Polski głos z Wielkiej Brytanii: Jesteśmy kompletnie rozczarowani

- W nocy, kiedy głosy przeważały w stronę "remain" (czyli pozostać - red.) czuliśmy ogromne napięcie, ale i nadzieję. Nad ranem wszystko się zmieniło – opowiada o nastrojach, jakie zapanowały po ogłoszeniu wyników referendum ws. Brexitu przedstawicielka organizacji polonijnej Zjednoczenie Polskie w Wielkiej Brytanii Elżbieta Kardynał.

W czwartkowym referendum w sprawie przyszłości Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej 51,9 proc. brytyjskich wyborców opowiedziało się za Brexitem. Frekwencja wyniosła 72,2 proc.

Reklama

- Jak mawiają Brytyjczycy - "we are absolutely gutted" (co oznacza kompletne rozczarowanie). Nad ranem, kiedy było już wiadome, że przewaga "leave" (czyli zwolenników wyjścia) jest zbyt duża i ostatecznym wynikiem będzie opuszczenie Wspólnoty, zapanował szok i niedowierzanie. Potem przyszła fala smutku - mówi Interii Elżbieta Kardynał.

- Obecnie śledzimy wydarzenia na scenie politycznej. Powoli opadają emocje, ale wrażenie olbrzymiej straty pozostaje - nie ukrywa.

- Rozgoryczenia spowodowanego wynikiem nie krył również mój syn. Powiedział mi dziś rano, że ma poczucie ogromnej niesprawiedliwości, bo o jego przyszłości zdecydowało wiele niedoinformowanych osób - opowiada.

Choć ten dzień z pozoru nie różni się od pozostałych, można odczuć, że Wielka Brytania obudziła się w zupełnie nowej rzeczywistości. Jeszcze wczoraj Elżbieta Kardynał w Joseph Leckie Academy, w której pracuje, prowadziła lekcję poświęconą Unii Europejskiej. W tej położonej w Walsall (środkowa Anglia) szkole uczy się młodzież z całego świata, w tym wielu uczniów pochodzących z krajów członkowskich UE. - W moim departamencie nie ma ani jednego rdzennego Anglika - przyznaje.

"Moja uczennica przyszła zapłakana"

Dziś nastroje panujące w placówce nie należały do najlepszych. - Moja 12-letnia uczennica przyszła do szkoły zapłakana. Dziewczynka jest z pochodzenia Rumunką, wychowywała się w Hiszpanii, a do Anglii przyjechała w październiku zeszłego roku. Była przestraszona obrotem sprawy - przyznaje.

- Na ogół staramy się prowadzić zajęcia jak co dzień, ale napływające informacje z Londynu, jak: rezygnacja premiera, spadek wartości funta, sytuacja na giełdzie czy wypowiedź premier Szkocji sprawiają, że ten dzień stał się inny - opowiada.

Decyzja Brytyjczyków zatrzęsła całą Europą, ale to głównie w Wielkiej Brytanii już teraz widać wyraźne konsekwencje tego wyboru. Premier Dawid Cameron, który zarządził referendum (była to jego wyborcza obietnica), a potem agitował na rzecz pozostania w Unii, zapowiedział, że poda się do dymisji. Na stanowisku pozostanie jeszcze przez trzy miesiące. - Nie sądzę, by było właściwe, abym był kapitanem, który pokieruje naszym krajem do następnego punktu docelowego - powiedział.

Brexit, który wreszcie stał się faktem spowodował też dużą nerwowość na giełdach i załamanie funta. Tak słabego kursu brytyjskiej waluty nie było od 31 lat.

Wiatr zmian?

Jak wspominała nasza rozmówczyni dla wielu Brytyjczyków niepokojące są także głosy Szkocji i Irlandii Północnej.

W czwartkowym referendum aż 62 proc. Szkotów zagłosowało za pozostaniem we Wspólnocie. Szefowa Szkockiej Partii Narodowej Nicola Sturgeon zapewniła w piątek, że rząd będzie dążył do utrzymania relacji z Unią, a drugie referendum niepodległościowe w Szkocji staje się bardzo prawdopodobne. Z kolei były dwukrotny lider tej partii otwarcie zdeklarował, że oczekuje od swojej następczyni podjęcia odpowiednich kroków, zmierzających do zorganizowania tegoż referendum. Jest wielce prawdopodobne, że tym razem Szkoci - w przeciwieństwie do wyniku z 2014 - zagłosowaliby na "tak".

Idąc za przykładem samodzielnie decydujących o swoich losach Brytyjczyków, referendum ws. zjednoczenia z republiką Irlandii, domaga się Irlandia Północna - aktualnie wchodząca w skład Zjednoczonego Królestwa.

- Rząd w Londynie powinien rozpisać referendum, w którym mieszkańcy Irlandii Płn. zdecydują, czy Ulster ma wystąpić ze Zjednoczonego Królestwa i połączyć się z republiką Irlandii - oświadczył wiceszef lokalnego rządu Martin McGuinness.

Polacy nie chcieli Brexitu

Wkrótce przekonamy się jak w ferworze zmian będzie kształtowała się sytuacja Polaków na Wyspach, którzy obecnie  stanowią największą grupę imigrantów. Statystki MSZ za rok 2015 podają, że w Wielkiej Brytanii przebywa obecnie 880 tysięcy Polaków. Przedstawiciele Polonii wskazują jednak, że liczba rzeczywista może być znacznie większa, nawet dwukrotnie. W samym Londynie mieszka około 250 tys. naszych rodaków - informuje Zjednoczenie Polskie.

Choć Polacy, podobnie jak Brytyjczycy, w kwestii dalszego członkostwa Wielkiej Brytanii w UE byli podzieleni, przeważająca grupa opowiadała się za pozostaniem.

- Przed naszymi oczyma powstaje nowy rozdział historii Europy. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że przy jego tworzeniu zwycięży rozsadek - mówi nam Elżbieta Kardynał. Z pewnością ta nadzieja towarzyszy wielu Polakom zamieszkującym Wyspy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje