrojowym są monarchią konstytucyjną, w Zjednoczonym Królestwie kompetencje monarchy ograniczone są formalnie do funkcji reprezentacyjnych, a realną władzę sprawuje demokratycznie wyłaniany parlament i rząd, z premierem na czele;

  • Elżbieta II działa zgodnie z łacińską regułą "Rex regnat, sed non gubernat" - "Król panuje, ale nie rządzi";

  • Jak podkreśla Pałac Buckingham, królowa pozostaje "neutralna politycznie"’, "ponad politycznymi sporami";

  • Oficjalnie Elżbieta II zachowywała/zachowuje neutralne stanowisko w sprawie członkostwa Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej.

Na pierwszych stronach gazet

Reklama

"Podaj mi trzy dobre powody, dlaczego Wielka Brytania powinna być częścią Europy" - miała zapytać swoich gości, bliskich i przyjaciół, podczas jednego z obiadów Elżbieta II. Ujawniając te słowa, biograf brytyjskiej królowej, Robert Lacey, zasugerował tym samym, że jest ona zwolenniczką wystąpienia Zjednoczonego Królestwa z Unii Europejskiej. Był 21 czerwca 2016 rok, dwa dni przed referendum, w którym zadano Brytyjczykom kluczowe pytanie: "Czy Zjednoczone Królestwo powinno pozostać członkiem Unii Europejskiej czy wyjść z Unii Europejskiej?".

Marzec tego samego roku. Nagłówek pierwszej strony brytyjskiego brukowca "The Sun" głosił: "Queen backs brexit" - "Królowa popiera brexit". Jak podawała gazeta, powołując się na anonimowych, "niezawodnych" informatorów, w 2011 roku między królową a ówczesnym wicepremierem Nickiem Cleggiem doszło do spięcia. "UE zmierza w złym kierunku" - miała mu powiedzieć królowa. "Kłująca reprymenda" Elżbiety II, pisał "The Sun", "pozostawiła gości wokół stołu w oszołomieniu".

Zdaniem tego samego tabloidu, eurosceptyczne uczucia królowej miały się ujawnić jeszcze kilka lat wcześniej. Podczas rozmowy z jednym z parlamentarzystów Elżbieta II miała oświadczyć: "Nie rozumiem Europy". "Zostało to powiedziane z takim jadem i emocjami. Nigdy tego nie zapomnę " - wspominał informator "The Sun".

Nie wprost

Jednakże, w czerwcu 2017 roku, podczas mowy tronowej w parlamencie, Elżbieta II, przedstawiając plany rządu m.in. właśnie w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z UE, zdaniem ekspertów zajmujących się brytyjską rodziną królewską, miała dać zgoła inny sygnał. Na głowie monarchini pojawił się bowiem kapelusz w kolorach nawiązujących do... unijnej flagi. 

Słowa były zbędne. Media niemal na całym świecie odebrały to jako manifestację poglądów. Jakich? Wykładowca Uniwersytetu Londyńskiego Oli Mould ogłosił na Twitterze: "Królowa się obudziła".

Inny, bardziej bieżący przykład - zdjęcie "nowej dekady", opublikowane na początku br., na którym uwieczniono królową wraz z następcami tronu - księciem Karolem, księciem Williamem oraz księciem Georgem. 

Najmłodszy bohater fotografii, na co zwrócił uwagę w ostatnim wywiadzie dla Interii dr Janusz Sibora, historyk, badacz dziejów dyplomacji oraz protokołu dyplomatycznego, ekspert w dziedzinie ceremoniału królewskiego, etykiety i komunikacji społecznej (wywiad można przeczytać TUTAJ), miał na sobie spodnie w szkocką kratę. - Ten wzór - tartan szkocki - odczytujemy jako pewne przesłanie, a mianowicie: utrzymujemy jedność Zjednoczonego Królestwa - mówił.

Co wolno królowej, a czego nie wolno

- Doniesienia o eurosceptycyzmie królowej oparte są na spekulacjach prasowych, a "sygnały" rzekomo wysyłane przez Elżbietę II są równie podatne na interpretację jak przepowiednie Pytii (mitycznej kapłanki w świątyni Apollina w Delfach przepowiadającej przyszłość w przysłowiowo dwuznaczny sposób - przyp. red.). Oficjalnie królowej nie wolno mieć zdania na temat brexitu - stawia sprawę jasno dr Przemysław Biskup, analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych ds. Wielkiej Brytanii. 

I dodaje:  - Generalnie królowej wolno bardzo niewiele. Wygłasza przemówienia napisane przez rząd, w miejscach zatwierdzonych przez rząd, w czasie zatwierdzonym przez rząd, wspierając politykę swojego rządu, jaki to by nie był rząd w danym momencie i jakiej by nie miał polityki.

Elżbieta II rozpisała wybory w 2017 roku, kiedy chciała tego premier Theresa May, zgodziła się na zawieszenie obrad brytyjskiego parlamentu, kiedy poprosił o to premier Boris Johnson, a także przystała na rozpisanie niedawnych wyborów w grudniu. Ostatecznie 23 stycznia br. wyraziła zgodę na brexit. Procesu zablokować nie mogła.

- Zasada generalnie jest taka - to rząd decyduje, co robi monarchini, ale w konsekwencji to rząd ponosi pełną odpowiedzialność za prowadzoną politykę - podkreśla dr Biskup.

Trochę historii

Dlaczego rola Elżbiety II jest tak ograniczona?

Instytucja parlamentu w Wielkiej Brytanii pojawiła się w XIII wieku. Stopniowo, z każdym kolejnym wiekiem, powiększały się jego uprawnienia. Pierwszy znaczący sygnał zmian to jednak już wiek XVII, kiedy to po wojnie domowej wypracowano zasadę poparcia rządów na akceptacji parlamentu.

- "Król nie może czynić źle", czyli król czy królowa nigdy osobiście nie popełniają błędów - jeżeli te się zdarzą, obciążają sługi. W konsekwencji po zdominowaniu władzy państwowej przez parlament, pojawiła się instytucja kontrasygnaty, przenosząca ciężar odpowiedzialności z monarchy na odpowiednich ministrów (sługi), która oznacza, że monarchowie zawsze działają za pośrednictwem swojego rządu a nie osobiście. Skoro jest odpowiedzialny za każdą decyzję, to inicjatywa królowej musi być ograniczona, zaś mniej więcej od II wojny światowej już właściwie nieistniejąca - objaśnia dr Biskup.

Działa to w dwie strony.

- Elżbiecie II nie wolno się angażować, natomiast rząd nie ma prawa wciągać królowej w działania, które są kontrowersyjne politycznie. Jeśli rząd robi coś kontrowersyjnego politycznie, to tylko na własny rachunek. Gdy na przykład dyskusyjną sprawą było zawieszenie obrad parlamentu we wrześniu ubiegłego roku, to wiadome było, że dzieje się to z inicjatywy rządu i na życzenie rządu. To zdejmuje ciężar polityczny z królowej - słyszymy od eksperta PISM.

- I tak mniej więcej 300 lat temu monarchowie utracili prawo wetowania ustaw. Ostatni rząd, który był tworzony przez króla i w imieniu króla, to lata 30. XIX wieku. Później już mamy do czynienia z czystą zasadą rządów parlamentarnych. A w ogóle jakikolwiek wpływ monarchy skończył się wraz z II wojną światową - mówi dr Biskup.

A po 31 stycznia...

1 lutego dla Wielkiej Brytanii rozpocznie się tzw. okres przejściowy, który potrwać ma do końca grudnia 2020 roku. W tym czasie Wielka Brytania będzie traktowana tak, jakby wciąż była członkiem UE, jednak już niegłosującym. Nadal natomiast będzie członkiem jednolitego unijnego rynku, częścią unii celnej, będzie płaciła składki do unijnego budżetu i pozostanie związana unijnymi prawami, ale także m.in. otrzyma środki z funduszów unijnych.

"Wszystko pięknie" - moglibyśmy powiedzieć. Dotychczasowe doświadczenia związane z brexitem pokazują jednak, że droga do końca 2020 roku, a także później, może być drogą żmudną, uciążliwą dla mieszkańców Zjednoczonego Królestwa. Scenariusza chaosu wykluczyć nie można.

- Brexit jest wyzwaniem dla Wielkiej Brytanii, ale monarchia nie ma w nim szczególnej roli do odegrania. Pewnie będzie wykorzystywana do ocieplania wizerunku państwa za granicą poprzez np. organizowanie oficjalnych wizyt, które, przez swój rozbudowany protokół, z reguły budzą zainteresowanie miejscowych mediów, ale na tym rola rodziny królewskiej się kończy - zaznacza ekspert PISM.

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje