Reklama

Reklama

Po co naukowcom emocje?

Naukowcy potrzebują silnych bodźców ze strony emocji. Bez takich motywatorów i kontrolerów stanu naszego ciała być może nie doszłoby do wielu odkryć.

Ewelina Karpińska-Morek, Interia: Antonio Damasio twierdzi, że emocje pozwalają nam podejmować racjonalne decyzje. Stawia je w zasadzie przed chłodną kalkulacją. Jak to widzi teolog i filozof?

Reklama

Ks. prof. Michał Heller: - Teolog i filozof stara się widzieć świat przez okulary nauki, a tylko najwyżej nadaje temu, co mówi nauka, swoją filozoficzną interpretację. Myślę, że interpretacje mogą iść bardzo daleko w głąb, gdy chodzi o to porównanie czy zestawienie racjonalność-emocje.  

- Możemy sięgać i do historii sztuki i nauki po rozmaite przykłady tego współgrania emocji z racjonalnością. Na myśl mi przychodzi przykład wręcz klasyczny. Uczony par excellence to Albert Einstein. Gdy odkrywał swoją teorię grawitacji i już był o krok od napisania właściwej postaci równań, miał za sobą kilka wersji wstępnych, ale nie był z nich zadowolony - przeżywał ogromne emocje. Na jego biurku gromadził się stos listów - między innymi od innego wielkiego uczonego Davida Hilberta, który męczył się nad tym samym problemem od strony matematycznej. Ale Einstein w ogóle nie miał czasu ich czytać. Był w swoim świecie. Gdy znalazł rozwiązanie, które pozwoliło mu porównać wyniki obserwacji astronomicznej ruchu planety Merkurego z wynikami równań, jak planeta  powinna się poruszać, i zobaczył, że  jest między nimi zgodność, to potem - jak napisał -  doznał tak wielkiego poruszenia, że dostał palpitacji serca. Musiał przerwać i się położyć. 

Zadziałała "biologia emocji"?

- Emocje odgrywały tutaj wielką rolę. Einstein mówił, że są dwa kryteria zgodności teorii naukowej z rzeczywistością, Pierwsze, oczywiste kryterium - musi to potwierdzać doświadczenie. Drugie - teoria musi być piękna, musi mieć - jak mówił - "inner perfection", wewnętrzną doskonałość. Ta wewnętrzna doskonałość to jest coś związanego z emocjami, ze sztuką. Taką sztukę opanował  Albert Einstein. Zwykli śmiertelnicy nie mają może takiego dojścia do tego wymiaru.

Mówił ksiądz profesor, nawiązując do tematu czwartej edycji Copernicus Festival, że bez emocji nie istniałaby nauka...

- No bo komu by się chciało męczyć wiele godzin dziennie, siedzieć przy stole, tracić wzrok, narażać się na wyrzuty ze strony otoczenia, że się człowiek nie zajmuje czymś pożytecznym - nie pójdzie po mleko, po chleb, tylko siedzi i rozwiązuje jakieś problemy. Do tego musi być mocny bodziec ze strony emocji.

Jaki jest związek między emocjami a moralnością?

- Jeśli chodzi o moralność, to jest dzisiaj coś takiego zapomnianego - to się nazywa SUMIENIE. I jeżeli ktoś jest w miarę moralnie zdrowy, nie zabił w sobie tego sumienia i zrobi coś złego, to natychmiast się odzywają emocje negatywne, które...

Naprowadzają?

- Tak, podpowiadają, że to jest złe. Człowiek wówczas przeżywa. To jest ogromny stres. Z kolei, gdy się zrobi coś dobrego, emocje chwalą, Emocje są dobrym sprzymierzeńcem. Ale jeśli się puści wodze emocjom, nie kontroluje się ich rozumowo, to wtedy prowadzą na moralne manowce.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne