Reklama

Reklama

Ekspertyza ws. Lecha Wałęsy. Dawni działacze Solidarności komentują sprawę TW "Bolka"

Nie milkną komentarze po wczorajszej konferencji Instytutu Pamięci Narodowej. "Absolutnie nie jestem zaskoczony" - tak wyniki ekspertyzy IPN, potwierdzające, że Lech Wałęsa współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa skomentował na łamach "Rzeczpospolitej" Kornel Morawiecki, lider "Solidarności Walczącej". "W moim oglądzie Lecha Wałęsy to nic nie zmienia" - stwierdził z kolei Aleksander Hall, historyk, działacz opozycji antykomunistycznej.

Instytut Pamięci Narodowej przedstawił wczoraj opinię biegłych w sprawie dokumentów teczki personalnej i teczki pracy TW "Bolek". Z ekspertyzy wynika, że były prezydent Lech Wałęsa współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa. - Biegli wydali bardzo obszerną opinię. Zawiera ona 235 stron i jest kompleksowa. Wnioski nie pozostawiają żądnych wątpliwości. Odręczne zobowiązanie o współpracy z SB z 1970 roku było w całości nakreślone przez Lecha Wałęsę - zaznaczył podczas konferencji szef pionu śledczego IPN prokurator Andrzej Pozorski.

Reklama

Kornel Morawiecki przyznał w rozmowie z Łukaszem Lubańskim z "Rz", że już w latach 80-tych ub. wieku do Solidarności dotarła informacja służb specjalnych RFN, że Wałęsa był TW "Bolkiem". Zdaniem dawnego lidera "Solidarności Walczącej", on i inni działacze opozycji antykomunistycznej zastanawiali się, "czy ktoś ich nie podpuszcza", jednocześnie zauważali pewne zachowania Wałęsy "dające do myślenia". " [Wałęsa] w latach 80-tych właściwie nie wspierał konspiracji. (...) Raczej mówił to, co chciała bezpieka" - przyznał Morawiecki. "Cały czas liczę, że przeprosi, że powie jak było. (...) tymczasem on ciągle zwodzi i kłamie" - skwitował.

Z kolei dla Aleksandra Halla, działacza opozycji antykomunistycznej, zasługi Wałęsy są "niepodważalne i wielkie", a dzisiejsze ataki to "czysta hipokryzja". Jak powiedział w rozmowie z Michałem Płocińskim, TW "Bolek" to jedynie epizod z biografii solidarnościowego lidera. "Zresztą można znaleźć wiele okoliczności łagodzących, np. terror czy masowe pozyskiwanie współpracowników przez SB w pacyfikowanej stoczni" - zauważył Hall "Rzeczpospolitej".

Także Władysław Frasyniuk, dawny lider dolnośląskiej Solidarności, broni byłego prezydenta. Ataki na niego uważa za "skandaliczne". "Głupotą jest, że od lat go [Wałęsę] dociskamy, by się tłumaczył. W naszej historii nie brakuje bohaterów, którzy mają za sobą jakąś współpracę ze służbami, jak choćby Józef Piłsudski" - tłumaczy Frasyniuk. Jego zdaniem, Polska powinna budować narrację, że to dzięki Wałęsie nasza część Europy odzyskała wolność. W opinii dawnego działacza Solidarności, współpraca Wałęsy "w żaden sposób nie miała wpływu na jego późniejsze decyzje".

Sprawę skomentował także b. zastępca Lecha Wałęsy w NSZZ "Solidarność", Andrzej Gwiazda. Jak przyznał "Rzeczpospolitej", już od 1980 r. nie ma żadnych wątpliwości, że Wałęsa współpracował [z SB-red.]. Ustalenia IPN Gwiazda traktuje jak "impuls, dzięki któremu można rozpocząć rzeczową dyskusję. "Mam nadzieję, że wreszcie przestaniemy zajmować się Lechem Wałęsą, który był agentem na krótkiej smyczy, a zajmiemy się odkrywaniem jego mocodawców. Nikt chyba nie podejrzewa Wałęsy o taki stopień inteligencji, który pozwalałby mu na samodzielne prowadzenie gry" - powiedział Gwiazda. Jego zdaniem, współpraca z SB miała "zasadniczy"  wpływ na działalność Wałęsy w Solidarności.

Sam Lech Wałęsa, jeszcze przed oficjalnym komunikatem IPN, komentował nieoficjalne wówczas informacje o ustaleniach Instytutu słowami: "Po raz pierwszy wydaje się, że rękoma moich przyjaciół i znajomych Służba Bezpieczeństwa wygra ze mną". Wczoraj nie zabierał głosu w sprawie, przebywał w Kolumbii.


Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje