Reklama

Reklama

"Koń trojański dla unijnej gospodarki". Jakie zagrożenia niesie CETA?

CETA zagrozi suwerenności krajów UE, osłabi lokalne rolnictwo, a nasze rynki zaleje tania żywność zawierająca niebezpieczne substancje - to najpoważniejsze argumenty, jakie wysuwają przeciwnicy tej kontrowersyjnej już umowy o wolnym handu. Przyjrzymy się im bliżej.

CETA (Comprehensive Economic and Trade Agreement) - czyli umowa o wolnym handlu między Unią Europejską a Kanadą - proponuje zniesienie niemal wszystkich ceł, ujednolicenie regulacji oraz liberalizację handlu usługami.

Choć państwa członkowskie nie podjęły jeszcze decyzji o jej podpisaniu - ma to nastąpić 18 października na Radzie Unii Europejskiej, CETA zdążyła już wzbudzić liczne kontrowersje oraz wywołała falę sprzeciwu. Podczas protestów, które odbyły się m.in. w Brukseli, demonstrujący postawili dwa ogromne pompowane konie trojańskie, jeden z nich miał utożsamiać niebezpieczeństwo, jakie niesie ze sobą wprowadzenie CETA. Przed czym przestrzegają krytycy umowy?

Tryb wprowadzenia umowy

Reklama

CETA została zaklasyfikowana, jako umowa unijno-państwowa, a nie unijna. Gdyby uznano CETA za umowę unijną, do jej pełnej ratyfikacji wystarczyłaby jedynie zgoda europarlamentu. Teraz swoją zgodę muszą wyrazić parlamenty poszczególnych krajów. Przewiduje się, że proces ratyfikacji we wszystkich państwach UE potrwa 2-3 lata. Mimo to umowa - tymczasowo - wejdzie w życie od razu po zatwierdzeniu jej przez europarlament.

Tymczasowe stosowanie umowy dotyczyć ma tylko relacji handlowych. Do czasu zatwierdzenia przez wszystkie kraje członkowskie zawieszona będzie inwestycyjna część umowy.

"Uważam, że to nie jest demokratyczne - jeżeli umówiliśmy się, że tego typu umowy muszą być ratyfikowane przez parlamenty krajowe, to dotrzymujmy tego, nie wprowadzajmy tak ważnej i wielowątkowej umowy jakimś kruczkiem prawnym, bez żadnej dyskusji" - komentował dla Interii Piotr Apel.

CETA zniszczy lokalne rolnictwo

"Europejskie, tradycyjne, rodzinne rolnictwo przegra z wielkim farmerskim, dotowanym przez administrację publiczną rolnictwem amerykańskim, czy kanadyjskim" - przekonywał poseł Mirosław Maliszewski z PSL. Te obawy potwierdza raport prestiżowej kanadyjskiej organizacji The Council of Canadians. Wynika z niego, że CETA spowoduje zanikanie małych gospodarstw rodzinnych nie tylko w krajach UE, ale także  w Kanadzie. Wraz z nimi znikną tradycyjne formy uprawy roślin i chowu zwierząt.

Raport prognozuje również, sprowadzanie do Europy kanadyjskiego mięsa na masową skalę, w tym mytej i przetwarzanej w chlorowanej wodzie wołowiny, co bezpośrednio łączy się z kolejnym zarzutem - wprowadzenia na europejski rynek szkodliwej żywności, odbiegającej jakością od przyjętych dotychczasowo standardów.

Najdalej w artykułowaniu obaw w tym zakresie poszedł Zarząd Krajowej Rady Izb Rolniczych, który stwierdził, że "CETA spowoduje zniszczenie rolnictwa w Polsce i w Europie".

Niebezpieczne produkty na europejskich rynkach

Umowa CETA osłabi unijną zasadę ostrożności, jedno z największych osiągnięć wspólnoty europejskiej - alarmują organizacje obywatelskie. Dzięki tej zasadzie na rynek nie trafiają potencjalnie szkodliwe substancje - wyjaśniała Ewa Sufin-Jacquemart, prezes fundacji Strefa Zieleni w rozmowie z Michałem Michalakiem.

"Zasada ostrożności polega na tym, że w momencie kiedy powstaje nowa technologia i są podejrzenia, że być może ta technologia będzie miała negatywne konsekwencje dla środowiska i dla zdrowia ludzi, to należy podjąć takie środki ostrożności, jak gdyby to była prawda, nie czekając na dowody naukowe, że ta technologia jest szkodliwa" - tłumaczyła.

Jak wskazała, Unia jest jedyną strukturą polityczną na świecie, która tę zasadę ma mocno osadzoną w prawie. Po przyjęciu CETA istnieje spore ryzyko, że wielkie korporacje będą wywierać presję, by sprowadzić wszystko do standardów światowych, czyli do standardów Światowej Organizacji Handlu. "Zasada ostrożności będzie sukcesywnie rozmontowywana" - przekonywała. Cały wywiad czytaj tutaj

Z kolei raport The Council of Canadian ostrzega, że CETA spowoduje importowanie modyfikowanych genetycznie produktów jak: olej rzepakowy, kukurydza czy soja oraz modyfikowany genetycznie łosoś kanadyjski - pierwszego zwierzęcia GMO dopuszczonego w Kanadzie do spożycia.

Przed tą ewentualnością przestrzegali również politycy m.in. PSL. "Obawiamy się, że wiele produktów z tamtej strony, szkodliwych, potencjalnie szkodliwych, takich które u nas są nieakceptowane trafi na rynek europejski" - przekonywał  Mirosław Maliszewski (PSL). "Mamy prawo przypuszczać, że żywność produkowana przy dużym użyciu chemii - czego w Europie i Polsce nie ma - również będzie mogła trafiać na nasz rynek, ponieważ będzie ona tańsza ze względu na charakter tamtejszego rolnictwa, będzie wypierała polską żywność" - dodał.

Sady będą pozywać kraje

Zasadę ostrożności - przestrzegają eksperci - rozmontuje kolejny aspekt umowy. Wielkie korporacje będą mogły skarżyć poszczególne kraje do ICS - specjalnych sądów ds. inwestycji, kiedy uznają, że któryś przepis może obniżyć ich zyski np. kraj UE może zostać zaskarżony za niedopuszczenie substancji, która jest powszechnie używana w Kanadzie.

"Korporacja może wówczas argumentować, że substancja jest stosowana w niewielkim stopniu, że nie ma dowodów szkodliwości. To będą konkretne sprawy. I teraz pytanie, czy prawo jest wystarczająco precyzyjne i nie pozwala na walkę między różnymi interpretacjami. Jeżeli pozwala, to w tym momencie instytucje dają przewagę korporacjom" - wyjaśniała Ewa Sufin-Jacquemart.

Przykładów na działanie mechanizmu w praktyce nie brakuje: Vattenfall vs. Niemcy (2009 r.) - szwedzka firma energetyczna pozwała niemieckie władze za dodatkowe obostrzenia przy budowie elektrowni węglowej na terenie Hamburga. Pod presją opinii publicznej opóźniło się wydanie stosownych pozwoleń dla Vattenfall, na dodatek domagano się od inwestora ochrony rzeki Łaby. Na podstawie Traktatu Karty Energetycznej Szwedzi zażądali blisko dwóch miliardów dolarów odszkodowania. Niemcy w obawie przed koniecznością wypłaty tak gigantycznej kwoty zawarli z koncernem ugodę i znieśli wszystkie dodatkowe obostrzenia chroniące środowisko. W 2012 r. Vattenfall złożyło kolejny pozew przeciwko Niemcom - tym razem za rezygnację (do 2022 r.) z energii atomowej po katastrofie nuklearnej w japońskiej Fukushimie. Vattenfall domaga się blisko pięciu miliardów euro za wygaszenie ich dwóch elektrowni atomowych.

Organizacje obywatelskie mówią tutaj wprost o zagrożeniu dla suwerenności państw.

Zobacz także: Jakie korzyści mogą wynikać z CETA?

Oprac. Jolanta Kamińska; współpraca Michał Michalak 

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje