Reklama

Reklama

Eksplozje na maratonie w Bostonie

Ciotka Carnajewów: Bracia nie mogli być zamieszani w zbrodnię

Mieszkająca w Toronto ciotka dwóch braci podejrzanych o poniedziałkowy zamach bombowy podczas maratonu w Bostonie oświadczyła, że "nie wierzy, by byli zamieszani w jakąkolwiek zbrodnię". Dodała, że w piątek rano kontaktowało się z nią FBI.

W rozmowie z telewizją CBC Maret Tsarnaeva (Carnajewa) oświadczyła, że "FBI nie ma żadnych innych dowodów (na winę braci) niż zdjęcia dwóch młodych ludzi idących ulicą koło linii mety" maratonu. Potwierdziła, że obaj mężczyźni to jej bratankowie i - jej zdaniem - są niewinni.

Reklama

Carnajewa powiedziała, że mieszka w Kanadzie od 1996 roku i nie widziała swoich bratanków od pięciu czy sześciu lat - relacjonowała CBC. Natomiast rozmawiała ze starszym z braci, Tamerlanem Carnajewem, dwa lata temu, gdy urodziła mu się córka, a następnie - ok. roku temu.

Dodała też, że Tamerlan poślubił kobietę, która jest chrześcijanką. Według jej słów starszy brat po narodzinach dziecka zajmował się nim w domu, gdy żona pracowała.

Z dotychczasowych ustaleń wynika, że za zamachem w Bostonie, a także za zabójstwem policjanta w kampusie Instytutu Technologicznego Massachusetts (MIT) w Cambridge w piątek nad ranem czasu polskiego stoją czeczeńscy bracia: 19-letni Dżochar i 26-letni Tamerlan Carnajewowie. Starszy z nich zginął w strzelaninie z policją, natomiast młodszy ukrywa się w mieście Watertown na przedmieściach Bostonu. Trwa policyjna obława.

Pochodząca z Czeczenii rodzina braci przyjechała do USA ok. 10 lat temu. Wcześniej Carnajewowie przebywali w Kirgistanie, skąd w 2001 roku przyjechali do Dagestanu.

W wybuchach na mecie maratonu w Bostonie zginęły trzy osoby, w tym 8-letni chłopiec, a ok. 180 zostało rannych.

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje