Prof. Karen Wynn: Mamy w sobie ziarno moralności

Przychodzimy na świat wyposażeni w ziarno moralności. W pierwszych miesiącach życia potrafimy dostrzegać różnice między dobrym i złym zachowaniem. Intuicyjnie czujemy, kto zasługuje na nagrodę, a kto na karę. Jesteśmy skłonni zapłacić wysoką cenę za to, by nie mieć do czynienia z człowiekiem, który źle traktuje innych. Choćby to miało nas kosztować siedem grahamowych krakersów.

O moralności niemowląt, tendencji do oceniania po wyglądzie, karaniu tych, którzy myślą inaczej niż my i nieustającym odkrywaniu małego człowieka rozmawiam z profesor psychologii z Uniwersytetu Yale - Karen Wynn.

Reklama

(Dzisiaj o godz. 19 w Muzeum Narodowym w Krakowie prof. Karen Wynn wygłosi - w ramach Copernicus Festival -  wykład "O pochodzeniu uczuć moralnych i niemoralnych". Wstęp wolny, tłumaczenie symultaniczne)

***

Ewelina Karpińska-Morek, Interia: Gdzie możemy się doszukiwać korzeni naszej moralności? Czy przychodzimy na świat z zalążkiem moralności, czy też buduje się ona w nas w oparciu o czynniki zewnętrzne?

Prof. Karen Wynn, Yale University: - Mamy w sobie ziarno moralności, ale i kształtujemy ją w trakcie naszego życia. Badam te aspekty u najmłodszych dzieci. Do tej pory udało się ustalić, że noworodki mają pewne odczucia moralne. Lubią tych, którzy są mili i uprzejmi wobec innych, nie lubią, a nawet popierają karanie tych, którzy źle obchodzą się z drugim człowiekiem. Zatem przynosimy ze sobą na świat pewne ramy, dzięki którym wiemy, że dobrze jest współdziałać w obrębie grupy społecznej I traktować innych dobrze. To wewnętrzne odczucia, moralny szkielet pozwalają nam potępiać i karać lub pochwalać i nagradzać innych za dobre lub złe zachowanie. Ale oczywiście w przypadku osób dorosłych - w ich kodach moralności - znajdziemy o wiele więcej finezji, związanej z pokonywaniem różnych trudności. Jedną z nich jest przekonanie, że jesteśmy szczęśliwi, gdy inni respektują te same zasady, co my. Wszyscy jesteśmy skoncentrowanymi na sobie istotami - nieważne, czy jesteśmy małymi dziećmi czy ludźmi dorosłymi.

Innym obszarem, w którym dostrzegamy ogromną rolę kultury jest to, jak bardzo rozciągamy naszą moralną intuicję i kim są osoby, funkcjonujące w świecie zewnętrznym, które zasługują na moralną uwagę. To jest przyczynek do zadania pytania o położenie naszej grupy społecznej względem innej grupy społecznej - grupy wewnętrzne i grupy zewnętrzne (Wynn używa tu określeń "ingroups" i "outgroups" - red.). Tym, co możemy dostrzec, gdy wykonamy "zdjęcie panoramiczne" historii ludzkości jest to, że stale te ramy rozszerzamy.

Zatem jesteśmy wyposażani w podstawowe ramy, które wypełniamy w trakcie dorastania, dojrzewania?

- Dokładnie tak. Mamy jedynie bazę. Kultura pomaga nam ją rozbudowywać lub nie - zależy od kultury, w której funkcjonujemy.

Na świecie funkcjonowało dużo kultur, społeczeństw, które uważały niewolnictwo za coś akceptowalnego. Te same grupy ludzi nie mówiły jednak jednym głosem. To prawdziwe studium moralności. Gdy spojrzymy za siebie - na prawa kobiet, prawa mniejszości - zauważymy, jak ważną rolę ponownie odegrała kultura.

W jaki sposób niemowlęta reagują na zło - dokładnie na złe zachowanie drugiej osoby?

- Pokazujemy dzieciom pacynki - jedna z nich zachowuje się dobrze, druga źle. Później proponujemy zabawę, pytając - z którą kukiełką chciałbyś się pobawić? Preferują tę, która zachowuje się poprawnie.

 Dzieciom starszym oferujemy możliwość nagrodzenia jednej z dwóch pacynek smakołykiem - nagradzają tę dobrą. Jeśli umożliwimy im ukaranie którejś z postaci poprzez pozbawienie jej słodkości, wybiorą "czarny charakter". W innych scenkach dzieci widzą osoby wchodzące w interakcje z dobrymi i złymi kukiełkami. Wybierają tych, którzy są mili i pomocni, lubią karać tych, którzy źle traktują innych.

Jak widać, mamy bogatą gamę zachowań. Zaobserwowaliśmy również niemowlęta, które reagują intensywniej, próbują uderzyć złą pacynkę - widać, że naprawdę jej nie lubią i chcą potępić jej zachowanie.

Kolejne interesujące odkrycie: niemowlęta są, podobnie jak my, skoncentrowane na sobie i wolą mieć więcej niż mniej. Na przykład dzieci w USA uwielbiają krakersy grahamowe, więc jeśli postawi się przed nimi talerz z jednym krakersem oraz talerz z dwoma, oczywiście wybiorą talerz z dwoma.

Zbadaliśmy, co się stanie, gdy te same krakersy zaoferują im dwie osoby, Miła i pomocna dla innych proponowała talerz z jednym ciastkiem, a druga - niemiła -  oferowała więcej krakersów. Dzieci miały więc wybór - lepsza osoba i mniej ciastek, gorsza osoba i więcej ciastek. Wolały, jak się okazało, zapłacić wyższą cenę za to, by nie mieć do czynienia z kimś nastawionym negatywnie. Ale oczywiście dzieci - jak dorośli - nie pozwolą sobie też na zbyt wygórowane kwoty. Mają swój cennik. Kiedy zwiększyliśmy różnicę i dobra osoba oferowała jedno ciastko, a druga - niedobra - aż osiem, dwie trzecie dzieci było skłonnych pomyśleć "OK, ten ktoś mi daje więcej krakersów, więc wybiorę właśnie jego". Ale wciąż pozostawała jedna trzecia maluchów, które decydowały się na jedno ciastko od tej milszej osoby. Dzieci są więc skłonne zapłacić więcej za niewchodzenie w interakcje z kimś złym.

Czy dzieci zawsze chcą karać złe osoby? Zdarzają się sytuacje, kiedy dziecko chce ukarać tę dobrą postać - czyli błędnie ocenia sytuację?

- W bardzo niewielu badaniach sto procent dzieci zachowuje się tak samo. W większości przypadków około 85 proc. badanych wybierze dobrą osobę lub będzie dążyło do nagrodzenia tego, kto zachowuje się pozytywnie, lub ukarania złej osoby. Zwykle około 10-15 proc. dzieci zachowuje się inaczej.

To właściwie bardzo interesujące pytanie. Jeszcze na tym etapie nie wiemy, czy w tych 15 proc. dzieci zachowujących się inaczej jest coś intrygująco -  mają  inną intuicję, odmienne kalki kulturowe dla moralności? Dzieci mają niewielkie możliwości, jeśli chodzi o koncentrację uwagi, ich umysły dziwią się, kontemplują. Maluchy mają w swoich głowach przeróżne rzeczy, niektóre z nich są rozproszone, czasem rozproszone przez swoje własne skarpetki. Mogą być też głodne lub zmęczone...

Jest inne pytanie, które interesuje mnie w sposób szczególny, ale nie mam na razie danych, by się nimi podeprzeć: w jaki sposób nasze wczesne doświadczenia wpływają na system społecznych sądów. Jeżeli funkcjonujemy w środowisku, które jest bardzo zduszone, stłamszone, nafaszerowane konfliktami, ukierunkowane na egocentryzm i przemoc fizyczną, to czy rodzi się w nas przekonanie, że opłaca się identyfikować z grupą, która przykładowo prześladuje innych. Odpowiedzi na to pytanie na razie nie znamy.

Czy niemowlęta oceniają ludzi po wyglądzie - przejawiają skłonności do oceniania, czy ktoś jest dobry lub zły na podstawie wyglądu?

- Jedno z lepiej udokumentowanych badań wykazało, że dzieci wolą twarze, które wyglądają znajomo. Może to dotyczyć również ludzi, których nigdy wcześniej nie widziały. Wystarczy, że te osoby są po prostu podobne do tych z najbliższego otoczenia dziecka - np. do opiekunów.

Zatem, jeśli dziecko funkcjonuje w bardzo homogenicznym środowisku - zarówno pod względem rasowym, jak I etnicznym, w naturalny sposób będzie wybierało osoby, których rysy twarzy odpowiadają znanemu mu otoczeniu. Wiemy również, że dzieci wolą patrzeć na twarze ludzi atrakcyjnych.

To przykre!

- Taka tendencja pojawia się bardzo wcześnie, co sugeruje, że nasze sądy dotyczące estetyki, oceny tego, kto jest atrakcyjny, a kto nie, mają jakąś bazę i nie są w 100 proc. determinowane przez kulturę. Nawet bardzo małe niemowlęta rozróżniają lepiej i gorzej wyglądających ludzi, wybierając, na kogo patrzą.

Przeprowadzono badanie, podczas którego dziecko musiało wejść w interakcję z kobietą, której wcześniej zrobiono profesjonalny, sceniczny makijaż. Badaczka nie wiedziała jednak, czy wygląda pięknie, czy też została oszpecona, wygląda po prostu zwyczajnie lub nieatrakcyjnie. Wiedziała jedynie, że ma na twarzy makijaż, ale nie mogła go zobaczyć w lustrze. Tak wymalowana badaczka wychodziła do maluchów - dzieci reagowały w różny sposób, w zależności od tego, jak wyglądała kobieta.

To trochę przerażające, że już we wczesnym niemowlęctwie skupiamy się na lepiej wyglądających osobach.

Tak, to rozczarowujące, a innym rozczarowującym odkryciem w moim własnym instytucie badawczym było to, że dzieci dodatkowo wolą tych, którzy mają takie samo zdanie jak one...

W jaki sposób zostało to odkryte?

- W pierwszym badaniu skupiliśmy się na ustaleniu opinii dziecka na dany temat. W drugim etapie zaoferowaliśmy dziecku wybór między dwiema rzeczami - na przykład między krakersem grahamowym a płatkami śniadaniowymi z miodem lub między zabawkami - samochodzikiem i helikopterem, lub po prostu między kolorami rękawiczek. Pytaliśmy "co wybierasz?", dziecko dokonywało wyboru, biorąc lub pokazując daną rzecz. Później wprowadziliśmy pacynki. Jedna z nich wybierała to samo, co dziecko, i mówiła: "Fuj, obrzydliwe. Nie podoba mi się to!". Druga pacynka wybierała przedmiot, którego nie wybrało dziecko, i również oświadczała "Fuj, paskudne. Nie podoba mi się!"

Odkryliśmy, że dzieci wybierają tych, którzy dokonują podobnych wyborów. To wszystko ma sens, bo przecież wszyscy lubimy przyjaźnie bazujące na podobieństwach między nami, na podobnych poglądach na temat świata. Badanie wykazało zatem, że jeśli dzieci stykają się z nowymi postaciami traktującymi innych dobrze lub źle, wybierają tych, którzy traktują źle ich własnych przeciwników.

Jeśli więc dziecko lubi krakersy grahamowe, a ktoś inny płatki z miodem, polubią tego, kto nie będzie niemiły dla miłośnika płatków. Było mi tak przykro, kiedy po raz pierwszy przeanalizowaliśmy te dane. Pomyślałam sobie: "No, nie, dzieciaczki, naprawdę tak postępujecie?". Ale oczywiście ta tendencja do demonizowania czy oczerniania tych, którzy mają inne poglądy na temat świata, stwarza zagrożenie - powoduje napięcia wewnątrz społeczeństwa i między społeczeństwami. Jak w USA, gdzie mamy obecnie chaos. Nie potrafimy szanować drugiej strony I nie potrafimy uznać, że różnice opinii są częścią życia w społeczności złożonej z wielu jednostek.

W pewnym sensie nawiązuję do tego, o czym mówiłam wcześniej  - do tego, jak szeroko i daleko rozszerzamy nasze początkowe wyobrażenie o tym, jak należy traktować innych i na jakie traktowanie zasługują. Zauważamy złożoność ludzkiej natury nawet na wczesnym etapie rozwoju - to te małe dzieci pokazują nam dwie strony medalu ludzkiej natury - tę dobrą i tę złą.

Skoro jesteśmy przy emocjach: czy powinniśmy wkraczać w emocjonalną przestrzeń dziecka? Mam tu na myśli, przykładowo, próbę uszczęśliwienia płaczącego dziecka. Czy to bardziej pomoc czy  ingerencja?

- Jesteśmy niezaprzeczalnie ludzkimi istotami - hiperspołecznymi, ekstremalnie wręcz społecznymi - jesteśmy jednym z najbardziej społecznych gatunków. Zostaliśmy zbudowani tak, by wchodzić w relacje z innymi i odczuwać taką potrzebę. Dzieci funkcjonują tak samo. Uważam, że próba spojrzenia na człowieka i myślenia o jego systemie emocjonalnym jako czymś wyodrębnionym, odizolowanym od życia w społeczeństwie, od innych ludzi w ogóle, nie jest odpowiednią drogą.

Dzieci są istotami społecznymi - potrzebują społecznych interakcji i zaangażowania. Potrzebują społecznego wsparcia, muszą wiedzieć, że ktoś im towarzyszy, kocha je i opiekuje się nimi. Nigdy nie powiedziałabym, że dziecko powinno samodzielnie rozpracować swój system emocjonalny, że reagowanie na płacz to wtrącanie się. Można szukać odpowiednich ścieżek wspierania dziecka podczas jego rozwoju, nauki, jak powinno sobie radzić z emocjami. Ale nigdy nie powiedziałabym: żeby dziecko zostawić same z jego emocjami.

Co najbardziej fascynuje w pracy z małym człowiekiem?

- Od dawna badam dzieci - fascynuje mnie to od blisko ćwierćwiecza. Kiedy zaczynałam, badałam podstawowe kognitywne aspekty. Nie zajmowałam się społecznym i emocjonalnym życiem niemowląt lub ich moralnością. To były fenomenalne zakamarki kognitywistyki. Przez te wszystkie lata intrygowało mnie, że to, co dzieje się w głowach tych maleńkich dzieci, jest o wiele bardziej złożone i wyrafinowane, niż nam się wydawało. Nieustannie zauważamy w wielu różnych sytuacjach, które badamy, że rozumienie przez te małe dzieci świata, pozbawione owszem pewnych niuansów, rozciągłości charakterystycznych dla myślenia dorosłego człowieka, w tym najbardziej podstawowym rozumieniu tego, w jaki sposób został zbudowany świat, jak został ukonstytuowany - jest bardzo podobne .

"Dziadkiem" psychologii był William James. Mówił o stanie "barwnej, gwarnej gmatwaniny", której musi doświadczyć dziecko" wtedy, gdy nic nie ma jeszcze sensu. Jego zdaniem dziecko musi przejść przez tę bardzo złożoną konstrukcję rzeczywistości. I to okazało się być nieprawdą. Wszystko jest już w nas, w naszym genomie, zostało w nas wdrukowane jako fundamentalna droga człowieka do zrozumienia świata. Przez te wszystkie dekady badania dzieci co parę lat pojawia się w mojej głowie myśl: "dziecko, jest w tobie jeszcze więcej rzeczy, o których nie miałam pojęcia". Doświadczanie tego i nieustanne zdawanie sobie z tego sprawy jest wprost fascynujące.

Rozmawiała: Ewelina Karpińska-Morek

***

Dzisiaj o godz. 19 w Muzeum Narodowym w Krakowie prof. Karen Wynn wygłosi - w ramach Copernicus Festival -  wykład "O pochodzeniu uczuć moralnych i niemoralnych". Wstęp wolny, tłumaczenie symultaniczne.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje